Świat Olivii Morgan staje na głowie, gdy nakrywa swojego chłopaka na zdradzie z jej przyjaciółką. Zrozpaczona i tonąca w długach, zostaje wplątana w nieprawdopodobne porozumienie z Alexandrem Carterem, zimnym i wyrachowanym prezesem Carter Enterprises. W zamian za roczne małżeństwo z rozsądku, Olivia otrzymuje pieniądze, których desperacko potrzebuje – i awans, którego się nigdy nie spodziewała. Ale gdy ich udawany związek zaciera granice między biznesem a przyjemnością, Olivia czuje się rozdarta między mężczyzną, który oferuje jej wszystko, a biznesowym rywalem, który pragnie jej serca. W świecie, w którym zdrada jest tylko o krok, a pożądanie płonie żywym ogniem, Olivia musi lawirować między swoimi emocjami, karierą i niebezpieczną grą władzy, namiętności i sekretów. Czy zdoła ustrzec swoje serce, pogrążając się coraz głębiej w miliarderskiej sieci żądzy i miłości? A może zimne serce Alexandra stopnieje w żarze ich niezaprzeczalnej chemii?

Pierwszy Rozdział

Punkt widzenia Olivii Opadłam na siedzenie pasażera, gdy samochód Ryana sunął ulicami Los Angeles obsadzonymi palmami. Moje powieki ciążyły po dwunastogodzinnej zmianie w Carter Enterprises. Kwartalna kampania marketingowa wymagała od nas wszystkich pracy w godzinach nadliczbowych, a jako młodszy specjalista ds. marketingu, utknęłam z pracą w weekendy. "Nadal ze mną, skarbie?" Ryan zerknął na mnie, a jego idealnie ułożone ciemne włosy odbijały blask zachodzącego słońca. "Ledwo." Powstrzymałam ziewnięcie. "Przypomnij mi, dlaczego idziemy na to przyjęcie, kiedy mogłabym teraz wbić twarz w poduszkę?" "Bo Sophia by cię zabiła, gdybyś opuściła jej urodziny." Wyciągnął rękę i ścisnął moje kolano. "A poza tym wyglądasz oszałamiająco w tej sukience, którą ci kupiłem." Spojrzałam na czarną koktajlową sukienkę, którą nalegał, abym założyła. Dekolt był głębszy niż normalnie bym wybrała, a dół podjeżdżał tak wysoko, że czułam się nieswojo za każdym razem, gdy siadałam. Ryan pojawił się w moim mieszkaniu z sukienką w torbie z butiku, a jego oczy błyszczały z niecierpliwości, gdy ją przymierzałam. "Nadal uważam, że to trochę za dużo jak na przyjęcie urodzinowe," pociągnęłam za materiał, próbując zakryć więcej mojej klatki piersiowej. "Liv, spotykamy się od dwóch lat. Wiem, co na tobie dobrze wygląda, lepiej niż ty sama. Zaufaj mi, każdy facet na tym przyjęciu będzie żałował, że nie jest mną dzisiaj." "O to w tym chodzi? Zaznaczanie swojego terytorium?" "Możesz mnie za to winić?" Puścił do mnie oko, skręcając w ulicę Sophii, gdzie po obu stronach stały luksusowe samochody. Niedawno zakupiony przez Sophię trzypiętrowy apartamentowiec stał oświetlony na tle ciemniejącego nieba, a muzyka pulsowała z wnętrza. Jak na kogoś, kto kończy dopiero dwadzieścia pięć lat, radziła sobie wyjątkowo dobrze w branży nieruchomości. Ryan znalazł miejsce pół bloku dalej i wyłączył silnik. "Gotowa na wejście smoka, panno Morgan?" "Tak bardzo, jak to tylko możliwe." Chwyciłam torebkę i torbę z prezentem zawierającą szampana rocznikowego, który Ryan zasugerował, żebyśmy przynieśli. Chłodne wieczorne powietrze uderzyło w moje nagie ramiona, powodując dreszcze. Ramię Ryana owinęło się wokół mojej talii, a jego dłoń spoczywała niebezpiecznie nisko na moim biodrze. "Widzisz? Warto było się wystroić." Skinął głową w stronę domu. "To miejsce jest obłędne." Weszliśmy na zakrzywiony podjazd, gdzie między palmami zawieszono migoczące światełka. Drzwi wejściowe stały otworem, wylewając światło, muzykę i śmiech na werandę. "Olivia! Udało ci się przyjść!" Sophia pojawiła się w drzwiach, olśniewająca w złotej cekinowej sukience. "Zaczynałam myśleć, że mnie wystawiłaś!" "Moja praca zrobiła wszystko, co w jej mocy, żeby mnie zatrzymać," zaśmiałam się, przyjmując jej entuzjastyczny uścisk. "Wszystkiego najlepszego, Soph." "I Ryan, jak zawsze smakowity." Pocałowała go w policzki w powietrzu. "Wchodźcie, wchodźcie! Wszyscy mają już dwa drinki przewagi nad wami." Dłoń Ryana nacisnęła na moje lędźwie, gdy weszliśmy do holu, który otwierał się na ogromny salon, w którym mieszało się co najmniej trzydzieści osób. Przestrzeń ta charakteryzowała się oknami sięgającymi od podłogi do sufitu, z których roztaczał się widok na migocącą panoramę Los Angeles. "Drinka?" zapytał Ryan, już skanując wzrokiem pokój. "Boże, tak. Coś najmocniejszego, co mają." Zachichotał. "To moja dziewczyna. Zaraz wracam." Gdy Ryan