– Gratuluję, jest pani w pierwszym miesiącu ciąży. Wszystko wygląda dobrze.
Mia Bowen ściskała w dłoni wynik testu ciążowego, wracając do domu, w którym mieszkała z mężem. Czuła się, jakby śniła. Czy naprawdę była w ciąży?
Zebrała się na odwagę, by wysłać wiadomość do swojego męża, Timothy'ego Barretta: „Wrócisz dziś do domu na kolację?”.
Oczekiwanie na odpowiedź ciągnęło się w nieskończoność. Nigdy nie lubił, gdy przeszkadzano mu w pracy, a ona martwiła się, że jej wiadomość pozostanie bez echa, jak to bywało w przeszłości.
W następnej sekundzie jej telefon rozbłysnął. Timothy odpisał krótko: „Tak. Muszę ci coś powiedzieć”.
Otrzymawszy odpowiedź, Mia pospieszyła po zakupy na dzisiejszą kolację. Położyła wynik testu ciążowego na stole, po czym odwróciła go, czując, że zachowuje się zbyt ostentacyjnie.
Wieczorem na dziedziniec wjechała czarna limuzyna. Timothy wysiadł z niej, nonszalancko przerzucając marynarkę przez ramię. Miał wysoką sylwetkę i uderzająco przystojne rysy twarzy.
– Timothy, wróciłeś – Mia podbiegła do niego, wyciągając rękę, by odebrać marynarkę. Ale Timothy zamiast tego wręczył jej jakieś dokumenty. W jej oczach przemknął ślad zaskoczenia.
– Przejrzyj to. Możesz zgłosić wszelkie prośby, jakie masz – powiedział.
Mia spojrzała na papiery. Na pierwszej stronie widniał napis: „Porozumienie rozwodowe”. Jaskrawa biel papieru zdawała się kłuć ją w oczy.
Timothy poluzował krawat; na jego twarzy widoczne były ślady zmęczenia. Spojrzał na Mię, taksując wzrokiem dziecięcą pulchność jej twarzy. Wyglądała jak nieletnia.
Nie żywił do niej żadnych uczuć. Ożenił się z nią tylko dlatego, że jego babcia ją lubiła. Jej obecność poprawiła również stan zdrowia babci, więc małżeństwo to przynosiło obopólne korzyści.
Gdyby nie wypadek sprzed miesiąca, nawet by nie zauważył, że są małżeństwem od trzech lat.
Utrzymywanie tej fasady byłoby tylko stratą czasu i młodości Mii. Lepiej było się rozstać.
Mia delikatnie położyła dłoń na brzuchu i zapytała drżącym głosem:
– Gdybym... to tylko hipoteza... gdybym powiedziała ci, że jestem w ciąży, czy nadal dążyłbyś do rozwodu?
Wzrok Timothy'ego spoczął na jej brzuchu. Zmarszczył brwi.
– Czy nie kazałem ci wtedy wziąć tabletki „dzień po”?
To, co wydarzyło się miesiąc temu, było wypadkiem – jedynym, jaki zdarzył się w ciągu trzech lat ich małżeństwa.
Mia zachowała się tak, jakby poparzyła sobie rękę. Szybko ją cofnęła, ale Timothy chwycił ją za nadgarstek, patrząc na nią skomplikowanym wzrokiem.
– Naprawdę jesteś w ciąży?
Oddech Mii uwiązł jej w gardle.
– Zadałam ci pytanie. Gdybym była w ciąży, chciałbyś zatrzymać dziecko?
– Nie.
Timothy westchnął. Nie było sensu mieć dziecka, gdy jego rodzice tkwili w małżeństwie bez miłości. To samo spotkało jego rodziców.
Serce Mii zdawało się pustoszeć, gdy mąż puścił jej rękę.
Patrzyła, jak odchodzi. Potem odchyliła głowę do tyłu, by powstrzymać łzy. Słowa Timothy'ego były jak noże, które wbijały się prosto w jej pierś.
Mia spojrzała na jedzenie, w którego przygotowanie włożyła całe serce. Wystygło. Wyrzuciła je do kosza, czując lekkie mdłości od tłuszczu.
Potarła swój brzuch. Rosło w nim maleńkie życie. Przełknęła gorycz, myśląc: „Twój tatuś może cię nie chcieć, ale ja na pewno będę cię chronić ze wszystkich sił”.
Dorastała jako sierota. Jej przybrani rodzice odtrącili ją po narodzinach bliźniaków, wyganiając do domu przybranej ciotki. Na szczęście ciotka, Patricia Bowen, traktowała ją dobrze.
Największym marzeniem Mii było posiadanie własnej rodziny. Wiedziała, że Timothy jej nie kocha, ale i tak starała się być dla niego dobrą żoną. Teraz rzeczywistość udowodniła jej, że nie da się stopić kamienia.
Mimo to, teraz, gdy była w ciąży, nie będzie już sama, nawet po rozwodzie.
Mia nie zadawała sobie trudu czytania ugody rozwodowej. Podpisała się po prostu na ostatniej stronie.
Tej nocy spała w głównej sypialni jak zwykle, podczas gdy Timothy spał w gabinecie. Wszystko było tak samo jak wcześniej – byli małżeństwem od trzech lat, ale przez te trzy lata sypiali oddzielnie.
...
Następnego ranka Mia odebrała telefon od teściowej, Sharon Hopkins. Głos Sharon brzmiał władczo:
– Mia, niech pokojówki posprzątają jedną z sypialni gościnnych na drugim piętrze. Pewien gość zatrzyma się u nas na kilka dni. Pamiętaj, żeby go powitać i traktować uprzejmie.
Mia nie zdążyła nawet zapytać, kto to, bo Sharon już się rozłączyła.
Uśmiechnęła się blado, przyzwyczajona do pogardy, jaką darzyła ją Sharon. To było tak, jakby każde kolejne słowo zamienione z nią przynosiło hańbę rodzinie Barrettów.
Kiedy Mia zeszła na dół, Timothy'ego nie było już w domu; wyszedł do pracy.
Po południu do salonu weszła młoda kobieta ubrana od stóp do głów w markowe ciuchy. W oczach Mii przemknął ślad zaskoczenia. Czy to był ten gość, o którym wspomniała Sharon? Piękna młoda kobieta?