Timothy nigdy nie myślał o ślubie z Mią. Ale skoro już do niego doszło, mógł przymknąć oko na jej wychowanie i kiepskie pochodzenie, pod warunkiem, że znała swoje miejsce. I tak miał aż nadto pieniędzy, by ją utrzymać.
A jednak ona raz za razem sprawiała kłopoty. Teraz nawet nie chciało jej się już udawać. Odsłoniła swoją prawdziwą twarz!
Timothy powinien poczuć ulgę, jakby ciężar spadł mu z ramion, ale widząc podpisaną przez nią ugodę rozwodową, nie mógł oprzeć się poczuciu bezsilności.
W oczach Mii krył się głęboki smutek. Udawała, że jej nie zależy, bo nie chciała, by Timothy deptał jej godność nawet w chwili, gdy odchodziła.
Gdy Maya zobaczyła, że sytuacja wymyka się spod kontroli, powiedziała szybko:
– Mio, czy podpisałaś ugodę rozwodową tak szybko, bo znalazłaś już kogoś nowego?
Wyraz twarzy Timothy'ego stał się lodowaty. Obserwował Mię jak jastrząb, taksując ją wzrokiem.
Mia dostrzegła nieufność na jego twarzy i odparła:
– Tak, oczywiście. Skoro mój nowy facet jest wystarczająco dobry, dlaczego miałabym rozpamiętywać byłego?
Gniew wypełnił spojrzenie Timothy'ego.
– Zdradzałaś mnie, biorąc jednocześnie moje pieniądze?
Mia zerknęła na ubrania rozrzucone na ziemi.
– W takim razie zwrócę ci to.
Wzięła tylko zwykłe rzeczy, które nie rzucały się w oczy. Nie tknęła nawet markowych torebek i akcesoriów.
Timothy nawet na nie nie spojrzał. Utkwił w niej wzrok i powiedział:
– Kupiłem też te ubrania, które masz teraz na sobie.
– Je też ci oddam.
Timothy wpatrywał się w nią chłodno. Tymczasem oczy Mai rozbłysły. Ukradkiem wyciągnęła telefon, chcąc nagrać tę ekscytującą scenę.
Mia stała w miejscu, decydując się zaryzykować wszystko. Powoli rozpięła guziki koszuli, odsłaniając delikatne obojczyki. Zarysował się również jej dekolt.
Źrenice Timothy'ego zwęziły się. Nie spodziewał się, że naprawdę spróbuje zdjąć koszulę.
Jego wyraz twarzy był stalowy, gdy warknął:
– Wystarczy! Jesteś najbardziej bezwstydną kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem, Mio Bowen. Wypierdalaj stąd. Nie chcę cię więcej widzieć!
Po tych słowach odwrócił się i wpadł z powrotem do willi. Nawet od tyłu bił od niego ten sam chłód, co zawsze.
Mia zamarła. W jej oczach przemknął cień kpiny. Czy to nie on kazał jej się rozebrać?
Jej dłonie były lepkie od potu. Naprawdę była gotowa zaryzykować wszystko.
Maya opuściła telefon, czując spore rozczarowanie. Potem powiedziała wyniośle:
– Może i jesteś wystarczająco tania, żeby się rozbierać, ale zastanów się, czy znajdą się bogaci faceci, którzy będą chcieli na to patrzeć. Inaczej rozbierasz się na darmo.
– To wszystko wina twojego parszywego wychowania. Po prostu przeżyj resztę życia jak zwykła wieśniaczka i przestań marzyć o awansie społecznym poprzez małżeństwo.
Mia ścisnęła torbę wielorazową i pociągnęła nosem. Czasami szczerze zazdrościła ludziom, którzy urodzili się w dobrych rodzinach.
Ilekroć była nękana, wyobrażała sobie, że jej rodzina zstępuje z niebios i mści się za nią.
Ale wiedziała, że takie rzeczy zdarzają się tylko w serialach. Nawet jeśli jej rodzina teraz ją odnalazła, nie było mowy, żeby coś takiego się wydarzyło.
W tym momencie usłyszeli brzęczący dźwięk, gdy niedaleko nich na trawie wylądował helikopter.
Wysiadło z niego kilku wysokich, barczystych ochroniarzy i ruszyło w stronę Mii, wyglądając groźnie.
Kiedy Timothy usłyszał hałas dochodzący z zewnątrz, stanął w drzwiach, by zobaczyć, co się dzieje. Patrzył, jak ochroniarze stają przed Mią.
Powiedzieli z szacunkiem:
– Panno Bowen, przybyliśmy, aby panią odebrać!
















