Architekt Zabójczej Oazy

Architekt Zabójczej Oazy

Autor: Liriën—Dust

Mając nadzieję na najlepsze
Autor: Liriën—Dust
24 lip 2026
Maeve dźwignęła ostatni tobół ze swoim bezprecedensowym łupem, rzucając go bezceremonialnie na środek swojego przewiewnego schronienia. Otarła smugę brudu z czoła, a jej mięśnie pulsowały bólem od wielu wyczerpujących kursów tam i z powrotem, podczas których wnosiła do środka potężną górę łupów. Blade, rozpraszające się szczątki bossa pytona obok jarzącego się stawu już zacierały się w pamięci. Na niebie nad rozdartymi krainami pozostała już tylko słaba, sina smuga zmierzchu. Czekała nerwowo w drewnianych drzwiach, wbijając palce w odłupaną framugę, podczas gdy wpatrywała się w gęstniejący mrok. W powietrzu zmaterializował się zimny komunikat systemowy, a jego niebieska czcionka ostro odcinała się na tle zapadających ciemności. [Zapadła noc. Wszyscy Ocalali muszą powrócić do swoich Schronień.] W tej samej sekundzie, w której powiadomienie zgasło w cieniach, las uległ zmianie. Głęboko w spowitych smołą zaroślach otaczających jej polanę, dziesiątki par świecących, złowrogich, czerwonych oczu przebiły mrok. Bez mrugnięcia zablokowały się na jej pozycji, płonąc niczym zawieszone wśród drzew złowieszcze węgle. Ostry dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie. Czyste przerażenie ścisnęło jej kończyny. Cofała się krok w tył i zatrzasnęła liche, drewniane drzwi, a donośne łupnięcie odbiło się echem w małej przestrzeni. Oparła się całym ciężarem ciała o wątłą framugę, dociskając ramię do szorstkiego drewna w desperackiej próbie uspokojenia galopującego serca. Jej klatka piersiowa unosiła się ciężko, wciągając przerywane hausty powietrza. *Czym były te oczy?* Jej umysł pędził jak szalony, podsuwając w ciemnościach przerażające scenariusze. *Czy to potworne bestie, takie same jak Pyton Burzołuski? Teraz po prostu patrzą z zewnątrz, trzymane na dystans przez barierę, ale co się stanie, gdy skończy się mój Okres Nowicjusza?* Kryptograficzny system nie dostarczył żadnych natychmiastowych odpowiedzi. Świecący, niebieski interfejs pozostał pusty, nie oferując żadnego pocieszenia. Wiedziała z zimną pewnością, że musi do maksimum wykorzystać każdą pojedynczą minutę pozostałej jej ochrony w Okresie Nowicjusza. Każda sekunda bezpieczeństwa była pożyczonym czasem, a ona nie mogła sobie pozwolić na zmarnowanie choćby jednego oddechu. Wnętrze chaty tonęło w cieniach. Szukając otuchy w mroku, Maeve otworzyła swój cyfrowy ekwipunek i wyciągnęła dwoje ogromnych oczu pytona burzołuskiego. Każda nienaruszona kula była wielkości jej pięści, miękka, a zarazem gładka w dotyku jak polerowane szkło. Pulsowały ciepłym, delikatnym blaskiem, odganiając skradającą się ciemność. [Oczy pytona burzołuskiego: Oczy Bossa Strażniczego, Pytona Burzołuskiego, z Węzła Zasobów Wichrokwiatu. Poza emitowaniem światła nie pełnią żadnej innej funkcji.] "Idealnie" — mruknęła, a na jej ustach zagościł mały, zmęczony uśmiech. Były genialnymi, prowizorycznymi lampami, dostarczonymi przez tę samą bestię, która próbowała odebrać jej życie. Przeciągnęła jedną ze standardowych Drewnianych Skrzyń na środek pokoju, używając jej jako prowizorycznego stołka. Wspinając się na nią, ostrożnie, ale stanowczo wcisnęła jarzące się kule w postrzępione szpary swojego dachu krytego