Wilgotny chłód gęstego lasu pochłonął Maeve w chwili, gdy przekroczyła linię drzew. Cienie spowijały poszycie, gęste i parne, pachnące mokrym, gnijącym drewnem i świeżym mchem. System nie kłamał w kwestii zmian środowiskowych. Umieszczenie jej Schronienia zadziałało niczym katalizator. Las tętnił pełnym życia, nowo obudzonym ekosystemem, w jaskrawym kontraście do jałowej ciszy, z którą spotkała się na początku.
Jej buty zapadały się w wilgotnej glebie, śliskiej od niedawnego, niezarejestrowanego deszczu. Trzymała swój ciężki drewniany kilof w pogotowiu, oznaczając ścieżkę wiązaną trawą dokładnie tak, jak zaplanowała.
Wkrótce jej wzrok przykuła grupa szarobiałych kapeluszy. Gnieździły się blisko korzeni niebotycznej sosny, zlewając się z półmrokiem. Maeve uklękła, odrywając gruby, woskowaty, szeroki liść z pobliskiej paproci, by użyć go jako fizycznej bariery. Owinęła szorstki liść wokół trzonu i pociągnęła. W chwili, gdy korzeń wyrwał się z ziemi, odsłonięty miąższ utlenił się, rozkwitając jaskrawym, niebiesko-zielonym odcieniem, który rozpełznął się po kapeluszu jak atrament na mokrym papierze.
[Jadeitowy Grzyb: Ojczyzna: Nefrytowe Morze. Gruby, pyszny miąższ. Gatunek towarzyszący sośnie. Przepada za nim Śnieżnogrzbiet. Wysoce trujący.]
Przypomniała sobie wyprawę badawczą na studiach do Yuranii. Studentka ze starszego rocznika pokazała jej niemal identyczny gatunek. Zneutralizowanie śmiertelnych toksyn grzyba wymagało ekstremalnego, długotrwałego ciepła, zazwyczaj poprzez smażenie w głębokim tłuszczu w obfitej ilości oleju. Pojedynczy błąd podczas gotowania oznaczał potworną śmierć. W tej chwili brakowało jej ognia, oleju, a także odpowiedniego zaplecza kulinarnego, by w ogóle spróbować to zrobić.
Mimo to na samo wspomnienie ich bogatego smaku pociekła jej ślinka. Zebrała siedem odrębnych kapeluszy, używając szerokich liści, by osłonić skórę, po czym bezpiecznie schowała je do ekwipunku.
[Gratulacje! Ocalały uzyskał Jadeitowy Grzyb ×7]
Wywołała mapę, zrzucając cyfrową pinezkę na swoje współrzędne. Niebieska linia jej śladu ciągnęła się z powrotem do Przystani.
Przemieszczając się głębiej w listowie, zauważyła potężnego grzyba wyrastającego bezpośrednio z gnijącego, pokrytego mchem pnia. Wyglądał dziwacznie, jak gigantyczna, kremowo-żółta pomarańcza z małą nóżką.
[Pękaty Kapelusz: Ojczyzna: Federacja Sokoła. Wyśmienity w smaku, o wyrazistym aromacie. Można go jeść na surowo.]
Maeve zdjęła swoje szorstkie rękawice. Odłamała maleńki fragment owalnego kapelusza i wrzuciła go do ust. Jej oczy się rozszerzyły. Pod palcami przypominał standardową pieczarkę, ale w momencie, gdy dotknął jej języka, roztopił się, przybierając miękką konsystencję przypominającą jogurtową galaretkę. Oblizała wargi, analizując profil smakowy. Smakował identycznie jak łagodny sos sojowy.
Była to idealna, tak bardzo potrzebna wytrawna przyprawa. Zebrała je wszystkie. Z braku pojemnika, splotła solidne łodygi trawy i nawlekła piętnaście pękatych kapeluszy jeden po drugim, zakładając sobie ten prowizoryczny naszyjnik na szyję. Delikatne kołysanie grzybów na jej obojczyku stanowiło krzepiące przypomnienie o rosnących zapasach jedzenia.
[Gratulacje! Ocalały uzyskał Pękaty Kapelusz ×15]
Im dalej w gęsty las, tym listowie stawało się bardziej zbite. Drogę zagrodził jej rozłożysty krzew, którego gałęzie uginały się pod ogromnym ciężarem ciemnopurpurowych, dojrzałych jagód. Wyglądały jak hybryda borówek i malin, pękate i tryskające sokiem. W powietrzu unosił się ciężki, słodko-cierpki zapach zgniecionych owoców.
