„Cholera, cholera, cholera, cholera, cholera...” – pomyślała Maeve, a jej myśli pędziły jak szalone.
Nawet nie oglądając się za siebie, rzuciła się pędem w głąb lasu po drugiej stronie gniazda.
Nie było mowy, żeby zdołała teraz dotrzeć z powrotem do Schronienia. Gdyby chociaż rzuciła okiem w stronę klifu, ostrza wiatru Śnieżnego Grzebienia przecięłyby ją w pół. Ale gęste, wysokie drzewa mogłyby za
















