Kiedy Vanessa spotyka się po raz pierwszy w cztery oczy zDominikiem, miliarderem, który ma zostać jej mężem, od razu wie, że jej życie małżeńskie będzie dalekie od tego, o czym zawsze marzyła. Nie tylko musi nauczyć się żyć z jego arogancją i protekcjonalnym nastawieniem, ale także z faktem, że on nadal jest ze swoją dziewczyną. Oczekuje się od niej, że będzie milczeć na temat prawdy i znać swoje miejsce w tym zaaranżowanym małżeństwie, ale nigdy nie była typem osoby, która pozwalałaby komukolwiek sobą pomiatać. Kiedy jej śmiała i odważna natura nie pozwala na to, by ona i on robili z nią, co chcą, stawia im czoła, a przy okazji pokazuje Dominikowi, do czego jest zdolna. Potrafi być słodka, ale i zawzięta. Czy udając przed całym światem głębokie uczucie, zdołają rozwinąć prawdziwe emocje i sprawić, by ich małżeństwo stało się tym, czym zawsze powinno być?

Pierwszy Rozdział

Perspektywa Vanessy: Jest już dziesięć po osiemnastej, a ja wciąż siedzę sama w luksusowym apartamencie, w którym mam się spotkać z Dominikiem Richardsem, moim przyszłym mężem. Pomijając wszystko, co wyczytałam o nim w artykułach, jest dla mnie zupełnie obcym człowiekiem. Rozmawialiśmy ze sobą zaledwie dwa razy, i to za każdym razem w obecności naszych rodziców. Pierwszy raz podczas naszego przedstawienia na imprezie firmowej, a drugi na przyjęciu urodzinowym mojego ojca, zorganizowanym przez pana Richardsa, ojca Dominika. Poza tym nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Próbowałam wtedy z nim porozmawiać, ale zdawał się mnie unikać i do dziś zastanawiam się dlaczego. To nasza pierwsza rozmowa w cztery oczy, i to on napisał do mnie, żebyśmy się tu spotkali. Mimo że nalegał, bym przyszła wcześniej, sam jest spóźniony i zaczynam wątpić, czy w ogóle się pojawi. Siedząc i czekając, nie mogę przestać rozglądać się po luksusie, w jakim on i jego rodzina żyją. Nawet ten wspaniały hotel należy do nich. Jest potentatem biznesowym i miliarderem. Bez względu na to, jak na to patrzę, robię to tylko dla mojego ojca, ponieważ to małżeństwo ma przynieść mu korzyści. Gdy rozmyślam o wszystkich dobrych rzeczach, które dzięki temu małżeństwu spotkają moją rodzinę, drzwi wreszcie się otwierają i wchodzi Dominic. Zwalnia na chwilę, spoglądając na telefon i pisząc wiadomość, po czym chowa go do kieszeni spodni. Ma na sobie czarny, szyty na miarę garnitur. Następnie podchodzi do okrągłego stołu, nawet na mnie nie patrząc, zajmując mnóstwo miejsca aroganckim wymachiwaniem ramionami. Mimo arogancji bijącej z jego mowy ciała, nie mogę przestać się w niego wpatrywać, bo jest tak przystojny. Może i nie znamy się osobiście, ale nie mogę zaprzeczyć, jak bardzo jest atrakcyjny. Gdy podchodzi do stołu, nonszalancko odsuwa krzesło po drugiej stronie i siada, przeczesując dłonią swoje jedwabiste włosy. Spodziewam się, że odezwie się pierwszy, ale gdy milczenie się przedłuża, czuję się niezręcznie, więc postanawiam coś powiedzieć. – Dobry wieczór – posyłam mu uśmiech, starając się ze wszystkich sił, by wyglądał na szczery. – Długo ci to zajęło – odpowiada arogancko, a wyraz jego twarzy idealnie pasuje do postawy. – Słucham? – Marszczę brwi, nie spodziewając się, że tak otwarcie okaże swoją arogancję. Opiera się na krześle, przechyla głowę i mówi: – Powinnaś była mnie przywitać, jak tylko wszedłem. Czy on mówi