To właśnie Valeria chciała w tej chwili zrobić, i to zrobiła. Chwyciła syna, Alexa, za rękę i odwróciła się, by wyjść, nie chcąc zostać ani sekundy dłużej.
Jepson wpadł w lekką panikę i złapał ją za smukły nadgarstek. "Hej... Valeria, co się dzieje? Przecież ustaliliśmy, że w ostatniej chwili przejmiesz tę sprawę?"
"Gdybyś mi wcześniej powiedział, że chodzi o James Group, na pewno bym się jej nie podjęła" - odparła Valeria.
Jepson wspomniał jedynie, że duży klient chce tymczasowo zmienić prawnika, ale nie powiedział jej, że chodzi o James Group.
Samo stanie tam sprawiało, że Valeria czuła się nieswojo.
Valeria pociągnęła syna i miała już wychodzić, gdy Jepson nagle ją zatrzymał. "Na litość boską! Chcesz, żebym przed tobą uklęknął? To zadanie zlecił mi szef. Jeśli nie poradzę sobie nawet z taką drobnostką, to jak mam wrócić?"
Mówiąc to, Jepson, taki wysoki mężczyzna, naprawdę wyglądał, jakby miał uklęknąć.
Wielu pracowników już patrzyło na nich dziwnym wzrokiem.
Valeria złapała go i powiedziała: "Miej trochę godności, dobrze? Dlaczego masz klękać?"
Alex spojrzał na Jepsona z żalem i powiedział dziecinnym głosem: "Panie Lever, mężczyźni klękają tylko wtedy, gdy zrobią coś złego".
Jepson zaniemówił.
Valeria poczuła się bezradna. "Czy osoba, z którą mamy się spotkać, to ten facet?"
"Kto?" - Jepson wyglądał na zdezorientowanego.
Minęły cztery lata, a Valeria nie chciała ani razu wymówić imienia "Hackett". Sama myśl o tym wywoływała u niej mdłości i obrzydzenie. Chciała na zawsze odciąć się od tego imienia.
"Dziedzic James Group! Czy to z nim mamy się spotkać?" Gdyby to był ten drań, odwróciłaby się i wyszła, bez względu na konsekwencje.
"Mówisz o magnacie, Hackettcie Jamesie? Nie, on jest zajęty swoimi codziennymi sprawami. Spotka się z nami wiceprezes firmy" - wyjaśnił Jepson.
Valeria w końcu odetchnęła z ulgą. Ale słysząc imię "Hackett", poczuła guzek w gardle, a fala obrzydzenia wstrząsnęła jej pięknymi oczami.
"W takim razie chodźmy. Ale mogę zostać tylko pół godziny, ani minuty dłużej."
Po tych słowach chwyciła Alexa i ruszyła w stronę windy.
Jepson spojrzał na plecy Valerii i Alexa i odetchnął z ulgą. Przynajmniej udało mu się ich zatrzymać. W przeciwnym razie jego praca byłaby zagrożona.
We trójkę dotarli do sali konferencyjnej na szesnastym piętrze.
Nagle Alex powiedział: "Mamo, muszę siusiu! Już nie wytrzymam!"
"Zabiorę Alexa do toalety. Wejdź i porozmawiaj z nimi. Nalegałeś na mnie tak długo, proszę." Jepson podniósł Alexa z ziemi i ruszył prosto do toalety.
Valeria bezradnie pokręciła głową, a następnie odwróciła się, by wejść do sali konferencyjnej. Nie spodziewała się, że w ciągu tych czterech lat, kiedy jej nie było, Alcomara przeszła wstrząsające zmiany, a nawet James Group zmieniła siedzibę.
Pół godziny to pół godziny, ani sekundy dłużej.
Valeria wyszła z sali konferencyjnej. Jej twarz była początkowo zimna, ale gdy zobaczyła syna, pojawił się na niej łagodny uśmiech. "Chodźmy. Mama zabierze cię na coś pysznego."
"Tak! Mama jest najlepsza!"
Pulchna mała rączka chwyciła jej dłoń, a ona mocno ją ścisnęła.
W tych latach jedynym filarem wsparcia dla Valerii był Alex, który pomógł jej przetrwać niekończący się mrok. Była wdzięczna, że nie usunęła dziecka. Podjęła właściwą decyzję, zatrzymując go.
"Alex, co chcesz zjeść?"
"Hmm... Chcę makaron..."
W tym samym czasie, w rogu korytarza, grupa ludzi otaczała Hacketta, gdy szli w kierunku sali konferencyjnej, najwyraźniej zdając mu relację z pracy.
Valeria słuchała, jak jej syn mówi z łagodnym uśmiechem, a następnie podeszła do rogu. Uśmiech na jej twarzy zamarł, a jej oczy wypełnił szok.
"To on!" - krzyknęła w duchu. "Hackett James!"
Minęły cztery lata. Jednak stało się to, czego obawiała się najbardziej!
Valeria natychmiast cofnęła się, ukrywając się, i wyjęła z torebki okulary przeciwsłoneczne, by je założyć.
Jepson wyglądał na zdezorientowanego. "Co się dzieje?"
"Chodźmy schodami."
Valeria pochyliła się i podniosła syna, kierując się w stronę schodów. Mimo że miała na sobie ośmiocentymetrowe szpilki, nadal niosła Alexa i oddalała się.
"Po co iść schodami, skoro jest winda? A poza tym masz na sobie szpilki. Nie jesteś zmęczona?" Jepson naprawdę nie mógł zrozumieć, dlaczego Valeria to robi. Poszedł za nią, trochę bezradny.
"Chcę jechać windą, mamo. Wchodzenie po schodach jest męczące."
"Nie martw się. Mama cię poniesie." Była zdeterminowana, by nie dopuścić do tego, by Hackett odkrył istnienie tego dziecka.
W tym momencie Hackett przybył z kadrą kierowniczą firmy. Był ubrany w idealnie skrojony czarny garnitur, nadal elegancki i przystojny, z nutą dojrzałości w oczach.
Nagle z przodu dobiegł cichy krzyk. "Mamo!"
Słowo "Mamo" przykuło uwagę Hacketta. Podniósł wzrok, a w jego ciemnych oczach pojawił się cień zaskoczenia.
Jak olśniewający błysk światła, w jego polu widzenia pojawiła się kobieca postać. Kobieta nie była niczym specjalnym, ale dlaczego jej plecy wydawały się tak znajome? Ta postać wydawała się tak znajoma, że nakładała się na jego byłą żonę, Valerię, której nie widział od czterech lat!
Valeria?
Kobieta wydawała się wahać i spojrzała wstecz, ale jej twarz była zasłonięta głównie okularami przeciwsłonecznymi, co utrudniało wyraźne widzenie czegokolwiek.
Jednak Hackett w niewytłumaczalny sposób ruszył dużymi krokami, by ją dogonić, tworząc dystans między sobą a grupą za nim.
"Panie James! Sala konferencyjna jest w tę stronę!" - krzyknęła sekretarka z tyłu, ale Hackett zdawał się nie słyszeć.
Hackett podążył za znajomą postacią na schody, ale nic nie znalazł.
Jego brwi zmarszczyły się.
"Czyżbym się pomylił?" - zastanawiał się. Wpatrywał się w puste schody przez kilka sekund, a następnie odwrócił się i odszedł.
Myśl o tym była absurdalna. Ta kobieta zniknęła na cztery lata. Jak mogła pojawić się w James Group?
W ciągu tych czterech lat próbował również dowiedzieć się, gdzie przebywa Valeria, ale wydawało się, że wyparowała z powierzchni Ziemi, nie pozostawiając po sobie śladu.
Z tego powodu jego dziadek, Barron, prawie zerwał ich relacje dziadek-wnuk.
Jednak w tym momencie Valeria zakrywała usta Alexa, ukrywając się za drzwiami na schodach. Nawet Jepson musiał posłusznie milczeć z boku.
Przed chwilą brakowało niewiele. Hackett odkryłby ją i Alexa, gdyby zrobił jeszcze dwa kroki.
Alex mrugał swoimi dużymi, okrągłymi oczami, a jego twarz wyglądała uroczo.
Usłyszawszy odgłos oddalających się ciężkich kroków, Valeria zwolniła uścisk na ustach Alexa, czując się trochę winna. "Przepraszam, Alex. Mama nie chciała. Czy cię skrzywdziłam?"
Jak mały dżentelmen, Alex objął ją i powiedział: "Nic się nie stało, mamo. Zawsze ci wybaczę."
Usłyszawszy to, Valeria na chwilę osłupiała, a następnie uśmiechnęła się. Rzeczywiście, był jej dobrym i dorosłym synem.
Jepson nawet nie rozumiał, dlaczego musieli się przed chwilą ukryć. "Valeria, dlaczego musieliśmy się ukryć? Nawet gdybyśmy wpadli na Hacketta, moglibyśmy się po prostu przywitać, prawda? Masz lęk społeczny czy coś?"
Valeria nie chciało się tłumaczyć. "Po prostu tak to sobie wyobraź."
















