Bladoniebieski interfejs Rozdartych Krain rzucał słabą, eteryczną poświatę na twarz Maeve. Stała nieruchomo na cichej polanie, a jej oczy śledziły półprzezroczyste Menu Ocalałego, które stabilnie unosiło się w jej polu widzenia. Potrzebowała faktów, i to szybko.
Po lewej stronie jej wizji zmaterializowały się jej osobiste atrybuty bazowe.
[Profil Ocalałego]
[Imię i nazwisko: Maeve Vance]
[ID: 38-74092. Karta Zmiany Imienia 1/1 (Wyświetlanie Obowiązkowe)]
[Obecny Region: Nefrytowe Morze (Postęp Eksploracji 1%)]
[Schronienie: Zrujnowana Chata Kryta Strzechą (Brak nazwy)]
[Talent: Inżynier geodeta (Początkujący)]
[Zdrowie: 95/100 (Po tak długim marszu nabawiłaś się tylko drobnych zadrapań?)]
[Wytrzymałość: 51/100 (Biorąc pod uwagę, ile się ruszałaś, twoja wytrzymałość robi wrażenie.)]
[Głód: 75/100 (Zjadłaś coś przed zalogowaniem do Rozdartych Krain?)]
[Siła: 6]
[Zwinność: 7]
[Inteligencja: 8]
[Szczęście: 0 (A jak myślisz, dlaczego odrodziłaś się tak blisko swojego Schronienia?)]
[Charyzma: 0]
[Obecne Umiejętności: Uniwersalna Identyfikacja (Identyfikuje większość przedmiotów w Rozdartych Krainach)]
Przyswoiła liczby z pragmatyczną kalkulacją, tymczasowo tłumiąc zimny supeł niepokoju zacieśniający się w jej klatce piersiowej. Siła była jej najniższą statystyką fizyczną. To zdeterminuje jej podejście do przetrwania.
Przenosząc wzrok na prawą stronę interfejsu, sprawdziła regionalny kanał czatu. Zakładka globalna była wyszarzona, co pozostawiało dostęp jedynie do wiadomości dystryktu i prywatnych.
[Obecny Dystrykt: Dystrykt 38, Nefrytowe Morze (99458/100000)]
Niemal sto tysięcy ludzi zostało wyrwanych z Błękitnej Gwiazdy i bez ostrzeżenia zrzuconych do tego konkretnego sektora, a brakujące pięćset ciał już sugerowało ponury wskaźnik śmiertelności. Cyfrowy tekst przewijał się tak szybko, że zmazywał się w kaskadowy wodospad ślepej paniki. Maeve rozluźniła wzrok, wyłapując fragmenty chaosu, jednocześnie ignorując emocjonalne załamania.
[Gdzie my jesteśmy? Pozwólcie mi wrócić do domu!]
[Co to znaczy, że moim wylosowanym budynkiem jest wyschnięta studnia?!]
[Nawet chusteczki w mojej kieszeni zniknęły! Moja zapalniczka, mój zegarek — wszystko przepadło. Nic nie mamy!]
[Czy ta drewniana skrzynia jest ustawiona? Dostałem tylko dwie butelki wody.]
[Rąbałem drzewa przez ponad godzinę i ledwo zdobyłem dwie jednostki drewna. Czy to jakiś żart?]
[Wymienię słodką wodę na równoważną ilość jedzenia. Uderzajcie na rynek.]
Pod gorączkowym czatem spoczywało kilka przycisków menu. Tylko dwa jarzyły się aktywnym światłem: rynek i jej ekwipunek. Najpierw dotknęła ikony rynku. Z tysiącami ludzi, którzy już ustanawiali swoje strefy, rozpoczął się prymitywny handel.
[Siano ×1 za dowolne jedzenie]
[Jagody ×20 za Deska ×20]
[Deska ×1 za chleb żytni ×2]
Jej analityczny umysł połączył rozproszone punkty danych w całość. Jedzenie było ostatecznym wąskim gardłem. Stanowiło najrzadszy, najbardziej pożądany zasób w dystrykcie.
Maeve otworzyła swój ekwipunek. Oferował pięć marnych miejsc. W tej chwili znajdował się w nim Ewoluujący Pomost i początkowa Drewniana Skrzynia. Wybrała skrzynię.