poważnie? Jakże protekcjonalnie mnie traktuje. Nigdy w życiu nie pozwalałam sobie wejść na głowę i na pewno nie zamierzam teraz tego zmieniać. Dlatego próbuję coś powiedzieć i sprzeciwić się temu niewiarygodnemu brakowi szacunku, jaki mi okazuje. – Dlaczego miałabym oczekiwać, że przywitam… – Dość, przejdźmy do rzeczy – przerywa mi, wyjmując telefon. Opieram się na krześle, prychając z czystym niedowierzaniem. Mimo największych starań nie potrafię ukryć rozczarowania. Jednakże przypominam sobie, co jest stawką, więc tylko lekko kiwam głową. – Dobrze, przejdźmy do rzeczy, tak jak powiedziałeś. – Bierzemy ślub za kilka tygodni, o czym już wiesz, a kiedy to nastąpi, będziesz przez cały czas dostosowywać się do mojego harmonogramu – oświadcza stanowczo, a jego spojrzenie wwierca się w moje, gdy pochyla się nad stołem. – Będziesz uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach, które uznam za konieczne, czy ci się to podoba, czy nie. Jego ton jest nie tylko wyjątkowo protekcjonalny, ale także autorytarny, lecz to nie jest moment, by dać po sobie poznać, że czuję się zastraszona, bo prawda jest taka, że wcale nie jestem. Dlatego prostuję ramiona i patrzę mu prosto w oczy. – Zrozumiałam – odpowiadam, a mój głos jest pewny i nie zdradza żadnych oznak wahania. To nasza pierwsza prywatna rozmowa i nie pozwolę mu dostrzec we mnie ani cienia słabości. – I oczekuję, że będziesz utrzymywać określony wizerunek publicznie, bez względu na to, dokąd pójdziemy – kontynuuje, a jego ton wciąż jest protekcjonalny. – Jako moja żona, staniesz się moim odbiciem, i nie będę tolerował żadnego zachowania, które mogłoby zaszkodzić mojej doskonałej reputacji. Biorę głęboki oddech, zaciskając pięści pod stołem i zmuszając się do zachowania spokoju. Ale w głębi duszy mam ochotę na niego naskoczyć. Jednak nie mogę. Tak wiele od tego zależy. – Jak sobie życzysz. Zrobię wszystko, co konieczne, by podtrzymać twój wizerunek – odpowiadam, ponownie stanowczym tonem. Mimo narastającej we mnie wściekłości, wiem, że muszę trzymać język za zębami dla dobra firmy mojego ojca. Mam świadomość, że jeśli okażę jakikolwiek opór wobec tego, co mówi, bez wątpienia tylko bardziej skomplikuje to sprawy. Chociaż zgadzam się na małżeństwo z rozsądku, nie pozwolę, by jego arogancja i protekcjonalna postawa mnie złamały. Odegram swoją rolę w tej szaradzie, wszystko w imię uratowania tego, co jest dla mnie najważniejsze. Poślubienie go to jedyny sposób, by zapewnić stabilność finansową, której tak desperacko potrzebuje moja rodzina. Staram się odsunąć na bok uczucia i skupić na szerszej perspektywie. Przed spotkaniem z nim zakładałam, że przychodzimy tu, by się poznać, ale teraz wiem, że dla niego to wszystko nie ma żadnego znaczenia. Już widzę nasze interakcje pozbawione jakichkolwiek prawdziwych emocji czy więzi. Gdy patrzę, jak mówi dalej, nie przestając pisać na telefonie, jego słowa tną mnie jak nóż. Nie mogę zignorować nieprzyjemnego uczucia w żołądku. To straszny dupek. – Wspomniałem już, że będziesz uczestniczyć w wydarzeniach, które uznam za konieczne, i utrzymywać określony wizerunek publiczny. Chociaż to już omówiliśmy, jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której chciałbym porozmawiać osobno. Wiesz o sierocińcu i szpitalu dziecięcym, które założyłem lata temu? – Tak. – Te dzieci