– Panie James... – Valeria próbowała znaleźć słowa, ale straciła rezon. Barron dosłownie odebrał jej mowę.
Wyglądało na to, że ma wyjątkowo pechowy dzień, skoro zarówno Barron, jak i Hackett wymyślali nowe sposoby, by ją drażnić.
Barron natomiast był z siebie całkiem zadowolony. Wstał i pociągnął Valerię do stołu, nakłaniając ją, by usiadła. – No chodź, Valerio. Siadaj. Bądź grzeczną dziewczynką.
















