Życie Camili Jackson wydawało się idealne, gdy ponownie połączyła się ze swoją biologiczną rodziną, spełniając marzenie o byciu kochaną po latach spędzonych w sierocińcu. Ale jej radość trwała krótko. Zamiast ciepła, na które liczyła, znalazła się w koszmarze. Jej rodzice i brat byli w najlepszym razie obojętni, obdarzając adoptowaną córkę uczuciem, a jednocześnie obwiniając Camilę za wszystko – niezależnie od tego, czy była winna, czy nie. Ku jej przerażeniu, posunęli się nawet do wrobienia jej w przestępstwo, które popełniła ich adoptowana córka, skazując ją na pięć długich lat więzienia. Kiedy Camila w końcu została zwolniona, złamana, ale nie pokonana, przysięgła zerwać z nimi wszelkie więzi. Zraniona i naznaczona bliznami po pobycie za kratami, pragnęła tylko spokoju. Ale jej rodzina jeszcze z nią nie skończyła. Doprowadzona do granic wytrzymałości, Camila poprzysięgła zemstę – sprawiając, by wszyscy pożałowali męki, której ją poddali.

Pierwszy Rozdział

Brama więzienna zaskrzypiała powoli, a ostre światło słoneczne padło na wychudzoną, pożółkłą twarz Camili Jackson. Ubrania, które miała na sobie, gdy wchodziła do więzienia, teraz luźno wisiały na jej ciele. Spędziła pięć mrocznych, beznadziejnych lat za kratkami, a dziś wreszcie wychodziła – wyrok odsiedziany. Wlokąc nogę, powoli utykała z więzienia. Nie chodziło o to, że chciała iść wolno, po prostu nie była w stanie poruszać się szybciej. Czarny Bentley zaparkowany był przy drodze. Szyba opuściła się, ukazując chłodną, ostrą twarz mężczyzny. Jego oczy przelotnie zmierzyły jej nogę, po czym prychnął, a jego pogarda była niezaprzeczalna. "Pięć lat w więzieniu, a ty nadal udajesz." Serce Camili niespodziewanie przeszył bolesny skurcz, a oczy zapiekły. To był Harry Jackson, jej starszy brat. Odkąd jako piętnastolatka została przyjęta do rodziny Jacksonów z sierocińca, robiła wszystko, by zasłużyć na jego uczucie. Ale dla dobra swojej adoptowanej siostry, Agnieszki Jackson – z którą nie łączyły go więzy krwi – spreparował dowody, aby przypisać jej zarzut usiłowania zabójstwa. Pięć lat później nadal był równie ostry w języku jak zawsze, nadal równie chłodny i lekceważący wobec niej. Camila zmusiła się, by stłumić ból, udając, że go nie widzi, i utykając odeszła. Harry zamarł, myśląc: "Ona mnie naprawdę zignorowała." W jego pamięci Camila zawsze była tą, która podchodziła do niego pierwsza, chcąc mu się przypodobać w każdy możliwy sposób. Kiedy wracał do domu, podawała mu kapcie. Kiedy był zmęczony, masowała mu ramiona. Kiedy miał problemy ze snem, warzyła mu zupę, żeby pomóc mu się zrelaksować. Jeśli był zbyt zajęty, by przyjść do domu na obiad, czekała na niego, w deszcz czy w słońce, z termosem pod biurowcem. W ciągu trzech lat, które z nimi mieszkała, jego chroniczne problemy żołądkowe się poprawiły. Ale odkąd trafiła do więzienia, często budził się w nocy z bólu. Kiedy dowiedział się, że dziś wychodzi, poczuł niespodziewane poczucie ulgi, a nawet odwołał międzynarodowe spotkanie, żeby ją odebrać. Myślał, że będzie zachwycona, gdy go zobaczy, gotowa