Maya była w duchu zachwycona, ale nie dała tego po sobie poznać. Udawała wielkoduszność, mówiąc:
– Wybaczę ci ze względu na Tima.
Mia wyprostowała się i spojrzała na Timothy'ego.
– Czy mogę już iść?
Nie chciała spędzić tam ani sekundy dłużej. Schyliła się, by podnieść ugodę rozwodową i wręczyła mu ją. Tym razem jej postawa była tak stanowcza, jak to tylko możliwe.
Timothy spojrzał na dokumenty i mimo woli zmarszczył brwi. Nie spodziewał się, że Mia podpisze papiery bez awantury. Kiedy próbował to zrobić w przeszłości, prosiła Laurę o pomoc.
Już obmyślał sposoby, jak przekonać Laurę do rozsądku, ale wyglądało na to, że nie będzie musiał nic robić.
Timothy nie mógł oprzeć się uczuciu dyskomfortu. Spojrzał na walizkę Mii. Już wyjeżdżała?
Spojrzał na nią.
– Znalazłaś już miejsce, w którym się zatrzymasz?
– Nie – odpowiedziała odruchowo Mia. Spojrzała na niego z zaskoczeniem. Martwił się o nią?
Timothy szybko odwrócił wzrok.
– Zejdź na dół po lód na stopę Mai. Skręciła ją przez ciebie, więc nie możesz wyjść, nie robiąc niczego.
Ha, więc wciąż chodziło o Mayę. Przez ułamek sekundy Mia myślała, że Timothy się o nią martwi. Wyglądało na to, że ich trzyletnie małżeństwo było niczym w porównaniu z jego pierwszą miłością.
Mia wyszła z sypialni, poruszając się sztywno. Kochanka jej męża wtargnęła do ich wspólnego domu i przejęła kontrolę nad tym, co miało być ich łóżkiem. A ona wciąż musiała przynieść tej kochance lód na stopę.
Mia pomyślała z autoironią: „Czy mogłabyś upaść niżej, Mio Bowen?”.
Schodząc po schodach, przypadkowo źle postawiła stopę. Instynktownie chwyciła najbliższą roślinę, ale ta przewróciła się i potoczyła w dół schodów.
W tym krytycznym momencie ktoś ją złapał.
Mia odwróciła się i spojrzała na Timothy'ego. Uratował ją!
Przyciągnął ją do siebie siłą, sprawiając, że uderzyła głową o jego klatkę piersiową. Jej policzek przywarł do jego piersi; słyszała bicie jego serca.
Spanikowana, Mia chciała się cofnąć, by stworzyć między nimi dystans. Zamiast tego Timothy wziął ją na ręce i zniósł po schodach. Jej twarz wciąż była przyciśnięta do jego piersi, otaczał ją jego zapach.
Jej twarz płonęła, gdy postawił ją na ziemi. Byli małżeństwem od trzech lat, ale nigdy nie mieli żadnego kontaktu fizycznego poza wypadkiem sprzed miesiąca.
Timothy powiedział chłodno:
– Miej oczy otwarte, kiedy chodzisz. Nie chcesz chyba upaść na głowę i skończyć jak idiotka, prawda?
Mia zacisnęła usta, stopniowo się uspokajając. Spojrzała na wazon, który roztrzaskał się na podłodze, rozsypując ziemię.
– Posprzątam to.
– Niech pokojówki to zrobią. Nie masz nic lepszego do roboty? – Timothy zmarszczył brwi. Nie po to zatrudniał dom pełen służących.
Dopiero wtedy Mia przypomniała sobie, po co w ogóle zeszła na dół. Musiała przynieść lód na stopę Mai.
W jej oczach błysnęła autoironia. Podniosła nieco głowę i zobaczyła ziemię rozsmarowaną na koszuli Timothy'ego. Prawdopodobnie pobrudził się, gdy ratował ją przed upadkiem.
Był pedantem. Nie było mowy, żeby zniósł coś takiego.
Mia chciała mu o tym powiedzieć, ale on już odwrócił się, by wrócić na górę. Wyglądało na to, że zmierza do głównej sypialni.
Czy aż tak martwił się o Mayę? Nie chciało mu się nawet oczyścić koszuli z ziemi.
Mia wypuściła z świstem powietrze i ruszyła na górę z lodem. Kiedy weszła do sypialni, zobaczyła, że Timothy'ego tam nie ma. Gdzie poszedł?
Maya oparła się o ramę łóżka i uśmiechnęła się do niej drwiąco.
– Możesz odłożyć lód i wyjść... chyba że chcesz tu zostać, żeby mi usługiwać. A może chcesz popatrzeć, jak ja i Tim gruchamy sobie jak gołąbki? W końcu minęły trzy lata, odkąd ostatnio się widzieliśmy.
Słowa Mai były zjadliwe; ich ukryte znaczenie było jasne.
Dopiero wtedy Mia usłyszała szum wody w łazience. Timothy brał prysznic!
Krew odpłynęła jej z twarzy. Ona i Timothy dopiero co podpisali papiery rozwodowe, a Timothy już palił się, by pójść do łóżka ze swoją pierwszą miłością!
