[Drewniana Skrzynia: Pierwsza skrzynia zdobyta przez Ocalałego w Rozdartych Krainach. Gwarantuje Zestaw Startowy Ocalałego ×1]
Dotknęła, by ją otworzyć.
[Skrzynia otwarta. Gratulacje! Uzyskałeś suszony chleb żytni ×2, woda butelkowana ×2, Zestaw Startowy Ocalałego ×1]
Pojawiły się dwa kawałki suchego, twardego chleba, każdy ledwie wielkości dwóch pięści, oraz dwie standardowe, siedemnastouncjowe butelki z wodą. Zestaw Startowy rozpakował się do postaci trzech prymitywnych, drewnianych narzędzi: siekiery, kilofa i łopaty. Wydawały się szorstkie i źle wyważone w jej dłoniach, wyglądając, jakby miały roztrzaskać się przy pierwszym uderzeniu. Ale logi z czatu potwierdzały, że ludzie zdobywali drewno, co oznaczało, że te surowe narzędzia działały.
Pusta drewniana skrzynia pozostała na ziemi, sięgając jej do połowy łydki. Miała w sobie prawdziwy ciężar. Kiedy musnęła palcami wieko, zamigał komunikat.
[Zdemontuj skrzynię. Tak/Nie.]
Surowce kusiły, ale wodoodporny, solidny pojemnik był rzadkością. Pragmatycznie wybrała "Nie" i zmieniła przeznaczenie wytrzymałego pudła, umieszczając w nim swoje nędzne racje chleba i wody dla bezpieczeństwa.
Przed dokonaniem inspekcji swojej nowej bazy, zwróciła uwagę na dziwne, wysadzane kryształami drzewo w pobliżu jej działki. Aktywowała swoją umiejętność Uniwersalnej Identyfikacji, licząc na zyskanie przewagi taktycznej.
[Nieznane: Na pierwszy rzut oka to drzewo, które wydaje się nieco bardziej wyjątkowe niż inne. Może mieć inne zastosowania, ale musisz zajrzeć głębiej, by się tego dowiedzieć.]
Maeve westchnęła, sfrustrowana niejasnym tekstem. System był tajemniczy, sugerując ukryty, ogromny potencjał, ale nie dając jej niczego, co mogłaby wykorzystać w praktyce. Odłożyła tę anomalię w pamięci na później i odwróciła się w stronę swojego nowo powstałego Schronienia.
To była budowlana katastrofa. Zrujnowana Chata Kryta Strzechą w pełni zasługiwała na swoją nazwę. Przeszła przez krzywe drzwi do pustego, przewiewnego pomieszczenia o powierzchni zaledwie stu stóp kwadratowych. Podłogą było klepisko. Kwadratowy otwór służył za okno, pozbawiony jakichkolwiek szyb czy okiennic. Nawet gdy zamknęła liche, drewniane drzwi, światło dzienne wdzierało się przez dziesiątki szczelin w nierównych ścianach.
Nie oferowała absolutnie żadnych możliwości defensywnych. Drapieżniki prawdopodobnie mogłyby rozedrzeć gnijącą strzechę przy minimalnym wysiłku.
[Obecne Schronienie: Zrujnowana Chata Kryta Strzechą (Brak nazwy)]
[Poziom: Poziom 1]
[Wytrzymałość: 10/10 (Brak utraty wytrzymałości w Okresie Nowicjusza)]
[Dobrobyt: 10 (Nawet myszy wymknęłyby się nocą)]
[Ocena Schronienia: Podstawowa chata kryta strzechą dla początkujących Ocalałych. Blokuje część wiatru i deszczu oraz zaspokaja najbardziej podstawowe potrzeby przetrwania. Co do obrony... Cóż, przynajmniej Schronienie nie może zostać zaatakowane podczas Okresu Nowicjusza.]
[Wymagania Ulepszenia: drewno ×50, gwoździe ×5, szkło ×5]
Drewno, gwoździe i szkło. Uderzyła ją brutalna rzeczywistość środowiska. W myślach nazwała tę żałosną konstrukcję 'Przystań', z odrobiną ironii, by twardo stąpać po ziemi.
