To miała być rutynowa procedura in vitro, ale nagle wszystko poszło nie tak. Problemem okazał się mistrz Luke Crawford, spadkobierca imperium Crawfordów, dojrzały i opanowany, zimny i apodyktyczny. Kiedy już coś sobie postanowił, nie było rzeczy na świecie, której by nie mógł zrobić! Myślała, że ich drogi rozejdą się na dobre po urodzeniu dzieci. Jednak pięć lat później mężczyzna przywiózł ze sobą dwójkę uroczych maluchów i czekał na nią przed jej akademikiem, mimo że wszyscy patrzyli! Pan Crawford był zimny i bez emocji w obecności wszystkich innych, ale w jej obecności...

Pierwszy Rozdział

Była późna noc. Czarny, potężny SUV marki Lincoln wjeżdżał na teren wystawnej rezydencji na najdroższych przedmieściach Miasta A. Wewnątrz rezydencji. Oczy Bianki Rayne przesłaniała jedwabna opaska. Nie chciał, aby wiedziała, kim jest. – Nie bój się. Oddychaj głęboko. – Dasz radę, Bianco. Nie ma nic ważniejszego niż przeszczep wątroby dla taty, dzięki któremu będzie mógł żyć. Poświęcić się trochę dla taty to nic takiego. Nie potrafiła jednak zignorować odgłosu samochodu wjeżdżającego na teren posiadłości. Skoro sprawy zaszły już tak daleko, mogła jedynie powtarzać to sobie w myślach, próbując się przekonać i uspokoić. Kiedy Luke Crawford wszedł do środka, wysoki i wyprostowany jak struna, natychmiast dostrzegł stojącą w jego pokoju Biancę. Była młoda, w pełnym rozkwicie dziewczęcości... – D-dzień dobry... – Wyczuwając zbliżające się ciało, instynktownie cofnęła się o krok mimo opaski na oczach, jąkając się przy sztywnym powitaniu. Wydawało jej się, że ostatnie dni psychicznych przygotowań znieczuliły ją na wszystko, więc nie będzie uciekać. Jednak teraz, gdy nadeszła ta chwila, wciąż nie mogła opanować strachu. Jakie to żałosne. Pokusa ucieczki była silna. Luke nie wiedział, czy to, co robi tej nocy, jest słuszne, ale wiedział, że desperacko potrzebuje znaleźć kobietę i spłodzić potomka przed swoimi kolejnymi urodzinami. Tego właśnie żądał senior rodu Crawfordów. Luke spojrzał z góry na drobną dziewczynę. – Czego się boisz? Głos mężczyzny był głęboki, łagodny i zniewalający. Bianca była nieco zszokowana. Dlaczego miał tak młodo brzmiący i melodyjny głos? Jakim cudem mężczyzna w średnim wieku mógł mieć tak niesamowitą barwę głosu? – Nie mam żadnych chorób wenerycznych ani chorych fetyszy – powiedział mężczyzna głębokim, bogatym tonem. Zdawał się ją pocieszać. Był pewien, że nie jest nieśmiała. Nie, ona się go bała. Zanim zdążyła ochłonąć, usłyszała, jak mężczyzna kontynuuje: – Zaczynajmy. Mężczyzna mówił bez cienia ciepła, jakby ogłaszał rozpoczęcie konferencji. Brzmiał przy tym spektakularnie poważnie. W następnej sekundzie została uniesiona w jego ramiona! … To był pierwszy raz, kiedy Bianca była w ten sposób niesiona przez mężczyznę, a jej serce niemal się zatrzymało. – Jeśli będzie bolało, powiedz, żebym przestał! – rzekł ponownie Luke. Sądził, że wykazuje się sporym taktem, przypominając jej o tym. To jednak tylko jeszcze bardziej wystraszyło Biancę. Wyciągnął rękę, by ją chwycić. Cofnęła się przed nim. – Nie cofaj się! – warknął ostro mężczyzna, a jego grdyka poruszyła się gwałtownie. Chwycił ją nagle za jasny, smukły nadgarstek, przyciągając w swoje objęcia i ostrzegając niskim głosem: – Nie odsuwaj się. Bianca nie śmiała się już wyrywać, gdyż jego słowa sprawiły, że jej twarz w jednej chwili zapłonęła rumieńcem. Mimo to, jeśli naprawdę był młodym, bogatym i przystojnym mężczyzną, dlaczego musiał płacić za dziecko takiej zwyczajnej kobiecie jak ona? Czyżby był naprawdę, ale to naprawdę brzydki? Tak szpetny, że żadna kobieta nie chciała urodzić mu dziecka, mimo że był obrzydliwie bogaty? – Mam pytanie. – Mów. – Głos mężczyzny przepełniony był niecierpliwością, a jego ciepła dłoń z pośpiechem zsuwała z niej ubranie. – To miało być in vitro, więc dlaczego... Dlaczego nagle zechciał pan zrobić to w sposób naturalny? – To pytanie dręczyło jej umysł. Ciepły oddech mężczyzny owiał jej czoło. Gdy tylko zadała to pytanie, wstrzymała oddech, czując nagły dotyk. Jej cichy okrzyk natychmiast nadał głosowi Luke’a pewne emocje. Powiedział: – Nie chcę stracić ani jednego chromosomu, więc wolę pominąć pośredników. Czy to wystarczający powód? W następnej chwili ścisnął ją mocno swoją dużą dłonią! – Ała... Na czole Bianki pojawiła się cienka warstwa potu. Jej mózg przestał pracować... Szarpała się, ale on przygwoździł ją siłą i z łatwością unieruchomił! Była delikatnym pąkiem kwiatu. Luke wiedział, że skoro musi to zrobić, by mieć dzieci, jedynym sposobem na uciszenie wyrzutów sumienia jest potraktowanie jej tak delikatnie, jak to tylko możliwe. Zmarszczył lekko brwi, a jego oddech stał się ciężki. Czuł, że traci kontrolę nad pierwotnymi instynktami swojego ciała. Tej nocy Bianca czuła się jak liść dryfujący po wodzie. Doświadczyła najróżniejszych uczuć: bólu, łez, bezradności, senności... … Bianca nie wiedziała, kiedy wyszedł. Gdy się obudziła, spojrzała na zegarek i zobaczyła, że jest trzecia nad ranem. Gospodyni, Faye Thomas, jeszcze nie spała. Podeszła do Bianki i powiedziała z wielkim szacunkiem: – Pozwoli pani, panno Rayne, że zaprowadzę panią do łazienki! – Dziękuję, ale poradzę sobie sama. – Bianca była nieco oszołomiona, a zaschnięte łzy na twarzy sprawiały, że jej skóra wydawała się sztywna. Nie mogła zmusić się do odsłonięcia swojego nieestetycznego ciała przed gospodynią. Faye wycofała się z pokoju. Następnie Bianca wstała z łóżka i powlókła się w stronę łazienki. Zanim zdążyła się umyć i wrócić do pokoju, pościel w sypialni została już zmieniona. Tej nocy miała sen. Śniła o roku, w którym uczyła się w gimnazjum w małym miasteczku, skąd pochodził jej dziadek. To była wiosna pełna deszczu. Razem z koleżankami z klasy wyglądały przez mur, ukradkiem zerkając na zawody koszykówki rozgrywane na boisku sąsiedniego liceum. Szkolny idol był taki fajny i przystojny, a każdym ruchem podczas gry kradł ich serca. To był ten starszy uczeń, który przeniósł się z innej szkoły, chłopak o nazwisku Crawford. … Następnego dnia Bianca obudziła się, czując nienaturalne zmęczenie i ból całego ciała. Stanęła przed umywalką, trzymając szczoteczkę do zębów i długo wpatrując się w lustro. Oszołomiona, przypomniała sobie sen z zeszłej nocy. Ten starszy kolega ze wspomnień, Crawford, był księciem z nierealnych marzeń każdej dziewczyny. Wtedy była mała, nic nieznacząca i prześladowana w szkole. Nie rozumiała jeszcze, co oznacza miłość między mężczyzną a kobietą, więc w chwilach największej bezradności i rozpaczy zachłannie fantazjowała, że ma starszego brata, który by ją chronił. Później, gdy dorosła do wieku pierwszych romantycznych uniesień, zdała sobie sprawę, że chłopakiem, który nagle pojawiał się w jej myślach, był ten starszy uczeń, Crawford, który uczył się w sąsiednim liceum tylko przez rok, po czym zniknął. Jej myśli powędrowały daleko, ale wkrótce przywołała ją do rzeczywistości woda przelewająca się z umywalki. Potrząsnęła głową i w duchu przeklinała się za bycie tak odpychającą! „Bianco, nie zasługujesz już, by go lubić!”. … Zamknęła się w pokoju. Tej nocy Bianca otrzymała wiadomość. Ten mężczyzna znów tu był. Faye była bardzo zaskoczona. Przecież młody pan był tu zaledwie wczoraj w nocy, dlaczego więc dziś znów się pojawił? W rezydencji zawrzało. Musieli przygotować wszystko jak najszybciej! Bianca czuła, że jej ciało się rozsypuje, ale nie potrafiła zmusić się do jakichkolwiek próśb dotyczących częstotliwości... Luke miał na sobie eleganckie czarne spodnie i białą koszulę. Po wejściu do rezydencji udał się prosto do sypialni, w której przebywała Bianca. Nie śmiała nic powiedzieć. Prawie nie oddychała! W pokoju było tak cicho, że nawet odgłos upadającej szpilki byłby nie do zniesienia głośny! Luke trzymał płaszcz w prawej ręce, unosząc lewą dłoń. Jego oczy były utkwione w kobiecie z opaską na oczach, po czym położył swoją dużą dłoń na jej karku, przyciągając ją delikatnie do siebie, aż przylgnęła do jego ciała! Bianca zachwiała się, zesztywniała i wstrzymała oddech. Nie odważyła się poruszyć nawet mięśniem! Luke pochylił głowę, by spojrzeć na dziewczynę, która była praktycznie w jego objęciach. Przełknął ślinę, zacisnął wąskie usta, a jego wzrok padł na jej czystą i jasną twarz, wielkości jego dłoni. W jego oczach powoli rozpalał się żar, a palące spojrzenie przesuwało się powoli w dół. W końcu spojrzał na jej delikatne usta... Jednak kontrakt jasno określał jedną rzecz: żadnego całowania. Niech to szlag, naprawdę zaczynał żałować jednego z warunków, które sam postawił! – Zaczynajmy – powiedział mężczyzna chrapliwym głosem. Odrzucił płaszcz na bok i zgasił światło, biorąc ją w ramiona. W ciemności głęboko zmarszczyła brwi i zatopiła zęby w poduszce! Nie odważyła się wydać z siebie ani jednego dźwięku!