Adriana: Dominic, gdzie jesteś? Możemy teraz porozmawiać na wideo? Tęsknię.
Dominic: Kochanie, jestem na spotkaniu poza biurem. Zadzwonię i połączę się na wideo, jak tylko skończę.
Adriana uśmiechnęła się cierpko, czytając ponownie krótką wiadomość, którą celowo wysłała do Dominica podczas lunchu z Vivian.
Mimo zapewnień Dominica o spotkaniu, Adriana widziała go wyraźnie, jak szedł w czułym uścisku, trzymając za rękę Isabellę Chloe — jej kuzynkę i zarazem jego osobistą sekretarkę.
Dominic ewidentnie kłamał. Nie był na żadnym spotkaniu; zamiast tego cieszył się przerwą, spacerując z inną kobietą.
"Nic dziwnego, że Dominic rzadko zaprasza cię na wspólny lunch. Jak widać, ma teraz nową partnerkę do posiłków. Albo... partnerkę, która może mu towarzyszyć w innych rzeczach. Na przykład w łóżku".
W gabinecie Adriany, gdy ta wróciła już do Centrum, rozległ się prowokujący głos Vivian.
Od początku związku Adriany z Dominikiem Vivian nigdy nie darzyła tego brązowookiego mężczyzny sympatią. Szczególnie gdy był już z Adrianą, Vivian często słyszała plotki o tym, że Dominic słynie z częstego zmieniania partnerek.
Vivian zastanawiała się, co działo się w głowie Adriany, że tak chętnie przyjęła miłość Dominica. Czy była aż tak zaślepiona? Czy dała się zwieść słodkim słówkom, a może uległa typowemu urokowi kobieciarza, co skłoniło ją do przyjęcia oświadczyn mimo krótkiej znajomości?
Patrząc na korzenie, Dominic pochodził z przeciętnej rodziny. Stanowisko szefa firmy handlowej, które obecnie piastował, otrzymał w prezencie od ojca Adriany.
W oczach Vivian Dominic nie miał żadnych zalet poza ponadprzeciętnym wyglądem. W jej opinii był praktycznie bezwartościowy. Nie mógł nawet dać Adrianie potomstwa, gdyż zdiagnozowano u niego bezpłodność. Mimo to Adriana zaakceptowała go i ukrywała wady męża zarówno przed ich dalszą rodziną, jak i przed samym Dominikiem.
"Gdybym była na twoim miejscu, skonfrontowałabym się z nim tam, na miejscu" — powiedziała ponownie Vivian. W jej tonie wyraźnie słychać było frustrację zmieszaną z irytacją.
"Nie ma co szaleć, Vivian. Nie chcę robić scen w miejscu publicznym".
Angażowali się w ten zakazany romans nie wiadomo jak długo. Gdyby Adriana chciała, mogłaby posłuchać rady Vivian i ich zaatakować. Jednak nie chciała działać pochopnie. Nie chciała też wywoływać skandalu, który splamiłby reputację obu rodzin.
"Ale twój mąż ewidentnie cię zdradza. Nawet wymienianie czułych wiadomości z płcią przeciwną uważa się za zdradę. Co więcej, został przyłapany kilka razy na wspólnym wyjściu, a ty nawet nie wiesz, co oni wtedy robią. Zamierzasz milczeć?" — zapytała Vivian, wciąż poirytowana. Ciekawiło ją, jakie kroki podejmie jej przyjaciółka.
"Nie mogę działać pod wpływem impulsu. Muszę najpierw przeprowadzić śledztwo i zebrać dowody. Może to nie jest to, co sobie wyobrażamy".
Vivian westchnęła głęboko. Nie rozumiała, co dzieje się w umyśle Adriany. Mimo że widziała na własne oczy, co robi jej mąż, Adriana wciąż potrafiła myśleć pozytywnie i zakładać, że on jej nie zdradza.
"Jak chcesz. Modlę się tylko, byś po znalezieniu twardych dowodów wciąż była silna. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy w konfrontacji, daj mi znać. Chętnie pomogę".
Po tych słowach rozległo się pukanie do drzwi gabinetu Adriany i do środka weszła pielęgniarka szukająca jednej z nich.
"Doktor Vivian, doktor Alistair panią prosi. Powiedział, że jest nowy grafik do omówienia".
Vivian skinęła głową, podnosząc kciuk w górę. Gdy pielęgniarka wyszła, zamierzała opuścić gabinet Adriany.
"Czy mam powiedzieć Alistairowi o tym, co dzieje się między tobą a Dominikiem?"
Adriana natychmiast energicznie potrząsnęła głową, dając Vivian sygnał, by nie robiła nic lekkomyślnego. Adriana doskonale znała temperament Alistaira. Nie lubił, gdy ktokolwiek z jego rodziny był niepokojony, a tym bardziej krzywdzony.
"Nie! Proszę, nie rób tego. Wiesz, jaki jest Alistair. Boję się, że Dominic nie przeżyje, jeśli Alistair weźmie go w obroty".