Długi marsz, który poprzedził jej przybycie, sprawił, że spociła się pod grubymi warstwami ubrań. Odwiązała z pasa wiatrówkę typu hardshell, zdjęła cienką puchową podpinkę i zrzuciła wewnętrzne szybkoschnące spodnie. Ubrana teraz tylko w wełnianą, szybkoschnącą koszulę i spodnie od wiatrówki z wieloma kieszeniami, poczuła chłodny wiatr wślizgujący się przez szczeliny w ścianach Przystani. W nocy temperatura gwałtownie spadnie.
Maeve wyszła z powrotem na zewnątrz, na polanę. Krajobraz uległ fundamentalnej zmianie. Systemowe powiadomienie o rozmieszczeniu zasobów nie było metaforą. Pobliski staw, który jeszcze godzinę temu był pełen stojącej, pustej wody, teraz tętnił życiem. Srebrne ryby przemykały tuż pod powierzchnią, a płochliwe, szare krewetki śmigały w płytkich trzcinach.
Zasoby naturalne. Jej oczy zwęziły się, gdy obserwowała ryby. Posiadała doskonałą koordynację ruchową i wiedziała, jak łowić ryby z włócznią z czasów swoich badań terenowych. Sięgnęła w górę i dotknęła małej, trójkątnej metalowej odznaki przymocowanej na piersi wiatrówki. Jeśli spiłuje metal o kamień, utworzy zabójczy, prowizoryczny grot. Przymocuje go do prostej gałęzi i zyska odnawialne źródło pożywienia.
Mając już gotowy plan, otworzyła swój ekwipunek i wybrała przedmiot 'Ewoluujący Pomost'. Wskazała krawędź stawu.
Wzdłuż błotnistego brzegu wybuchła gęsta mgła. Gdy gwałtownie się rozwiała, od suchego lądu wyciągnęła się solidna, trzystopowa drewniana konstrukcja, unosząca się lekko nad falującą wodą.
[Budynek Schronienia: Podstawowy Ewoluujący Pomost]
[Opis Budynku: Pomost, który rośnie wraz ze Schronieniem. Istnieje niewielka szansa, że zmutuje, by dopasować się do rozwoju Schronienia. Krótko mówiąc, może się teraz wydawać bezużyteczny, ale tak naprawdę znalazłeś coś wartościowego.]
[Wymagania Rozwoju: drewno ×20]
Maeve ostrożnie weszła na deski. Trzymały się mocno, przyjmując jej ciężar bez cienia skrzypienia. Przeszła na sam koniec, wpatrując się w dół, w ciemniejszą wodę. Poza przemykającymi rybami i krewetkami, pewien geometryczny kształt zaburzał naturalne krzywizny dna stawu. Do połowy zakopana w gęstym mule blisko płycizny leżała porośnięta mchem Drewniana Skrzynia.
Wycofała się na brzeg, zrzuciła buty i podwinęła spodnie od wiatrówki nad kolana. Woda była przenikliwie zimna, gdy brodziła w mętnej płyciźnie. Jej stopy zapadały się w miękkim, lepkim błocie. Sięgnęła w dół, a jej palce musnęły śliskie, solidne drewno skrzyni. Wyciągnęła ją w górę, a towarzyszący temu dźwięk ssania głośno pyknął w cichym powietrzu. Natychmiast przechowała ją w swoim systemowym ekwipunku.
Gdy się wyprostowała, ciemny kształt przemknął po jej zanurzonej stopie. Krab rzeczny machał szczypcami, zaniepokojony błotem, które wzbiła. Polegając na szybkim refleksie, dłoń Maeve wystrzeliła w dół, dociskając skorupę. Wyciągnęła wyrywające się ze wszystkich sił z wody skorupiaka.
Wróciła przez wodę na brzeg. Nie chcąc marnować miejsca w ekwipunku na jednego kraba, wyrwała garść twardej trawy, mocno związała kłapiące szczypce i wcisnęła stworzenie bezpośrednio do jednej z głębokich kieszeni na udzie.
Klepnąwszy kieszeń, boleśnie odczuła brak swojego prawdziwego sprzętu. Jej nóż wielofunkcyjny, przenośna latarka, wiatroodporna zapalniczka i czekolada ratunkowa — wszystko, co nosiła w tych kieszeniach, zniknęło, wymazane do czysta przez przejście. Miała tylko to, co dostarczył system.