opowiedzieć mu o wszystkim, co wycierpiała przez te lata. Nigdy nie wyobrażał sobie, że całkowicie go zignoruje, a jej niegdyś uwielbiające spojrzenie zastąpi chłodna obojętność. Dziwna pustka, która rosła w jego piersi, tylko podsycała jego frustrację. Ścisnął kierownicę tak mocno, że zbielały mu knykcie. Jego głos wyszedł ostrzej, niż zamierzał. "Wsiadaj do samochodu." Natychmiast pożałował swoich słów. Marszcząc brwi, złagodził ton. "Mama i tata wiedzą, że dziś wychodzisz. Zorganizowali dla ciebie powitalną kolację." Camila pomyślała: "Mama i tata?" Te słowa brzmiały tak znajomo, a jednocześnie tak odlegle. Kiedy była w sierocińcu, często wyobrażała sobie, jak to jest mieć rodziców – marzyła o byciu rozpieszczoną małą księżniczką. Tęskniła za tym przez piętnaście lat. I po tych wszystkich latach jej życzenie wreszcie się spełniło. Miała teraz mamę i tatę, a także wysokiego, przystojnego starszego brata, który był wpływowym dyrektorem generalnym. Ale ta ukochana mała księżniczka to nie była ona – to była ich adoptowana córka, Agnieszka, którą wychowywali od dzieciństwa. Ci ludzie nie byli jej rodzicami. To byli rodzice Harry'ego i Agnieszki. Camila nie mogła powstrzymać się od gorzkiego śmiechu. Podczas trzech lat spędzonych w tym domu znosiła niezliczone zniewagi i chłodne traktowanie. Wiedząc, że jest niechciana, pomyślała: "Po co miałabym wracać, żeby znosić więcej nieszczęść?" Jej kroki, choć powolne, nigdy się nie zachwiały. Jej chłodny stosunek i upór w jej plecach były jak ostry kolec w boku Harry'ego. Fala gniewu wezbrała w jego piersi, gdy zatrzasnął drzwi samochodu i szybkimi krokami dogonił ją. Chwytając ją za nadgarstek, szarpnął ją w swoją stronę, a jego głos ociekał frustracją. "Czy nie narobiłaś już wystarczająco dużo kłopotów?" Camila straciła równowagę i upadła ciężko na ziemię. Ostry, palący ból przeszył jej złamaną nogę, a jej twarz pobladła. Gniew Harry'ego wybuchnął. "Lubisz grać rolę kruchej, prawda? "Nie zapominaj, że pięć lat temu to ty zepchnęłaś Emilię ze schodów, zamieniając ją w warzywo. Próbowałaś nawet wrobić w to Agnieszkę. Po pięciu latach w więzieniu nadal się nie nauczyłaś. Wygląda na to, że system nie spełnił swojego zadania!" Z tymi słowami szorstko podniósł Camilę z ziemi, nie okazując jej litości. "Nie myśl, że pięć lat w więzieniu oznacza, że odpokutowałaś za swoje grzechy. Dopóki Emilia jest nieprzytomna, nigdy nie uwolnisz się od winy. "I nadal jesteś winna Agnieszce przeprosiny. Wsiadaj do samochodu. Nie każ mi tego powtarzać." Camila mogła jedynie odczuwać gorzką ironię w jego słowach. Wyjaśniała niezliczoną ilość razy, że to nie ona zepchnęła Emilię Connor – to była Agnieszka. Ale nikt jej nie wierzył. Wszyscy wybrali stanąć po stronie Agnieszki. Była prawdziwą, spokrewnioną z rodziną Jacksonów córką, a jednak cała rodzina wierzyła w wersję Agnieszki. Tak, była winna – ale jej zbrodnią było głupie próbowanie powrotu do tej rodziny, mając nadzieję na miłość i uczucie, które nie były jej przeznaczone. Wiedziała, że się myliła. Pomyślała: "Zmienię