W willi rodziny Jamesów.
"Hackett, kiedy wracasz? Muszę ci coś powiedzieć." Twarz Valerii Sharp rozjaśnił słodki uśmiech, gdy spojrzała na test ciążowy w swojej dłoni.
Po drugiej stronie telefonu męski głos odpowiedział głębokim tonem: "Już wróciłem. Jestem w salonie."
"Naprawdę? W takim razie zaraz zejdę," powiedziała i odłożyła słuchawkę, wybiegając z sypialni z testem ciążowym, chcąc jak najszybciej podzielić się dobrą nowiną z mężczyzną.
Valeria pospiesznie zbiegała po schodach, ale nagle przypomniała sobie, że jest w ciąży, co spowodowało, że zwolniła kroku. Mocno trzymała test ciążowy w dłoni, zastanawiając się, jaką minę zrobi Hackett James, gdy się o tym dowie.
Valeria była w połowie schodów, kiedy zobaczyła dwie postacie stojące w salonie na dole. To był Hackett z ponętną kobietą.
Valeria powoli zatrzymała się, zaciskając prawą rękę na poręczy schodów, a jej serce opadło.
Hackett i ta kobieta zachowywali się bardzo blisko, jak para zakochanych.
Uśmiech Valerii natychmiast zamarł, w jej umyśle zapanował chaos, a jej stopy stały się ciężkie jak kamienie, gdy schodziła po stopniach.
"Hackett..."
Valeria z wielkim trudem dotarła do salonu, ale mężczyzna chłodno jej przerwał, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. "Ona jest w ciąży. Rozwiedźmy się."
"Co?"
To było takie bezpośrednie, takie niecierpliwe, tak samo jak Valeria niecierpliwie chciała podzielić się wiadomością o swojej ciąży.
Kobieta czule objęła ramię Hacketta i uśmiechnęła się, mówiąc łagodnie: "Pani James, przepraszam za to, ale chyba musi pani ustąpić."
Valeria wpatrywała się uporczywie w dłoń kobiety, jej wzrok przygasł, oczy wypełniły się mgłą, a jej serce było rozrywane kawałek po kawałku.
Valeria ścisnęła test ciążowy i podała mu go. Następnie zapytała: "A co z naszym dzieckiem? Dlaczego jesteś taki bezduszny?"
Hackett chłodno spojrzał na dwie linie na teście ciążowym i zadrwił. "To niemożliwe. Nawet cię nie dotknąłem. Nie próbuj mnie oszukiwać."
Gdyby nie to, że Barron James był wtedy śmiertelnie chory i zagroził Hackettowi, że ożeni się z Valerią, Hackett nigdy by się z nią nie ożenił.
Kto by pomyślał, że po ślubie z Valerią Barron cudownie wyzdrowieje?
Czasami Hackett nawet podejrzewał, że Valeria i Barron spiskowali i odegrali przedstawienie, aby zmusić go do małżeństwa.
Jego słowa sprawiły, że oczy Valerii rozszerzyły się. Na jej twarzy malował się szok, gdy głośno odparła: "Dotknąłeś mnie! Upiłeś się na ostatniej imprezie firmowej..."
"Impreza firmowa odbyła się poza miastem. Nawet ze mną nie byłaś! Jak mogłem się z tobą przespać, Valerio? Bądź cywilizowana, dobrze? Wiesz, że nie znoszę natrętnych kobiet."
Hackett był bezduszny do granic możliwości, a w jego oczach widać było zniecierpliwienie.
"Ja..."
Valeria chciała coś powiedzieć, ale widząc jego postawę, nie chciała już niczego wyjaśniać.
"Cóż..." pomyślała w duchu. "Nie ma sensu nic mówić takiemu szumowinie, który porzuca żonę i dziecko."
"Pani James, powinna się pani rozwieść. Hackett pani nie kocha, a przeciąganie tego nie ma sensu."
Kobieta zalotnie oparła się na ramieniu Hacketta, a jej triumfalny uśmiech przypominał deklarację zwycięstwa.
Valeria wzięła głęboki oddech, tłumiąc ból w piersi, i spojrzała na stojącego przed nią mężczyznę. "W takim razie rozwiedźmy się. Możesz zdecydować, kiedy przystąpić do formalności, a ja będę gotowa w każdej chwili."
Po tych słowach wyszła z willi, nie oglądając się za siebie.
Gdy Valeria się odwróciła, w jej oczach zakręciły się łzy. Nigdy więcej nie chciała widzieć tego mężczyzny.
Na przystojnej twarzy Hacketta przemknęło lekkie zaskoczenie. Nie spodziewał się, że zgodzi się tak szybko. Czyżby nie mogła znieść tego podniecenia?