"I właśnie o to mi chodzi. Żeby Dominic wyciągnął lekcję z tego, jak cię traktuje".
"Nie! Pozwól, że zajmę się tym sama. Lepiej idź szybko do Alistaira. I uważaj, nie mów o niczym niestosownym".
Wieczorem, podobnie jak poprzedniej nocy, Adriana czekała na powrót Dominica. Punktualnie o 19:00 mężczyzna o arabskich korzeniach wrócił z pracy i udał się prosto do sypialni. Zanim poszedł pod prysznic, jak zwykle najpierw podszedł do Adriany. Uściskał ją ciepło i czule pocałował.
"Dobry wieczór, kochanie. Ja..."
"Bardzo tęskniłeś?" — przerwała mu Adriana, jakby na pamięć znała zdanie, które Dominic miał zamiar wypowiedzieć. Jak mogłaby go nie znać, skoro powtarzał to samo niemal co wieczór? Wcześniej czuła się połechtana za każdym razem, gdy Dominic wyrażał swoją tęsknotę czy uczucie. Ale po dzisiejszym incydencie, z jakiegoś powodu, było jej to obojętne. Podejrzewała, że te słowa to tylko kamuflaż mający przykryć wielkie kłamstwo, które przed nią ukrywał.
"Ja też tęskniłam" — powiedziała beznamiętnie. Tym razem w jej słowach nie było zbyt wiele szczerości. "Co robiłeś dzisiaj?" — zapytała ciekawa, czy mąż uraczy ją kolejnym kłamstwem, tak jak zrobił to po południu.
"Nic szczególnego, skarbie. Miałem spotkania na mieście aż do wieczora. Widziałem się z kilkoma klientami. Gdy wszystko było załatwione, pośpieszyłem do domu, żeby cię zobaczyć".
"Więc byłeś strasznie zajęty przez cały dzień? Nie miałeś ani chwili na odpoczynek? A lunch? Miałeś na niego czas?" — zapytała celowo. Chciała tylko usłyszeć, jakiej odpowiedzi jej udzieli.
Rozbierając się, Dominic przygotował się do odpowiedzi. Odparł niedbale na pytanie Adriany.
"Nie martw się, znalazłem czas na lunch".
"Gdzie jadłeś? Z klientami?"
Dominic przytaknął kilka razy.
"Tak, kochanie. Po pierwszym spotkaniu zjadłem lunch z klientami w restauracji. Nie musisz się o mnie martwić. Oczywiście, że o tobie nie zapomniałem".
"Dzięki Bogu" — powiedziała Adriana z uśmiechem. W głębi serca było jej przykro, bo mąż ewidentnie podał jej fałszywe informacje, innymi słowy: skłamał. "Musisz być zmęczony".
Dominic znów skinął głową, uśmiechając się. Bez żadnych wyrzutów sumienia kontynuował grę przed żoną.
"Tak, zmęczony. Taka praca. Ale lepiej być zmęczonym pracą niż bezczynnością, prawda?"
Tym razem Adriana przytaknęła. Pomagając uporządkować ubrania, które mąż zdążył już rozpiąć, zachęciła go do odświeżenia się.
"Idź już pod prysznic. Potem, przed snem, zrobię ci masaż, żebyś poczuł się lepiej".
"Tak, kochanie. Bardzo ci dziękuję. Mam wielkie szczęście, że mam tak troskliwą i wyrozumiałą żonę jak ty".
"Nie słodź mi tak" — odpowiedziała Adriana z uśmiechem. "Pospiesz się pod ten prysznic. Robi się późno".
Dominic szybko poszedł do łazienki. Tymczasem Adriana wstała z łóżka, wyprostowała brudne ubrania męża i wrzuciła je do kosza na pranie. Nie zapomniała też o uporządkowaniu torby roboczej Dominica, która leżała porzucona na podłodze.
Gdy kładła ją na stole, zauważyła coś nietypowego. Przy boczny zamku coś lekko wybrzuszało się z wnętrza torby. Przez cały okres małżeństwa z Dominikiem Adriana ani razu nie myszkowała w jego rzeczach osobistych, i vice versa.
Ale tym razem czuła, że jest inaczej. Była ciekawa. Wiedząc, że mężowi zejście w łazience jeszcze chwilę zajmie, zdecydowała się sprawdzić zawartość torby.
Gdy ją otworzyła, znalazła aksamitne pudełeczko, które niewątpliwie skrywało biżuterię. Otwierając je powoli, Adriana zamarła z zachwytu. Wewnątrz znajdował się naszyjnik i diamentowa bransoletka — dokładnie ten sam komplet, który wczoraj pokazała Dominicowi, prosząc, by kupił jej go na urodziny.
"Czy Dominic się nie pomylił? Kupił to dla mnie?" — mruknęła do siebie Adriana. "Ale jeśli to dla mnie, to czy nie za wcześnie? Do moich urodzin jeszcze daleko".