się!" Odeszła, daleko od nich, zdecydowana nigdy więcej nie konkurować o uczucie rodziców ani Harry'ego. Nigdy więcej nie będzie dla nich utrapieniem. Zastanawiała się: "Dlaczego Harry nie może tego zaakceptować?" W milczeniu uwolniła się z jego uścisku, cofając się, by zachować dystans. Jej celowa oziębłość tylko bardziej frustrowała Harry'ego, a jego pierś ściskała się z gniewu. Mógł myśleć tylko o tym, jak kiedyś przylgnęła do niego jak cień, zawsze szukając jego aprobaty. Próbował opanować swój gniew, łagodząc ton tak bardzo, jak tylko mógł. "Wróć ze mną do domu." Camila trzymała wzrok spuszczony, a jej wyraz twarzy był pusty, jakby nie obchodziło jej, by na niego spojrzeć. Jej udawana obojętność tylko sprawiła, że furia Harry'ego płonęła jaśniej. Pomyślał: "Pięć lat w więzieniu niewiele ją nauczyło, ale z pewnością uczyniło ją bardziej przekorną." Gdy miał wybuchnąć, głos, łagodny jak wiosenny wietrzyk, przerwał jego myśli. "Camila." Camila zamarła. W tej chwili jej serce boleśnie się ścisnęło. Mimo że minęło pięć lat, odkąd ostatni raz słyszała ten głos, rozpoznała go natychmiast. Należał do jej przyjaciela z dzieciństwa, Owena Wilsona. Podniosła wzrok i zobaczyła parę wypolerowanych skórzanych butów, a następnie usłyszała jego głęboki, kojący głos z góry. "Camila, gratuluję wyjścia na wolność." Gdyby powiedział to ktoś inny, grzecznie by podziękowała. Ale słysząc to od Owena, brzmiało to niemal szyderczo. Jej najbardziej zaufany przyjaciel z dzieciństwa, Owen – renomowany prawnik, który po ukończeniu studiów podjął się swojej pierwszej sprawy jako obrońca Agnieszki i pomógł ją skazać. Przed procesem powiedział do niej: "Camila, Agnieszka nigdy nie przeszła przez trudności. Nie poradzi sobie z życiem w więzieniu. Weźmiesz winę na siebie?" Camila pomyślała: "Agnieszka nie da rady, ale ja tak? Tylko dlatego, że jestem przyzwyczajona do cierpienia, to moim obowiązkiem jest ponosić winę za zbrodnię Agnieszki?" Wysyłając Camilę do więzienia, stał się sławny w Sancho. Pięć lat temu dopiero skończył studia, był jeszcze trochę zielony. Teraz, pięć lat później, był jednym z najbardziej szanowanych prawników w Sancho, emanującym pewnością siebie i profesjonalizmem. Wychowywali się razem w sierocińcu. Nie rodzeństwo z krwi, ale bliższe niż rodzeństwo. Ilekroć inne dzieci ją gnębiły, stawał w jej obronie, obiecując z pasją: "Dopóki tu jestem, nikt nie sprawi, że będziesz cierpieć, Camila." Obiecał nawet, że kiedy zostanie prawnikiem, każdy, kto ją skrzywdzi, skończy w więzieniu. Ale później, kiedy Agnieszka raniła ją raz po raz, Owen po prostu ją zbywał, mówiąc: "Camila, jesteś po prostu zbyt wrażliwa. Agnieszka taka nie jest." I to on chronił tych, którzy ją skrzywdzili, i wysłał ją do więzienia. ***** W powietrzu wisiała cisza. Uśmiech na twarzy Owena zachwiał się, ale wymusił uśmiech i wyciągnął rękę do Camili. "Camila, jestem tu, żeby cię odebrać..." Zanim zdążył dokończyć zdanie, Camila odwróciła się do Harry'ego. "Powiedziałeś, że jedziemy do domu, prawda? Chodźmy."

Odkryj więcej niesamowitych treści