strzechą. Miękkie, złote światło opadło kaskadą, rzucając długie cienie na klepisko i sprawiając, że puste schronienie wydawało się minimalnie mniej przerażające. Zimny, nocny wiatr wpadł przez wielki, pusty otwór okienny, szeleszcząc jej ubraniami i wywołując kolejny dreszcz przebiegający przez jej ciało. Naciągnęła wiatrówkę mocniej na ramiona, usiadła po turecku na ubitej ziemi i zaczęła skrupulatnie katalogować swoje łupy. Jej zbiory były niezwykle imponujące jak na ocalałą pierwszego dnia. Rozłożone przed nią w bursztynowym świetle leżały stosy zebranego drewna, ostre zioła lecznicze, różnorodne grzyby, świeże jagody, wijący się żywy krab, ciasno spętany plecioną trawą, oraz okazały łup, który świeżo wypadł z Pytona Burzołuskiego. Przedmioty upuszczone z bossa stanowiły istną skarbnicę: gęste kawały ciemnego mięsa, naelektryzowany woreczek żółciowy, potężny płat grubej skóry, grube, białe kości, żrący jad zamknięty w nieskazitelnym szkle, a także dwie ciężkie, ozdobne Brązowe Skrzynie. Najpierw podniosła drewnianą siekierę. Broń została poważnie osmalona w wyniku uderzenia błyskawicy podczas chaotycznej walki z młodym pytonem. Badając sczerniałe drewno w upiornym, złotym świetle, jej bystry wzrok dostrzegł słabe, resztkowe iskry wciąż migoczące głęboko w śladach oparzeń. Drobniutkie zarzewia ognia tańczyły, kpiąc z wilgoci nocy. Zmarszczyła brwi, obracając trzonek. Logicznie rzecz biorąc, ten żar powinien był zgasnąć wiele godzin temu. Szybkie, kalkulowane sprawdzenie w menu nasunęło potencjalną odpowiedź. Wyjęła Jadeitowy Grzyb, który zebrała wcześniej. Wystawiła jego blade kapelusze na działanie powietrza zaledwie na chwilę, zanim wrzuciła je do swoich cyfrowych przegródek. Teraz, badając delikatnego grzyba, zobaczyła, że słabe ślady utlenienia pozostały niezmienione. Rozkład nie postąpił ani o ułamek milimetra. Kluczowa, rewolucyjna teoria utwierdziła się w jej umyśle: czas zatrzymywał się dla przedmiotów umieszczonych wyłącznie wewnątrz jej cyfrowego ekwipunku. Jej zebrane jedzenie mogło opierać się psuciu przez czas nieokreślony, dopóki przebywało w wirtualnych miejscach. Co pilniejsze, teraz posiadała niezawodny, magiczny sposób na zachowanie i przenoszenie żywego ognia. Migoczące iskry w przypalonej siekierze mogły posłużyć za niezbędną rozpałkę zawsze wtedy, kiedy zaszłaby potrzeba rozpalenia ogniska. Uzbrojona w tę żywotną wiedzę, systematycznie zlustrowała łup z bossa. Surowe mięso pytona było jej pierwszym celem. [Mięso pytona burzołuskiego: Mięso z Bossa Strażniczego, Pytona Burzołuskiego, zdobyte w Węźle Zasobów Wichrokwiatu. Każdy kawałek waży 10 funtów. Zostało już specjalnie poddane obróbce, aby usunąć toksyny i pasożyty. Pierwsze spożycie przyznaje Siłę +1. Uwaga: Handel tym przedmiotem po jego podzieleniu zniweluje premię do atrybutów.] Jej oczy otworzyły się szeroko w zrozumieniu. Permanentna statystyka +1 do Siły, przyznawana ściśle przy pierwszym spożyciu, była astronomicznie cenna. Wcześniej narzekała na żałosną ilość mięsa, jaka wypadła z tak kolosalnej bestii, ale czysta, skoncentrowana jakość przysłaniała tak skromną wielkość porcji. Zdając sobie szybko sprawę, że handlowanie podzielonymi, pociętymi kawałkami zrujnuje magiczną premię do statystyk, sformułowała przemyślany plan. Zje cały jeden kawałek sama, by zapewnić sobie stałe ulepszenie