Kształty spowite w czarne płomienie wylewały się z lasu z trzech stron, pozostawiając za naturalną barierę jedynie klif i wodospad za schronieniem.
Szkarłatne oczy migotały w mrocznych płomieniach jak żar rozsypany na czarnym morzu. Dźwięk, który nie był do końca dźwiękiem, napierał na bębenki uszu Maeve – surowy, pozbawiony słów, nieodpowiedni. Jej skupienie uleciało na krótką chwilę. Zanim zdoła
