Nadszedł czas na przetestowanie swoich fizycznych ograniczeń.
Maeve wyciągnęła ciężką, drewnianą siekierę z ekwipunku. Gruby trzonek wydawał się nieporęczny, a tępe ostrze nie budziło zbytniego zaufania.
[Drewniana Siekiera: Pozycja obowiązkowa dla początkujących Ocalałych. Ma fatalne opinie, ale nie da się bez niej żyć.]
[Obecna Wytrzymałość: 10/10 (Tracisz jeden punkt wytrzymałości za każde dziesięć jednostek zebranego drewna)]
Podeszła do wysokiego drzewa o prostym pniu w pobliżu skraju polany. Zaparta na nogach, uniosła ciężką siekierę i uderzyła. Tępe zderzenie posłało wstrząsającą wibrację wzdłuż jej ramion.
Rąbała. Raz za razem.
Pół godziny później Maeve oparła się o poorany pień, z ciężko falującą klatką piersiową. Pot kapał z jej czoła, szczypiąc w oczy. Jej ramiona wydawały się jak z ołowiu, a mięśnie drżały od wyczerpującej fizycznej pracy.
Wywołała interfejs.
W jej ekwipunku widniała zaledwie jedna, pojedyncza jednostka drewna.
Jej pasek wytrzymałości spadł o potężne cztery punkty.
Wpatrywała się w liczby, chwytając nierówno oddech. By ulepszyć Przystań, potrzebowała pięćdziesięciu jednostek drewna. Przy tak żałosnym tempie, zakładając, że jej wytrzymałość nie wyczerpie się wcześniej, zebranie ułamka tych wymagań zajęłoby godziny. Ręczne wyrąbywanie lasu było pułapką. Jej Siła na poziomie sześciu sprawiała, że praca była wysoce nieefektywna i wręcz niebezpieczna ze względu na spalanie kalorii.
Spojrzała mrużąc oczy na niebo. Słońce minęło już swój zenit. Pozostało jej zaledwie kilka cennych godzin światła dziennego. W jej pamięci odbiło się echem mechaniczne ostrzeżenie: *Noc skrywa nieznane zagrożenia.*
Maeve dostosowała swoją ogólną strategię. Rąbanie drzew odpadało. Zamiast tego priorytetowo potraktuje zbadanie głębszych rejonów zdradliwego lasu, by wypatrzyć zasoby o wysokiej wartości, skrzynie, lub łatwiejsze do zdobycia materiały ze zbieractwa. Zostawi sobie na to tyle światła dziennego, by bezpiecznie wrócić do Przystani i łowić ryby ze swojego pomostu.
Odprawiła siekierę z powrotem do ekwipunku.
"Menu" — wydyszała. Aktywowała swój talent 'Inżynier geodeta'.
Szczegółowa, spowita mgłą mapa topograficzna płynnie zmaterializowała się w górnym rogu jej pola widzenia. Równomiernie migająca niebieska kropka wyznaczała dokładne współrzędne Przystani. Resztę terenu okrywała szarość, czekając na odkrycie.
Ale Maeve wiedziała lepiej, niż powierzać swoje życie wyłącznie cyfrowemu ekranowi. Technologia zawodziła. Baterie padały. Magiczne mapy mogły mieć błędy.
Schyliła się na skraju linii drzew i zebrała grube garście długiej, elastycznej trawy. Ułamała łodygi tuż przy korzeniach i wcisnęła pęk do dolnej kieszeni. Miała zamiar metodycznie wiązać fizyczne węzły wokół nisko zwisających gałęzi i odsłoniętych korzeni na swojej trasie. Ślad z okruszków, którego mogłaby dotknąć w ciemności, gdyby zaszła taka potrzeba.
Sięgnęła do ekwipunku po raz ostatni, pomijając nieporęczną siekierę i delikatną łopatę. Wyciągnęła ciężki, drewniany kilof. Wydawał się najsolidniejszym narzędziem w tym żałosnym arsenale, a gruba drewniana głowica była wystarczająco ciężka, by rozłupać czaszkę lub w razie potrzeby odeprzeć atak drapieżnika.
Ściskając mocno trzonek, z wyostrzonymi do maksimum zmysłami, Maeve celowo wkroczyła w gęste, nieznane cienie lasu.
