Zrywanie ich po kolei pochłonęłoby jej cenne światło dzienne. Maeve zamieniła kilof na toporną, drewnianą łopatę. Jej mięśnie wciąż bolały od wyczerpującego rąbania drzew, ale zignorowała to pieczenie. Wbiła tępe ostrze w zbitą ziemię, kopiąc szeroki okrąg wokół krzewu, by wykopać całą roślinę.
[Gratulacje! Ocalały uzyskał Krzew Ciemnej Jagody ×1]
[Krzew Ciemnej Jagody: Pospolity krzew jagodowy. System korzeniowy uszkodzony na skutek niedelikatnego wykopania. Szansa na udane przesadzenie zmniejszona o 10%]
W myślach zaakceptowała karę. Dziesięcioprocentowy spadek wciąż dawał dużą szansę na przetrwanie, jeśli posadzi go w pobliżu swojego stawu. Przykucnęła nad świeżym kraterem. W glebie pozostały połamane, głęboko zakopane korzenie. Krzewy były odporne. Gdyby udało jej się zebrać te pozostałe systemy korzeniowe, mogłaby wyhodować ich więcej w Przystani. Blok osadowy, na którym stało jej Schronienie, był pozbawiony składników odżywczych, ale linia brzegowa nadawałaby się idealnie.
Wbiła drewniane ostrze z powrotem w ziemię, by podważyć ocalałe korzenie.
*Głuchy stukot.*
Łopata uderzyła w coś twardego w ziemi, przesyłając tępą wibrację w górę po drewnianym trzonku.
Maeve zamarła, odgarniając luźną glebę dłońmi w rękawicach. Spomiędzy ziemi wyłoniły się zużyte mosiężne zawiasy i ciemne drewno ukrytej Drewnianej Skrzyni. Wyciągnęła ją na wierzch; drewno było wilgotne i pachniało starą ziemią. Samą myślą posłała ją do cyfrowego ekwipunku. Interfejs mignął, układając ją starannie wraz z poprzednią skrzynią, którą wyłowiła ze stawu. W rogu pola widniała mała cyfra '2'.
Związała wykopane korzenie Ciemnej Jagody, chwytając je mocno. Sprawdzając swój mentalny stoper, obliczyła, że zostało jej dokładnie dziesięć minut do momentu, kiedy będzie musiała bezwzględnie zawrócić, by zapewnić sobie czas na łowienie ryb.
Właśnie kiedy przygotowywała się do zrobienia w tył zwrot i pójścia po swoich znacznikach ze związanej trawy, jej bystry wzrok wyłowił charakterystyczną sylwetkę kołyszącą się w oddali. Przez luki w niższych drzewach ocierały się o baldachim zakrzywione wierzchołki bambusa.
Maeve zdawała sobie sprawę z rzeczywistej wartości bambusa dla przetrwania. Jadalne pędy, pitny sok, puste komory do gotowania wody, mocne tyczki do budowy schronienia, plecione kosze, broń — zastosowania były nieograniczone. Dobrowolnie poświęciła swój przydzielony czas na rybołówstwo, narzucając sobie szybkie tempo w stronę zagajnika.
Po przedarciu się przez ostatnią linię zarośli zahamowała z poślizgiem. Zagajnik nie był zielony. Grube łodygi wyrastające z ziemi miały dziwaczny, uderzający niebiesko-fioletowy odcień. Powierzchnię szpeciły poszarpane, czarne smugi, przypominające zamarznięte uderzenia piorunów.
[Gratulacje! Ocalały odkrył Węzeł Zasobów Wichrokwiatu.]
[Wichrokwiat: Zmieniony przez błyskawice bambus, który jest znacznie mniej elastyczny od zwykłego. Nie może być używany do rzemiosła ani jako drewno opałowe. Absolutnie niezalecany do budowy. Ważny składnik alchemiczny.]
Maeve westchnęła, czując gorzki zawód. Zmieniła łopatę na drewnianą siekierę. Nawet jeśli był bezużyteczny do budowy, składnik alchemiczny miał potencjalną wartość. Ułożyła ostrze pod odpowiednim kątem i wzięła zamach. Zamiast tępego łupnięcia, zderzenie wydało ostry, niemal metaliczny trzask. Wichrokwiat był niesamowicie kruchy, posyłając wstrząsający ból wzdłuż jej nadgarstków. Wybierając wyliczony kąt, bezlitośnie ścinała jedną łodygę po drugiej.
Dziesięć minut później zebrała dziesięć grubych łodyg. Skrzywiła się, sprawdzając swoje główne narzędzie. Cyfrowy pasek wytrzymałości drewnianej siekiery spadł o punkt. Ta dziwaczna flora przeżuwała jej sprzęt równie szybko co lite drewno.
Omiotła wzrokiem resztę zagajnika. Około czterech piątych zagłębia wciąż stało. Jej siekiera mogła wytrzymać to zużycie.
