[Z perspektywy Genevieve]
Tamtego ranka nie miałam ochoty wychodzić z łóżka. W chwili, gdy otworzyłam oczy, natychmiast wypełnił mnie potworny żal i obezwładniające poczucie lęku.
Nie tak powinnam się czuć... Nie w dniu własnego ślubu.
Wciąż zastanawiałam się, czy podjęłam właściwą decyzję, przystając na propozycję Króla Alfy. Jednak bez względu na to, jak długo pozwalałam sobie na rozmyślania o tej sprawie, zawsze dochodziłam do tego samego wniosku. Mój brat.
W tym małżeństwie nie chodzi o mnie... Chodzi o Percivala.
Liczyło się tylko to, że dzięki pieniądzom od Króla będzie mógł kontynuować niezbędną opiekę medyczną.
Nie doszłam bynajmniej do żadnego szczęśliwego rozwiązania tej całej sytuacji. Zdałam sobie po prostu sprawę, że nie miałam wyboru.
Równie dobrze mogę już wstać, żebyśmy mogli mieć to wszystko z głowy.
Nie tracąc więcej czasu, zwlekłam się z łóżka i skierowałam prosto do łazienki. Związałam włosy w luźny kok na czubku głowy i sięgnęłam po szlafrok. Kiedy przewiązałam miękki pasek w talii, ruszyłam w stronę salonu na śniadanie.
Mój umysł był spowity mgłą. Oczywiście wszystko wokół nabrało ostrego, bolesnego wyrazu w chwili, gdy dotarłam na miejsce. Stanęłam jak wryta w progu salonu, gdzie był już obecny Theodore.
Siedział na swoim stałym miejscu z kubkiem kawy i najświeższym wydaniem gazety w dłoniach. Nienawidziłam tego, jak udawał, że nic się nie zmieniło. Jakby dosłownie nie wyrwał mi serca z piersi, pozwalając na tę niedorzeczną zamianę.
Gdyby wkroczył, by odmówić moim rodzicom szansy na sprzedanie mnie temu nieznanemu Alfie, być może wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Z drugiej strony, to przecież ten sam mężczyzna, który przez całą tę mękę milczał niezręcznie.
Co on tu w ogóle robił?
Wszystkich poinformowano, że to tutaj nowa przyszła panna młoda ma przygotowywać się przed ceremonią.
Theodore dostrzegł mnie w progu i opuścił gazetę. Uniosłam pytająco brew.
– Co tu robisz? Przyszedłeś dać mi kilka wskazówek, jak nie traktować swojego przyszłego małżonka? – zapytałam głosem ociekającym sarkazmem.
Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale szybko zacisnął je w twardą linię. Zmrużyłam oczy, pragnąc sprawić, by zniknął mi z oczu.
Żołądek podszedł mi do gardła na myśl o tym, że kiedyś byliśmy razem. Odkąd powiedziano mi, że moja przyszłość została kupiona, a ja odesłana, miałam wrażenie, że nasz związek był czymś sprzed wielu dekad.
A jednak samo patrzenie na niego wciąż sprawiało mi ból.
– Ojejku. Skąd ta ponura mina? – zapytała Arabella z radosnym chichotem. – To dzień twojego ślubu, nie powinnaś być szczęśliwa czy coś?
– Zamknij się, Arabella – mruknęłam.
Moja przyrodnia siostra wybuchnęła śmiechem, a w tym czasie do pokoju weszła Beatrice.
– Wiesz, naprawdę powinnaś się już szykować – zauważyła. – Bardzo niedługo wyruszamy do Posiadłości Sterlingów.
Arabella splotła ramię wokół Theodore'a i posłała mi promienny uśmiech pełen udawanego entuzjazmu. – O tak, wszyscy z niecierpliwością czekamy na twoją ceremonię.
Och, cudownie. Naprawdę ciągnęła za sobą Theodore'a?
– Więc ślub odbędzie się tam? – zapytałam matowo.
– Tak. Ponieważ Arthur nie może podróżować daleko, ślub odbędzie się w jednym z jego licznych pokoi – wyjaśniła Beatrice.
– Z pewnością będzie to prosta uroczystość – wtrąciła szorstko Arabella. Odwróciła się, by spojrzeć na Theodore'a, posyłając mu kokieteryjny uśmiech. – Pamiętaj, oczekuję wspaniałego ślubu z mnóstwem kwiatów i lśniącą, białą satyną.
*Puk. Puk. Puk.*
Delikatne pukanie do drzwi sprawiło, że wszyscy odwróciliśmy głowy; okazało się, że przybył zespół ślubnych stylistów. Beatrice łaskawie wpuściła ich wszystkich do środka, a zespół zaczął przygotowywać swoje stanowiska.
Florence, liderka zespołu, poprowadziła mnie do jednego z krzeseł i położyła przede mną dużego iPada. Ekran ukazywał kilkanaście przepięknych, unikalnych sukni ślubnych. Kiedy je przewijałam, każda z nich wydawała się droższa i piękniejsza od poprzedniej.
Nie miałam pojęcia, jak moją rodzinę stać na tak luksusową suknię i oprawę.
– Alfa Arthur upewnił się już, że dzisiejsze przygotowania zostały w pełni sfinansowane – powiedziała mi Florence. Puściła do mnie porozumiewawczo oko, dając moim nerwom szansę na uspokojenie.
Cholera, czy ta kobieta potrafiła też czytać w myślach?
Patrząc na ekran, Arabella skrzyżowała ramiona na piersi z gorzkim wyrazem twarzy.
– Nie powinnaś polegać na pieniądzach, by to małżeństwo przetrwało – wycedziła, jakby przekonywała samą siebie. – Pieniądze to nie wszystko, wiesz.
– Co tylko powiesz – odparłam, decydując się jednocześnie na ręcznie haftowaną suknię z odsłoniętymi ramionami i długim, koronkowym trenem. Osobiście wolałabym coś prostszego, ale uznałam, że właśnie to będzie odpowiednie dla Luny Alfy takiego jak Arthur. Eleganckie, szlachetne, wykwintne.
Zespół stylistów wyjął wybraną przeze mnie suknię i natychmiast pomógł mi ją założyć. Wydawało się, że w ciągu zaledwie godziny zmieniłam się w zupełnie inną osobę. Moje włosy zostały zakręcone i luźno spięte wsuwkami z perłami. Mój makijaż był lekki, lecz wyrazisty.
Gdy tylko wprowadzono ostatnie poprawki, wyszłam z salonu, gdzie przywitały mnie dziesiątki szeroko otwartych ze zdumienia oczu i rozchylonych ust. Niemal cała wataha zebrała się, by zobaczyć, jak wyglądam. Wszyscy byli autentycznie zaskoczeni moim nieziemskim wyglądem.
Nawet moja rodzina nie miała wiele do powiedzenia. Najbardziej jednak rozbawił mnie zafascynowany, olśniony wyraz twarzy Theodore'a. Arabella szybko trzepnęła go w ramię, dąsając się na jego reakcję.
Kiedy przygotowywałam się do wyjścia, poprosiłam kogoś z personelu o przyniesienie torby, którą spakowałam poprzedniego wieczoru.
Po ceremonii raczej nie miałam już wrócić do tego miejsca, więc upewniłam się, że spakowałam rzeczy dla mnie najważniejsze – tylko ubrania, które nosiłam najczęściej, a także pamiątki po matce, które zawsze miałam przy sobie. Jedną z nich był ręcznie robiony naszyjnik z morskim akwamarynem.
Zazwyczaj trzymałam go w bocznej kieszeni. Jednak ta suknia nie miała miejsca, w którym mogłabym przechować pamiątkę, więc upewniłam się, że jest bezpiecznie schowana w mojej torbie.
Podczas gdy moja rodzina kierowała się do swoich pojazdów, ja wymknęłam się po cichu, by odwiedzić brata. Jedynym dźwiękiem, jaki mnie powitał, było miarowe echo aparatur podtrzymujących go przy życiu. Kiedyś łamało mi to serce, ale z czasem zaczęło przynosić ukojenie, gdy wiedziałam, że to one utrzymują Percivala przy życiu.
Delikatnie pochyliłam się, by złożyć czuły pocałunek na jego głowie. – Będę za tobą tak bardzo tęsknić. Ale dopilnuję, by się tobą zaopiekowano, dobrze?
Kiedy wychodziłam na zewnątrz, każdy z członków personelu ściskał moją dłoń i życzył mi szczęścia w nowym rozdziale mojego życia. Moje serce napełniło się smutkiem na widok tego, jak bardzo niechętnie się ze mną żegnali.
– Pospiesz się, Genevieve!
– Zgadza się, nie mamy całego dnia.
Jeden z członków służby pochylił się w moją stronę i posłał mi pokrzepiający uśmiech. – Nie martw się, dopilnujemy, by twój brat miał tu doskonałą opiekę.
– Dziękuję – szepnęłam.
Odwróciłam się z powrotem w stronę mojej rodziny i, co nie było dla nikogo niespodzianką, wszyscy gotowali się z niecierpliwości. Mój ojciec nie mógł wyglądać na mniej zainteresowanego tym, co się działo. Jedyne, co dało się dostrzec w oczach Beatrice, to zachłanność – bez wątpienia na pieniądze obiecane przez Króla Alfę. Arabella nadal napawała się swoim dziecinnym napadem złości, który zaprezentowała wcześniej, podczas moich przygotowań.
Był jeszcze Theodore. Ten mężczyzna zdawał się patrzeć na mnie z poczuciem straty i niewypowiedzianą powagą. Czyżby czuł żal?
To nie powinno mieć znaczenia, co on czuje! Jest już za późno. Wyraźnie podjął decyzję i teraz już się nie odezwie.
Niemniej jednak czułam się głęboko bezradna. Trudno było pogodzić się z myślą, że członkowie watahy zdawali się dbać o mnie bardziej niż moja własna rodzina.
Ruszyłam w stronę samochodu, ale zatrzymała mnie Arabella, podnosząc rękę.
– Wiesz, że nasz samochód jest za mały, a twoja suknia prawdopodobnie się pogniecie – powiedziała z chłodnym uśmiechem.
Florence nagle podbiegła do mnie. – Bez obaw. Alfa Arthur zorganizował również kilka przestronnych limuzyn, by odebrały panienkę i panienki rodzinę. Chciał mieć pewność, że suknia pozostanie nienaruszona.
– Naprawdę? – zapytałam z nutą niedowierzania.
Aż trudno było uwierzyć, że to wszystko sprawka tego samego człowieka, który słynął z paskudnego charakteru. Być może chodziło o to, by pokazać Królowi, że szanuje zawarte porozumienie.
Florence skinęła głową z uśmiechem.
– Tak, samochody zjawią się za kilka chwil, a na pokładzie serwowany będzie pyszny lunch, więc gdyby zgłodniała panienka w drodze, będzie mogła coś przekąsić.
Kątem oka dostrzegłam nagle skwaszoną minę Arabelli. Prawdę mówiąc, żadna z nas nie spodziewała się, że Arthur zrobi tak wielkie widowisko z tych ustaleń. Tak czy inaczej, sprawiło to, że Arabella skrzywiła się z irytacją. Skrzyżowała ręce na piersi i nadąsała się jak dziecko.
Czułam, że moja twarz oblewa się rumieńcem na słowa Florence. Nie byłam przyzwyczajona do bycia traktowaną z tak ekstrawagancką troską. Nigdy wcześniej nie obsypywano mnie taką uwagą i nie byłam pewna, jak powinnam się zachować.
Podróż do Posiadłości Sterlingów była długa, więc na tereny watahy Arthura dotarłam oficjalnie dopiero po południu. Czułam wyłącznie zdenerwowanie.
