siły. Drugi, ważący 10 funtów płat posłuży jako kapitał premium. Będzie nim lewarować na otwartym rynku, wymieniając go wyłącznie na inną żywność podnoszącą statystyki, aby systematycznie dopełniać swoje atrybuty fizyczne. W tak rozległej krainie inni ocalali musieli już zdobyć swoje własne unikalne łupy z bossów. Następnie wzięła do rąk trzaskający żółciowy woreczek pytona. Przypominał postrzępiony kamień, przez który przepływały miniaturowe, tańczące łuki elektryczne. [Woreczek żółciowy pytona burzołuskiego: Kluczowy składnik Mikstury Dezintegracji oraz Mikstury Objawienia. Wymaga specjalnego przygotowania przed użyciem.] Chociaż wyglądał niebezpiecznie i nieprzewidywalnie, powierzchnia była chłodna i bezbolesna w dotyku. Obok niego stał jad bossa, zwodniczo i pięknie zamknięty w nieskazitelnych, szklanych buteleczkach. Zaokrąglone, kolorowe szkło przypominało jej drogie, antyczne flakony perfum z toaletki jej matki, maskując śmiercionośną naturę płynu znajdującego się wewnątrz. [Jad pytona burzołuskiego: Wysoce żrąca i naładowana elektrycznie trucizna. Używać z wyjątkową ostrożnością.] Te niestabilne materiały wymagały specjalistycznego obchodzenia się, którego ona jeszcze nie opanowała. Upewniając się, że korki są szczelne i bezpieczne, bezpiecznie zmagazynowała zarówno naelektryzowany woreczek, jak i piękne flakony z jadem w wyznaczonej Drewnianej Skrzyni, przeznaczając je na przyszłe, skomplikowane przedsięwzięcia alchemiczne. Masywny, przewodzący elektryczność szkielet pytona stanowił zupełnie inne wyzwanie logistyczne. Był gigantyczny; pnąca się w górę struktura z litej kości, która z ledwością mieściła się w jej ciasnych ścianach. [Kości pytona burzołuskiego: Posiadają twardą fakturę i znakomite przewodnictwo elektryczne. Ich główna wartość polega na służeniu jako element dekoracyjny do obnoszenia się ze swoim statusem i bogactwem.] Parsknęła cicho. To był drogi, ale niepraktyczny symbol statusu. Przechowywanie go w środku zajęłoby zbyt wiele cennej przestrzeni. Zamiast tego pragmatycznie uznała go za idealny środek odstraszający. Nazajutrz planowała wyciągnąć imponujące szczątki szkieletu na zewnątrz i wystawić je na obwodzie Przystani, by odpędzić mniejsze zagrożenia, i być może, przestraszyć każdego wędrującego ocalałego. Lodowaty nocny wiatr zawył ponownie, wdmuchując do schronienia podmuch ziąbu. Trzęsąc się, chwyciła wielki, gruby płat ciężkiej skóry pytona. [Skóra pytona burzołuskiego: Doskonały materiał obronny. Ze względu na nieregularny wzrost łusek, podczas obróbki powstają znaczne straty.] Był to surowy płat splecionych ze sobą łusek i skórzastej powłoki, o rozmiarach dziesięć na dziesięć stóp. Maeve natychmiast znalazła dla niego praktyczne zastosowanie. Przeciągając na bok grubą gałąź, starannie zarzuciła grubą skórę na drewnianą ścianę, dociskając ją mocno do framugi, aby zablokować przeciąg. Bezbłędnie zasłoniło to jej przewiewny, pusty otwór okienny, pogrążając pokój w znacznie cieplejszej, zaizolowanej ciszy. Mroźny, nocny wiatr został odcięty, błyskawicznie zamieniając jej mizerną chatę w prawdziwy, możliwy do obrony azyl. Gdy ciepło powoli wracało do jej kończyn, usiadła z powrotem na klepisku, aby skrupulatnie uporządkować i ciasno związać zebrane rośliny. Długie, sześciostopowe łodygi Wichrokwiatu zostały związane grubymi powrozami z trawy