są dla mnie cenne, więc nawet jeśli cię to nie obchodzi, udawaj, że jest inaczej, gdy kamery będą włączone. Jego ton jest wręcz groźny, a ja zastanawiam się, jak taki arogancki dupek może tak głęboko przejmować się potrzebującymi dziećmi. To jedyna rzecz, którą w tej chwili potrafię w nim docenić. Zaraz potem ponownie przyciąga moją uwagę, zmieniając temat. – Żebyś wiedziała, nie byłaś moim pierwszym wyborem. Robię to z powodu mojego ojca. Nie pozwoli mi przejąć firmy, dopóki nie będę żonaty, i to musisz być ty. Zaciskam zęby, by zachować spokój. W tej chwili zastanawiam się, jak spędzę resztę życia z Dominikiem, który widzi we mnie jedynie pionka w swojej grze o władzę i kontrolę. Niezależnie od tego, co teraz czuję, po raz kolejny przypominam sobie, że robię to dla wyższego dobra i zrobię wszystko, co w mojej mocy, by uratować firmę ojca, nawet jeśli oznacza to poświęcenie własnego szczęścia. To nie jest historia miłosna, jakiej pragnę. W idealnym świecie byłoby to małżeństwo pełne miłości i szczęścia, a nie tylko zimny kontrakt. Ale bez względu na to, jak bardzo już go nie lubię, zniosę jego arogancję i chłód. Zostanę idealną żoną, nawet jeśli będzie to oznaczać rezygnację z własnych marzeń. Jedynym plusem w tym wszystkim jest to, że cała jego rodzina mnie uwielbia. – Lepiej zanotuj sobie wszystko, co ci właśnie powiedziałem – mówi do mnie, w końcu opierając się na krześle. Natychmiast spogląda na swój telefon, by znowu coś napisać. Mógłby przynajmniej odłożyć go na bok, dopóki nie skończymy, ale to tylko pokazuje, jak bardzo nie ceni mojej obecności. Mimo tego, co czuję, odpowiadam stanowczo: – Zanotowałam sobie wszystko. – Dobrze. Jakieś pytania? Czuję, że z powodu smutku mam ochotę natychmiast opuścić ten apartament, ale muszę zostać i przynajmniej udawać, że chcę tu być. To jest ten moment, w którym powinnam zadawać pytania, ale nie mam absolutnie nic do zapytania takiemu dupkowi jak on. – Nie mam żadnych pytań. – Kręcę głową. – Ja mam pytanie. Jesteś dziewicą? Jego pytanie kompletnie mnie zaskakuje, a moje oczy lekko się rozszerzają. On nie odrywa wzroku, a jego arogancja ani na chwilę nie znika. Szybko się opanowuję, by odpowiedzieć. – Tak, jestem. Gdy tylko udzielam mu odpowiedzi, unosi brwi. – I dziewicą pozostaniesz. Nie mam zamiaru cię nigdy dotknąć – mówi do mnie. – W porządku. – Ale tylko spójrz na siebie. – Gładzi się po brodzie, patrząc na mnie z drugiego końca stołu, po czym bierze się w garść na dźwięk otwieranych drzwi. – Czas, żebyś poznała Carmellę. – Kim jest Carmella? – Jestem kompletnie zdezorientowana. – To ona. – Wskazuje na drzwi za sobą, a ja wciąż nic nie rozumiem. Gdy drzwi się otwierają, do środka wchodzi wysoka dziewczyna o idealnej figurze, a jej długie, falujące blond włosy tylko dodają uroku jej efektownej, opinającej ciało sukience i wysokim obcasom. Chociaż głównie skupiam się na niej, kilka razy zerkam na niego, a on wciąż intensywnie mi się przygląda. Co dzieje się w jego głowie? Odwracam wzrok i ponownie skupiam się na Carmelli. Wciąż nie wiem, kim ona jest, i mam nadzieję, że wkrótce mi to wyjaśni. Kiedy jest już wystarczająco blisko stołu, doznaję szoku. On chwyta ją w talii, pochyla się, pozwalając jej wygiąć plecy w łuk, a potem, na moich oczach, pogrążają się w namiętnym pocałunku.

Odkryj więcej niesamowitych treści