Timothy omiótł wzrokiem rzeczy rozrzucone na ziemi. Wszystko to były zwykłe ubrania. Mia nie wzięła ze sobą ani jednej markowej rzeczy.
Czyż nie wyszła za niego właśnie dlatego, że pragnęła tych luksusów? Nie mógł uwierzyć, że niczego nie zabrała.
Wzrok Timothy'ego padł na brudną torbę wielorazowego użytku i zmarszczył brwi.
– Znowu zgrywasz niedostępną? Czyją litość próbujesz tym razem wzbudzić? Babci tu nie ma!
Przez trzy lata małżeństwa nie zawiódł jej w żaden sposób, pomijając fakt, że nic do niej nie czuł. Nigdy nie był dla niej skąpy.
Nawet przy rozwodzie zamierzał wypłacić jej ogromną rekompensatę. Kwota ta z nawiązką wystarczyłaby jej na wygodne życie.
Czy ona naprawdę chciała odejść, czy tylko odgrywała teatrzyk?
Mia mocno ściskała telefon, wciąż trawiąc wiadomość o tym, że jej rodzina ją odnalazła. W przeszłości marzyła o dniu, w którym bliscy ją znajdą, by nie była już dłużej sama.
Te myśli całkowicie ją pochłonęły, ale w oczach Timothy'ego jej milczenie było przyznaniem się do winy.
Maya, udając, że utyka, podeszła do nich.
– Tim, spakowała swoje rzeczy, żeby wyjść, ale poszła do kuchni po tę brudną torbę na zakupy, żeby włożyć w nią swoje graty. Nie chciała mnie słuchać, nieważne co mówiłam.
Kaleb wtrącił się:
– Chciałem powiedzieć pani Barrett, żeby nie używała tej torby, proszę pana, ale nie chciała słuchać. Rzuciła nawet ubrania na ziemię.
– Szczerze mówiąc, ma markową walizkę, a używa tej szmacianej torby, żeby wzbudzić litość. Gdyby ludzie o tym usłyszeli, pomyśleliby, że rodzina Barrettów ją maltretuje.
Powietrze wypełniła przejmująca cisza. Mia stała bez ruchu, słuchając, jak Maya i Kaleb ją oczerniają. Utkwiła wzrok w Timothym, chcąc wiedzieć, co on na to powie.
Posłał jej ostre spojrzenie i zapytał chłodno:
– Nie masz nic do powiedzenia?
Tego się spodziewała. W jej oczach błysnął ślad kpiny.
– Oni powiedzieli już wszystko, co było do powiedzenia. Ja nie mam nic do dodania.
Timothy i tak by jej nie uwierzył, cokolwiek by rzekła. Nie było sensu strzępić języka.
– Czy nie nauczyłaś się zadowalać tym, co masz, Mio? Czego więcej chcesz? – W oczach Timothy'ego Mia była tylko kobietą, która wyszła za niego dla pieniędzy.
Mia poddała się. Powiedziała bez ogródek:
– Chcę tylko być żoną-trofeum, która wydaje wszystkie twoje pieniądze. Spójrz na inne żony bogaczy – albo chodzą na zakupy, albo spędzają dni na herbatkach i w spa.
– Po ślubie z tobą większość czasu spędziłam w kuchni, a najdalszą podróż odbyłam na targ. Spędziłam trzy lata jako twoja żona, a w zamian zostałam wyrzucona na bruk. Zmarnowałeś trzy lata mojego życia!
– Teraz, kiedy podpisałam papiery rozwodowe, nie chcę być już twoją niewolnicą. Co w tym złego?
Mia poczuła, jakby kamień spadł jej z serca, gdy wyrzuciła z siebie wszystkie frustracje za jednym zamachem. Jak można się było spodziewać, życie stawało się o wiele lepsze, gdy człowiek pozwalał sobie na bycie nieuprzejmym.
– Skończyłaś? – zapytał Timothy.
W jego oczach pojawił się ślad dezorientacji. Dał jej kartę kredytową przeznaczoną specjalnie na wydatki domowe, a jako miesięczne kieszonkowe otrzymywała milion dolarów.
Co sezon kazał Kalebowi dostarczać Mii najnowsze ubrania od największych marek modowych. Opłacił nawet rachunki szpitalne jej wuja.
Teraz, gdy byli po rozwodzie, przyznał jej ogromną odprawę, która wystarczyłaby, aby przeżyła resztę życia bez martwienia się o pieniądze.
Timothy czuł, że nie jest jej nic winien. Dlaczego więc ona wciąż uważała, że to nie wystarczy?
– Nie. Mam o wiele więcej do powiedzenia.
– Więc mów!
– Mogę, ale będziesz musiał mi zapłacić.
Timothy zacisnął usta.
– Jesteś aż taką blacharą, Mio? Zbytnia chciwość nigdzie cię nie zaprowadzi.
Wyglądało na to, że wszystko sprowadzało się do jej przekonania, iż została poszkodowana i nie otrzymała wystarczającej rekompensaty.
Timothy był głęboko rozczarowany, napotykając uparte spojrzenie Mii. Jej oczy były czyste i jasne. Naprawdę nie mógł zrozumieć, dlaczego tak chciwa, materialistyczna kłamczucha ma tak przejrzyste oczy!
