i starannie ułożone w rogu. Nawlekła na cienkie sznurki Jadeitowe Grzyby i Pękate Kapelusze, wieszając je ostrożnie wzdłuż wewnętrznej ściany do wyschnięcia. Następnie przyszła kolej na zbiory Krzewu Ciemnej Jagody. Posortowała ciemne, pulchne jagody, owijając je bezpiecznie w szerokie liście, pakując w każdy tobołek po dokładnie dwadzieścia sztuk. Zazwyczaj tak łatwo psujące się owoce błyskawicznie by zgniły, wymuszając przechowywanie w cyfrowym ekwipunku. Jednak jej nowo zdobyta wiedza podyktowała jej następny krok. Utrzymanie wolnych miejsc w cyfrowym inwentarzu pod kątem jutrzejszych poszukiwań było krytyczne. Zestaw narzędzi, mięso z bossa i jej kluczowy sprzęt już zajmowały tę cenną przestrzeń. Celowo odłożyła dokładnie połowę swoich słodkich jagód, pakując je w odrębne pakiety, aby sprzedać je z zyskiem na rynku. Resztę ułożyła na płaskim kawałku kory blisko ciepłego blasku lamp dachowych, zostawiając je, by ususzyły się w zakonserwowane owoce. To zapewniło, że jej ograniczone miejsce do cyfrowego przechowywania nie będzie niczym obciążone, a ona spakuje wszystko, co będzie w stanie wyszabrować w dziczy jutrzejszego dnia. Żmudny, monotonny proces sortowania powoli rozpuścił jej pełzający, nocny lęk, łagodząc wzburzone emocje i zamieniając je w wysoce skoncentrowaną, metodyczną ekscytację nad jej namacalnym postępem. Radziła sobie. Budowała solidne fundamenty. W końcu skierowała swoją niepodzielną uwagę na największe, najbardziej tajemnicze nagrody dzisiejszego dnia. W centrum jej uporządkowanego azylu stały cztery nieotwarte skrzynie. Dwie były standardowymi Drewnianymi Skrzyniami — jedną wydobyła z głębin zabójczego stawu, drugą wyciągnęła spod poplątanych korzeni Krzewu Ciemnej Jagody. Były masywne, pozbawione ozdób, praktyczne do przechowywania rzeczy w przyszłości. Dwie pozostałe były ciężkimi, misternie zdobionymi Brązowymi Skrzyniami, kusząco połyskującymi w prowizorycznym, złotym świetle. Jedna z nich wyraźnie nosiła mały, groźny wzór węża głęboko wyryty w chłodnym metalu, jako dowód po zlikwidowanej strażniczej bestii. Były to trofea stanowiące ukoronowanie wyczerpującej walki z Pytonem Burzołuskim, niosąc ze sobą obietnicę przełomowego sprzętu i zasobów. Cichy wiatr szarpał o ciężką skórę okrywającą okno, wywołując głuchy, rytmiczny łomot, który jedynie podkreślał pełną napięcia ciszę wewnątrz schronienia. Czerwone oczy czające się w smolistym lesie wydawały się być całe mile stąd, przyćmione samą ekscytacją promieniującą z metalowych skrzynek przed nią. Maeve pochyliła się do przodu, a jej oczy odbijały wiszące u góry, złote kule. Zawsze mogła liczyć na swoje niebywałe szczęście w prawdziwym świecie. Niezależnie od tego, czy chodziło o znalezienie bardzo rzadkiego okazu podczas wypraw terenowych, czy nagłe wydobycie kluczowego surowca znikąd, kiedy zgasła jakakolwiek inna nadzieja, szczęście zwykle stawało po jej stronie w najistotniejszym momencie. Wpatrując się w skrzynie, złożyła zmarznięte dłonie. Tarcie wytworzyło skromne ciepło, kiedy pocierała wnętrzami dłoni w górę i w dół w cichym, głęboko przepełnionym nadzieją rytuale. Wzięła powolny, uspokajający oddech, pozwalając, aby dreszcz emocji związany z nieznanym przetoczył się przez jej ciało, po czym wyciągnęła ręce, by w końcu je otworzyć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki