Odszedł, a reszta dziewcząt patrzyła na mnie, jakby w raju były kłopoty, albo czy coś przeoczyłam?
– Yyy… Zaraz wracam – wymamrotałam do nikogo konkretnego i otarłam ręce o sukienkę. Poszłam prosto za nim i weszłam do jego gabinetu.
Jego biurko było wciąż starannie uporządkowane, co oznaczało, że ledwo coś dzisiaj zrobił.
– Wzywał mnie pan, sir.
– Tak – odpowiedział, nie pozwalając, by na jego twa