Myślał, że Valeria będzie chciwa bogactwa i sławy i nigdy nie zrezygnuje ze swojej pozycji jako jego żona.
W końcu Valeria pochodziła z biednej rodziny, zanim wyszła za mąż do rodziny Jamesów.
"Wow! Hackett, twoja żona zgodziła się na rozwód! Kiedy więc się ze mną ożenisz i zabierzesz mnie do domu?" Kobieta wyglądała z wyczekiwaniem.
Hackett odepchnął kobietę, a jego oczy wypełniły się obrzydzeniem. "To niemożliwe. Nawet gdyby wszystkie kobiety na świecie umarły, nigdy bym się z tobą nie ożenił."
Kobieta zamarła, najwyraźniej nie mogąc zaakceptować jego zmiany nastawienia.
"Hackett, dlaczego tak mówisz? Noszę twoje dziecko, ja..." zaczęła mówić.
"Zamknij się! Myślisz, że nie wiem, czyje dziecko nosisz? Wynoś się stąd!" Hackett krzyknął na kobietę, a następnie odwrócił się i poszedł na górę.
Jak mógł pozwolić takiej kobiecie urodzić swoje dziecko? To było absurdalne.
Po wyjściu z willi Valeria udała się prosto do szpitala i przeszła serię badań, przygotowując się do zaplanowania aborcji.
"Pani Sharp, jest pani już w siódmym tygodniu ciąży wewnątrzmacicznej. Jest już akcja serca płodu i zarodek. Czy jest pani pewna, że chce pani przystąpić do aborcji?" zapytał lekarz.
Valeria spojrzała na swój brzuch i delikatnie go dotknęła.
"Dziecko, przepraszam," przepraszała w duchu. "Nie mogę cię sprowadzić na ten świat."
Valeria skinęła stanowczo głową i powiedziała: "Tak, proszę mi pomóc jak najszybciej zaplanować operację."
Lekarz chłodno wypełnił formularz operacyjny. Takie rzeczy zdarzały się często. Kobiety przychodziły na aborcje każdego dnia, więc nic nie było zaskakujące.
"Proszę przyjść na operację jutro i pamiętać o poście," powiedział lekarz.
"Jasne, dziękuję," odpowiedziała Valeria.
Valeria wyszła z gabinetu lekarskiego z formularzem w dłoni.
Gdy tylko wyszła ze szpitala, odebrała telefon od dziadka Hacketta, Barrona. Po krótkim wahaniu zdecydowała się odebrać telefon.
"Dzień dobry, panie Barron."
"Valerio, przyjdź do mnie na kolację dziś wieczorem. Kazałem kuchni przygotować twoje ulubione dania, a Hackett też wróci," powiedział Barron.
Wiedząc, że związek Valerii i Hacketta jako pary zawsze był chłodny, Barron celowo stworzył im tę okazję.
Valeria chciała się wymówić. "Panie James, mam coś do zrobienia dziś wieczorem..."
"Ach, rozumiem. Oboje mnie oszukujecie. Nie obchodzi mnie to. Oboje musicie wrócić i zjeść ze mną kolację. To ostateczne," powiedział Barron, a następnie odłożył słuchawkę, nie pozwalając jej na sprzeciw.
Valeria wpatrywała się w zakończone połączenie w telefonie, zamyślona.
Gdyby nie naleganie Barrona, ona i Hackett nigdy by się nie pobrali. Nadal nie rozumiała, dlaczego Barron nalegał na ich małżeństwo.
Wieczorem, gdy zapadła noc, całe miasto spowiła tętniąca życiem nocna scena.
Valeria wróciła taksówką do starej rezydencji, aby złożyć ostatnią wizytę, wiedząc, że może nie być innej okazji.
Lokaj natychmiast ją zauważył i podszedł z radością. "Pani w końcu wróciła. Pan James na panią czeka."
"Ernest, przepraszam, że wróciłam tak późno." Uśmiechnęła się słabo.
"Nic nie szkodzi, najważniejsze, że pani wróciła. Pan James się martwił, że pani nie wróci," odpowiedział Ernest.
Valeria udała się do jadalni i zobaczyła, że Hackett już tam siedzi, nawet na nią nie patrząc.
Tylko Barron wstał, aby ją powitać. "Valerio, chodź, usiądź szybko. Jedzenie stygnie."
Valeria podeszła, zamierzając usiąść obok Barrona, ale Barron posadził ją siłą obok Hacketta.
"Wy dwoje powinniście siedzieć razem. Teraz jedzmy," powiedział Barron, wyglądając na zadowolonego, gdy patrzył, jak siedzą obok siebie.
Hackett nadal nie przejmował się spojrzeniem na Valerię obok siebie i zaczął jeść posiłek.