Potrzebując szybkiego zastrzyku energii, uszczknęła mały kawałek wytrawnego Pękatego Kapelusza zwisającego z jej szyi i wrzuciła do ust.
Zanim zdążyła ponownie podnieść siekierę, delikatny szelest roztrzaskał ciężką ciszę.
Maeve zamarła. Jej uścisk zacisnął się jak imadło na ciężkim, drewnianym trzonku. Szarpnęła wzrokiem w stronę źródła dźwięku i szybko przełączyła się na mapę. Nic. Tylko jej niebieska kropka i statyczny węzeł Wichrokwiatu.
Wtedy gęste skupisko pobliskich krzewów zatrzęsło się.
Żadnego ostrzegawczego warczenia. Żadnego puszenia się. Złośliwa, rozmyta, niebiesko-czarna smuga wystrzeliła prosto z listowia, pędząc prosto w jej twarz.
Pamięć mięśniowa przejęła kontrolę. Polegając w pełni na odruchach wyrobionych podczas uprawiania sportów na studiach, Maeve obniżyła środek ciężkości do niskiej, stabilnej postawy. Skręciła biodra i wzięła czysty zamach ciężką drewnianą siekierą, naśladując idealne odbicie kijem bejsbolowym.
*Plaśnięcie.*
Ciężkie, drewniane ostrze pacnęło unoszące się w powietrzu stworzenie w połowie lotu. Zderzenie posłało odrętwiające mrowienie wprost w jej dłonie. Stworzenie odbiło się z obrzydliwym, mokrym plaśnięciem, uderzając z impetem w pień pobliskiego drzewa.
Na jej cyfrowej mapie rozbłysła malutka, jasnoczerwona kropka.
Maeve nie świętowała trafienia. Zachowując bezpieczny dystans, uniosła siekierę do pozycji obronnej i ostrożnie oszacowała zagrożenie na dnie lasu.
To był wąż. Stworzenie było grubości mniej więcej dwóch palców, a jego niebiesko-czarne łuski lśniły w cętkowanym świetle, kończąc się ostrą, trójkątną głową. Nie był martwy. Wąż zwinął się ciasno, sycząc wściekle i rzucając się na ziemi.
Nienaturalne iskry trzaskały wzdłuż jego ciemnych łusek, przeskakując i strzelając w wilgotnym powietrzu. Ostry zapach ozonu zalał małą polanę. Maeve zerknęła na ostrze siekiery. W drewnie, w miejscu w które uderzyła, były głęboko osadzone blade, dymiące ślady po uderzeniu błyskawicy. Napięcie było przerażająco wysokie.
Interfejs systemu zamigał na złowieszczo czerwony kolor.
[Młody Burzołuski: Potwór towarzyszący Węzłowi Zasobów Wichrokwiatu. Umiejętności: Jad, Duszenie, Porażenie Prądem. Żyje w stadach.]
Oczy Maeve zablokowały się na ostatnich trzech słowach. *Żyje w stadach.*
Jej serce zgubiło rytm. Instynkty przetrwania krzyczały w jej żyłach. Pospiesznie wepchnęła drewnianą siekierę z powrotem do cyfrowego plecaka, wybierając ucieczkę zamiast daremnej walki z rojem rażących prądem węży.
Wbiła buty w ziemię, przygotowując się do sprintu z powrotem swoją oznaczoną ścieżką.
Wtedy ziemia zawibrowała.
Dramatycznie głośniejszy, o wiele bardziej przerażający dźwięk odbił się echem przez drżący baldachim lasu. To nie był syk. To był głęboki, gardłowy pomruk, który strząsał liście z gałęzi. Drzewa jęczały pod naporem ogromnego, przemieszczającego się ciężaru.
Wrzeszczące, potężne ostrzeżenia systemowe zalały jej holograficzne pole widzenia, malując wilgotny las w błyskającym karmazynowym świetle.
[Ostrzeżenie! Ocalały napotkał Bossa Strażniczego Węzła Zasobów Wichrokwiatu, Pytona Burzołuskiego.]
[Obecne atrybuty Ocalałego zbyt niskie.]
Czerwony tekst nałożył się na jej wzrok, gorączkowy i zgubny.
Zanim Maeve zdążyła w ogóle przekręcić stopy, by się odwrócić i pobiec, jakiś cień zaćmił plamiste światło słoneczne. Spojrzała w górę.
Zobaczyła coś, co zmroziło ją w bezruchu. Unosząc się bezpośrednio nad nią, przesłaniając korony drzew, widniała masywna, szeroko otwarta gadzia paszcza. Kły wielkości jej przedramion błyszczały w półmroku, ociekając obficie jasną, zieloną śliną, która syczała, gdy uderzała o dno lasu.
















