POV: RONAN
Maskując narastający niepokój pod wyćwiczoną, niezachwianą powierzchownością, wymusiłem na swojej postawie absolutne opanowanie. Minąłem mężczyzn o ponurych twarzach, odsunąłem krzesło i zająłem swoje należne miejsce u szczytu ciężkiego, mahoniowego stołu. Posłałem każdemu z nich ostre, wyrachowane skinienie głowy, zauważając niespodziewanych wysłanników wprost z pałacu.
– Przepraszam,