zniknął w kierunku baru, usłyszałam znajomy pisk z drugiej strony pokoju. "Olivia Morgan, ruszaj tu swój tyłek!" Odwróciłam się, żeby zobaczyć Emilię machającą gorączkowo z pluszowej narożnej sofy. Moja najlepsza przyjaciółka od czasów studiów była już rozpalona od alkoholu, a jej blond włosy opadały falami wokół ramion. "Em!" Przedarłam się przez skupiska gości, żeby do niej dotrzeć. "Jak długo tu jesteś?" "Wystarczająco długo, żeby poznać historię życia barmana." Wstała, lekko chwiejąc się na obcasach, i objęła mnie. Odsunęła się, trzymając mnie na wyciągnięcie ramion, żeby ocenić mój strój. "O kurwa, twoje cycki wyglądają niesamowicie w tej sukience. Ryan ją wybrał?" Poczułam, jak moje policzki płoną. "Czy to tak oczywiste?" "Tylko dlatego, że znam cię od ośmiu lat i nigdy dobrowolnie nie pokazywałaś takiego dekoltu." Uśmiechnęła się złośliwie. "Nie żebym narzekała. Gdybym miała twój biust, też bym go pokazywała." "Czy mogłabyś powiedzieć to trochę głośniej? Nie sądzę, żeby wszyscy w Malibu cię usłyszeli." "Przepraszam, nie mogę się powstrzymać. Tak łatwo cię zawstydzić." Oczy Emilii tańczyły z psotnością, gdy wzięła kolejny łyk drinka. "A propos, widziałaś naszą solenizantkę? Przysięgam, że tu była, witała ludzi, a potem po prostu... zniknęła." Przeskanowałam zatłoczony pokój. "Nie, właściwie to nie. Gdzie poszedł Ryan? Miał mi przynieść drinka." "Może jest na zewnątrz? Widziałam wcześniej, jak niektórzy szli na tylny trawnik." Emilia wzruszyła ramionami. "Albo może podjada papierosa." Zmarszczyłam oczy. "Powiedział mi, że rzucił trzy miesiące temu. Jeśli przyłapię go na paleniu po tym całym 'Skończyłem z nikotyną na zawsze, kochanie', sama go zabiję." "Faceci kłamią o najgłupszych rzeczach. Po prostu przyznaj, że nadal palisz, i oszczędź nam obojgu dramatu." "Idę go znaleźć," powiedziałam, pociągając za sukienkę, która podjechała niebezpiecznie wysoko. "Jeśli jest na zewnątrz z papierosem, położę go na jego ulubione buty." "To moja dziewczyna." Emilia podniosła kieliszek. "Będę tu oceniać wybory strojów wszystkich, kiedy wrócisz." Przepychałam się przez zatłoczony salon, kiwając głową do na wpół znajomych twarzy z poprzednich spotkań. Kuchnia była zatkana ludźmi mieszającymi drinki. Ryana nie ma. Na tylnym patio grupa grała w jakieś gry alkoholowe ze szotami i piłeczkami do ping ponga. Ryana wśród nich nie było. "Kogoś szukasz?" Wysoki facet z koczkiem podszedł do mnie, a jego oczy opadły na mój dekolt, zanim spotkały się z moim wzrokiem. "Mojego chłopaka. Wysoki, ciemne włosy, prawdopodobnie wygląda na zadowolonego z siebie." Zaśmiał się. "Nie widziałem go. Ale chętnie dotrzymam ci towarzystwa, dopóki się nie pojawi." "Twarde nie, ale dzięki." Odwróciłam się, a narastająca irytacja rosła. Gdzie do cholery jest Ryan z moim drinkiem? Weszłam po nowoczesnych pływających schodach na następne piętro, gdzie hałas z przyjęcia stał się bardziej stłumiony. Korytarz był słabo oświetlony i miał kilka zamkniętych drzwi. Dźwięk przykuł moją uwagę - jęk? Śmiech? Coś pomiędzy. Był słaby, dochodził z dalszej części korytarza. Dźwięk powtórzył się, tym razem bardziej wyraźny. Zdecydowanie jęk. Świetnie. Para znalazła prywatne miejsce, żeby się zabawić na przyjęciu Sophii. Cóż za klasa. Miałam już zawracać, kiedy zauważyłam lekko uchylone drzwi na końcu korytarza, z których na drewnianą podłogę wylewał się skrawek światła. Coś popchnęło mnie do przodu - ciekawość, a może szósty zmysł, o którym nie wiedziałam, że go mam. Gdy się zbliżałam, dźwięki stawały się wyraźniejsze. Głos kobiety, zdyszany i naglący: "Kurwa, tak, właśnie tam." Zamarłam. Głos był znajomy. Głos mężczyzny odpowiedział, niski i władczy: "Podoba ci się to, prawda? Powiedz mi, jak bardzo tego chcesz." Mój żołądek opadł. Głos Ryana. Powinnam była się odwrócić, zbiec po tych schodach i wyjść prosto przez drzwi wejściowe. Zamiast tego podeszłam bliżej, otwierając szerzej drzwi. Scena wypaliła się w mojej siatkówce jak piętno. Sophia pochylona nad komodą; jej złota sukienka podciągnięta wokół talii. Ryan był za nią, jego spodnie opuszczone do kostek, ręce chwytały jej biodra, gdy się w nią wbijał. "Mocniej," wyszeptała Sophia. "Spraw, żebym czuła to jutro." "Co do cholery?" Słowa uciekły mi, zanim zdążyłam je powstrzymać. Oboje zamarli. Głowa Ryana gwałtownie się odwróciła, a jego oczy rozszerzyły się z szoku.

Odkryj więcej niesamowitych treści