[Punkt widzenia Genevieve]
Po raz pierwszy od kilku lat patrzyłam, jak na twarzy mojego ojca maluje się czysty strach.
Mój ojciec nigdy nie uchodził za słabego człowieka. Nigdy nie płaszczył się ani nie błagał, gdy popełniono błąd. Zawsze nosił surowy, niezachwianie stoicki wyraz twarzy. Nawet w najcięższych chwilach był praktycznie niezłomny.
Ale tutaj wyraźnie tak nie było. Ten człowiek, który przez większość mojego życia nie okazał mi za grosz emocji, niemalże zalał się łzami. Jego twarz była ściągnięta i drżała z niepokoju – a wszystko to z powodu tego, co powiedział Arthur w związku z reprymendą, jakiej udzielono Arabelli.
Oczy niemal wyszły mi z orbit, gdy mój ojciec omal nie padł na kolana.
Prawdę mówiąc, Arthur zszokował wszystkich swoją uwagą.
Mówił poważnie? Wyobraźcie sobie świat, w którym Arabella jest pozbawiona daru mowy.
Na krótką chwilę zaparło mi dech w piersiach. Niezaprzeczalne spojrzenie w oczach Arthura dowodziło, że mówi absolutnie poważnie. Nie było widać ani cienia wahania, co nie pozwalało mi w to wątpić. To sprawiło, że po moich plecach przebiegły niezliczone dreszcze.
Na miłość boską, mój własny ojciec dosłownie trząsł się tam, gdzie stał. Do czego ten człowiek był zdolny? Czy ja naprawdę zamierzałam poślubić tego mężczyznę?
Podczas gdy mojemu ojcu brakowało sekund do czołgania się po ziemi, Beatrice wyglądała, jakby była na granicy omdlenia. Theodore wyglądał na oszołomionego i nawet nie zadał sobie trudu, by odezwać się w imieniu Arabelli. A co do mojej drogiej przyrodniej siostry... Zbladła o kilka odcieni i była bliska płaczu.
– Och, błagam – prosił mój ojciec. – Proszę, oszczędź mojej córce takich tortur.
Moje spojrzenie powędrowało z powrotem na Arthura, który wydawał się jeszcze bardziej znudzony niż w chwili, gdy wszedł do pokoju. Wypuścił głośno powietrze i machnął ręką.
– Trzeba coś zrobić z jej odrażającym zachowaniem – upierał się. – Nawet nie chcę myśleć o tym, by wiązać się z rodziną, która pozwala własnej córce odnosić się z brakiem szacunku i pogardą do ludzi, których nawet nie zna.
Mój ojciec znów błagał o litość, tłumacząc kiepskie maniery Arabelli. Mimo to nikt inny nie miał zamiaru stanąć w jej obronie, by przemówić Arthurowi do rozsądku. Wyglądało to tak, jakby to on dzierżył w tej sytuacji całą władzę, a oni wszyscy zdawali sobie z tego sprawę.
– Obawiam się, że muszę nalegać, by coś z tym zrobiono – naciskał surowo.
Mój ojciec powoli skinął głową i ze wstydem spojrzał na Arabellę. – Rozumiem.
Arabella z lękiem kręciła głową; wciąż była zbyt przerażona, by się odezwać. Theodore stał tam bez słowa, pozbawiony własnych myśli – najprawdopodobniej dlatego, że on również obawiał się tego, co mógłby zrobić Arthur.
Co dziwne, Arthur odwrócił głowę, by rzucić mi krótkie spojrzenie. Po części chciałabym wiedzieć, jakie myśli kłębiły się w głowie tego mężczyzny. Z drugiej strony, może to i dobrze, że nie wiedziałam.
– Cofam moje poprzednie polecenie i w zamian żądam, by wasza pasierbica została odosobniona na nie mniej niż miesiąc – oświadczył chłodno.
Arabella wybuchnęła płaczem. Dobre nieba, ktoś mógłby pomyśleć, że właśnie skazano ją na dożywocie w więzieniu. Tym razem do przodu wystąpiła Beatrice i próbowała wstawić się za córką. Ale Arthur nie zamierzał tego słuchać.
– Jeden miesiąc – rozkazał. – Zostanie zamknięta na miesiąc, który spędzi na rozmyślaniach o swoim prostackim zachowaniu i nauce, jak należycie zachowywać się w obecności innych.
– Och, proszę! – błagała z rozpaczą Beatrice. – Proszę, nie bądź tak surowy dla mojej córki. To prawda, że czasami odezwie się, zanim pomyśli, ale to nie znaczy, że powinna być za to tak surowo karana...
– Jeszcze jedno bezsensowne słowo, a z przyjemnością przedłużę tę karę również na ciebie – warknął Arthur. – Wygląda na to, że wam obu głęboko przydałaby się porządna chwila autorefleksji.
Beatrice natychmiast zamknęła usta, a jej oczy wciąż były szeroko otwarte z szoku.
Nagle z powrotem pojawiła się Clara, a za nią wszedł duchowny. Zauważyła dziwną zmianę atmosfery w pokoju.
– Och, panie! Nie spodziewałam się zobaczyć cię tu dzisiaj – powiedziała z miłym uśmiechem. – Tak się składa, że właśnie przybył duchowny.
Starszy mężczyzna wystąpił naprzód, oddał Arthurowi lekki ukłon pełen szacunku i delikatnie odchrząknął.
– Alfo Arthurze, czy przystąpimy do ceremonii zaślubin? – zapytał.
Mój żołądek skręcił się z niepewności. Zaraz. Czy Arthur miał w tym wszystkim jakikolwiek wybór?
Czyż nie ciążyło na nim zobowiązanie wobec Króla, tak jak na mnie wobec mojej rodziny?
Natychmiast zraziła mnie myśl, że moje zdanie w tej całej męce nigdy się nie liczyło. Najwyraźniej nie można było tego samego powiedzieć o nim. W pokoju zapadła cisza, gdy wszyscy czekaliśmy na jego odpowiedź. Arthur nie udzielił duchownemu natychmiastowej odpowiedzi, lecz odwrócił głowę, by spojrzeć na mnie.
Moje serce tłukło się gorączkowo w piersi, nie miałam pojęcia, co wydarzy się za chwilę.
– Genevieve... zgadza się?
Zamrugałam, kryjąc zaskoczenie w oczach, i lekko skinęłam głową.
– Tak.
Jego rysy i ton głosu w jakiś sposób niemal złagodniały. – Jesteś pewna, że chcesz doprowadzić ten ślub do skutku? – zapytał.
Moje wargi rozchyliły się w szoku. – Czy ty... Czy ty pytasz mnie o zdanie w tej sprawie?
Raz jeszcze mój ojciec wystąpił naprzód i odezwał się z chaotycznym pośpiechem.
– Oczywiście, że zamierza wyjść za mąż – powiedział. – Zgodziła się w chwili, gdy tylko jej o tym powiedzieliśmy.
Arthur ledwie zaszczycił mojego ojca spojrzeniem. – Zdaje się, że mówiłem do Genevieve. Nie do ciebie – wtrącił ostro.
Mój ojciec nieznacznie się cofnął, posyłając mi surowe, ostrzegawcze spojrzenie, gdy Arthur był odwrócony plecami. To sprawiło, że przypomniałam sobie, co jest stawką.
Percival. To małżeństwo miało pomóc w opiece nad moim bratem.
Jedyne, co mogłam zrobić, to skinąć głową. Alfa zawahał się przez chwilę, wydając się sceptyczny co do mojej odpowiedzi.
Niemniej jednak odwrócił się z powrotem do duchownego. – Proszę kontynuować ceremonię.
Nie byłam pewna, czy powinnam czuć ulgę, czy raczej ogarniać mnie przerażenie.
Jedna z pokojówek szybko odstawiła pusty wózek inwalidzki, a Arthur zajął jego miejsce. Duchowny stanął przed ołtarzem, a mój ojciec powolnym krokiem poprowadził mnie do ołtarza.
Podczas gdy duchowny zaczął odczytywać wybrane fragmenty, moje myśli zaczęły błądzić. Musiałam spojrzeć prawdzie w oczy. Moje życie zmieniło się diametralnie w zaledwie kilka dni.
Po długich przemyśleniach w ciągu ostatnich dwóch dni zdałam sobie sprawę, że jeśli moja rodzina i los naprawdę spiskowali, by postawić mnie w tak trudnym położeniu, nie miałam wyboru i musiałam wyciągnąć z tego jak najwięcej.
Musiałam żyć dalej – dla mojego brata. Musiałam dać z siebie wszystko, by żyć lepiej.
Zawsze stawiałam interesy innych ponad swoimi, nawet jako dziecko. Nie było więc powodu, dla którego nie miałabym poradzić sobie z tym i teraz.
Jeśli chodzi o Arthura, to nie uważałam go za tak przerażającego, jak głosiły plotki. Owszem, był apodyktyczny i bezpośredni, ale miło się na niego patrzyło.
Zatopiona w myślach, całkowicie zignorowałam moment, w którym duchowny poprosił mnie o powtórzenie słów przysięgi. Zanim zdążyłam naprawić swoje przeoczenie, Arthur uniósł dłoń.
– Zatrzymać się. – Posłał mi to samo szczere spojrzenie co wcześniej. – Genevieve, nie musisz się do tego zmuszać. Pozwolę ci zrezygnować z tego ślubu bez żadnych konsekwencji.
Moje serce zamarło, gdy odwrócił się, by odejść. Dostrzegłam groźne spojrzenie w oczach mojego ojca. Nie mógł się bardziej mylić. Konsekwencje istniały. Bez małżeństwa nie byłoby nagrody od króla, a wtedy życie mojego brata...
Zanim zdążyłam rozważyć swoje opcje, zdałam sobie sprawę, że ruszam w ślad za Arthurem. Położyłam dłoń na jego ramieniu i obeszłam go, by spojrzeć mu w twarz.
– Tak, pragnę tego – powiedziałam bez tchu.
Pochyliłam się i przycisnęłam swoje usta do jego. Poczułam, jak sztywnieje, prawdopodobnie zszokowany moją śmiałością. Gdy się odsunęłam, jego oczy były szeroko otwarte ze zdziwienia. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że Arthur nie powiedział jeszcze, czy zgadza się na to małżeństwo.
Duchowny, zdając sobie sprawę, że przyspieszyłam cały proces, szybko krzyknął: – Och… W takim razie… ogłaszam was mężem i żoną! Możesz pocałować swoją Lunę!
