Nagle Adriana oprzytomniała. Wiedząc, że mąż zaraz skończy się myć, szybko odłożyła biżuterię na miejsce. Zamiast zapytać wprost, dla kogo jest ten prezent, postanowiła udawać, że o niczym nie wie. Pomyślała, że może Dominic celowo kupił to z dużym wyprzedzeniem, bo chciał zrobić jej niespodziankę.
***
"Muszę już lecieć do pracy, kochanie. Śpieszę się, bo rano mam spotkanie z klientem z Turcji".
Dominic złożył szybki pocałunek na czole Adriany przed wyjściem. Sądząc po jego zachowaniu, bardzo się spieszył.
"Nie podwieziesz mnie jak zwykle?" — zaprotestowała celowo Adriana. Od kilku dni Dominic pozwalał jej samej jeździć do pracy na każdą zmianę. Wcześniej zawsze jej towarzyszył i odbierał ją po pracy.
"Innym razem, dobrze? Dzisiaj naprawdę muszę się spieszyć. Proszę".
Widząc błagalny wyraz twarzy Dominica, Adriana mogła tylko westchnąć głęboko i przytaknąć. Protesty nie miały sensu; była pewna, że Dominic i tak postawi na swoim.
"Dobrze, w porządku. Pojadę sama. Uważaj na siebie po drodze".
Dominic szybko wsiadł do samochodu. Kilka minut później przyszła kolej na Adrianę. Jednak zamiast udać się do Centrum, pojechała śladem Dominica do jego biura. Z jakiegoś powodu tego ranka czuła, że z jej mężem jest coś nie tak. Tak podpowiadał jej instynkt.
Po dotarciu pod biuro Dominica Adriana przez chwilę zbierała się na odwagę. Przekonywała samą siebie, że musi zaakceptować każdą ewentualność i rzeczywistość, którą może odkryć. Gdy już się zdecydowała, wysiadła z auta i ruszyła w stronę biura męża.
Niektórzy mijani pracownicy witali ją uprzejmie i z szacunkiem. Ktoś nawet zaoferował, że ją zaprowadzi.
"Pan Dominic jest w gabinecie, pani Adriano" — powiedziała pracownica pełniąca funkcję recepcjonistki na piętrze. "Ale zdaje się, że jest na ważnym spotkaniu z Chloe. Pan Dominic poinstruował wcześniej, że jeśli pojawi się jakiś gość lub ktokolwiek będzie chciał się z nim spotkać, należy go odesłać lub umówić na inny termin. Chce dziś omówić terminy prac, by zdążyć z projektem na początek miesiąca".
"Och, czyli mój mąż jest w pokoju ze swoją sekretarką?"
Recepcjonistka przytaknęła.
"Tak, proszę pani".
"Dobrze, w porządku. Pójdę prosto tam".
Recepcjonistka mogła tylko niezdarnie skinąć głową. Nawet gdyby chciała ją zatrzymać, byłoby to zbyt śmiałe, biorąc pod uwagę, że Adriana była córką właściciela i żoną lidera firmy.
Gdy Adriana dotarła na piętro, na którym znajdował się gabinet Dominica, zauważyła, że biurko sekretarki stojące przed pokojem męża jest puste. Postanowiła podejść prosto do drzwi gabinetu.
Początkowo chciała wejść od razu. Jednak widząc, że drzwi nie są domknięte, postanowiła zachować ciszę i zajrzeć do środka. Przez szczelinę w drzwiach Adriana wyraźnie widziała, co dzieje się wewnątrz.
"Czy to naprawdę dla mnie? Ten luksusowy naszyjnik i bransoletka?" — wykrzyknęła kobieta, którą była nie kto inny jak Chloe, osobista sekretarka Dominica.
"Tak, kochanie. Ten naszyjnik i bransoletka są dla ciebie. Kupiłem je specjalnie na twoje urodziny. Wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że wszystkie twoje marzenia się spełnią. I oczywiście, że będziesz mnie kochać jeszcze bardziej".
Chloe uśmiechnęła się radośnie, objęła Dominica i bez wahania złożyła pocałunek na jego ustach.
"Bardzo ci dziękuję, kochanie. Uwielbiam ten prezent. Nie martw się. Nadal będę cię kochać i cenić. W ramach świętowania, co powiesz na pobyt w hotelu w ten weekend, tak jak ostatnim razem? Chcę spędzić z tobą czas i kochać się z tobą".
Dominic skinął głową z aprobatą, przystając na prośbę Chloe o wspólny weekend w hotelu.
"Jasne. Dogram czas. Ty wybierz hotel, w którym chcesz się zatrzymać, a ja zrobię rezerwację, żebyśmy mogli się trochę rozerwać".
"Dziękuję ci bardzo, skarbie. Naprawdę, naprawdę tak bardzo cię kocham".
W tym czasie Adriana, która stała i przysłuchiwała się rozmowie Dominica z jej kuzynką, mogła jedynie hamować emocje, mocno zaciskając usta. Postanowiła się wycofać i szybko odeszła z bólem, którego nie sposób było wyrazić słowami.
















