Jedna noc z kuzynem-miliarderem mojego byłego

Jedna noc z kuzynem-miliarderem mojego byłego

Autor: Oliviaaaaa12

Odejdę
Autor: Oliviaaaaa12
15 cze 2026
Genevieve obudziła się, zanim słońce w pełni wzeszło, a blady świt przesączał się przez ciężkie zasłony hotelowego pokoju. Mrugnęła kilka razy, zdezorientowana, zanim wydarzenia poprzedniej nocy do niej powróciły. Dominic leżał obok niej, z ramieniem przerzuconym przez jej talię, oddychając głęboko we śnie. Delikatnie uniosła jego rękę, uważając, by go nie obudzić, i wyślizgnęła się z łóżka. Jej ubrania leżały starannie złożone na komodzie. Nie pamiętała, żeby podnosiła je z podłogi, ale cieszyła się, że on to zrobił. Szybko je ubrała, zachowując ciszę. Serce biło jej w piersi, gdy ruszyła ku drzwiom. Zatrzymała się, widząc kluczyki do auta na stoliku przy wyjściu, i zawahała się, spoglądając na Dominica. Wciąż spał, a jego twarz w półmroku wydawała się spokojna. Rozważała zostawienie mu liściku z podziękowaniem, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Chwyciła kluczyki, wzięła głęboki oddech i cicho wymknęła się z pokoju. Pospieszyła opustoszałym korytarzem do windy, a potem na zewnątrz budynku. Chłodne poranne powietrze uderzyło ją niczym policzek, gdy wyszła z hotelu. Poczuła ulgę, gdy dostrzegła swój samochód na parkingu; wyglądał na nieco sfatygowany, ale był sprawny. Wsiadając do środka, zamarła. Jej telefon leżał na siedzeniu pasażera, a ekran świecił od nieodebranych powiadomień. Podniosła go i zobaczyła niezliczone połączenia od rodziców, Sebastiana i Isabelli. Serce Genevieve zamarło, gdy wpatrywała się w ekran, ale na żadne z nich nie oddzwoniła. Każdy numer oznaczał rozmowę, na którą nie była gotowa, i osąd, któremu nie chciała stawiać czoła. Z zacisniętą szczęką rzuciła telefon z powrotem na siedzenie, odpaliła auto i odjechała, a wydarzenia ostatniego dnia odtwarzały się w jej głowie niczym zapętlony film. Droga do domu była jak mgła. Kiedy w końcu podjechała pod budynek, było na tyle wcześnie, że okolica wciąż pogrążona była w porannym spokoju, ale w jej domu panował już ogromny ruch. Ten widok – dekoracje, kwiaty, gorączkowa krzątanina – był jak cios w żołądek. To nie była już jej rzeczywistość. To była fantazja zbudowana na kłamstwach. Zaparkowała i potrzebowała chwili, by nabrać sił, zanim wysiądzie. Gdy podeszła do drzwi, te otworzyły się gwałtownie. Stał w nich jej ojciec, a na jego twarzy malowała się mieszanka troski i wściekłości. – Genevieve! – ryknął, a jego głos ociekał gniewem i niedowierzaniem. – Gdzieś ty się, do diabła, podziewała? Oskarżenie zawisło w powietrzu niczym fizyczny cios. Genevieve wpatrywała się w ojca, którego twarz wykrzywiał gniew, i poczuła, jak w jej żołądku osiada lodowata pustka. Zanim zdążyła odpowiedzieć, za jego plecami pojawili się Sebastian i Isabella, wyglądający na równie ulżonych, co zaniepokojonych. Sebastian wyciągnął do niej rękę. – Genevieve, dzięki Bogu, że nic ci nie jest. Gdzie byłaś? Tak bardzo się martwiliśmy. Genevieve cofnęła się, unikając jego dotyku, a jej wyraz twarzy był chłodny i zdystansowany. Przeszła obok nich do środka, gdzie w holu czekała na nią macocha. – Mogłaś chociaż odbierać telefony. Napędziłaś nam wszystkim strachu. Idź pod prysznic – powiedziała macocha tonem łagodnym, lecz stanowczym. – Musimy szykować się do ślubu. – Żadnego ślubu nie będzie – ogłosiła Genevieve głosem opanowanym i na tyle donośnym, by wszyscy ją usłyszeli. W pokoju zapadła ogłuszająca cisza. Sebastian pobladł, otwierając i zamykając usta bez słowa. – Co ty wygadujesz? – zdołał w końcu wykrztusić. – Dokładnie to, co powiedziałam – odparła Genevieve niewzruszona. – Nie wyjdę za ciebie, Sebastianie. Twarz jej ojca przybrała odcień czerwieni, jakiego Genevieve nigdy wcześniej nie widziała. – Jak to: nie bierzesz ślubu? Jak możesz spędzać noc przed weselem Bóg wie gdzie, wracać cuchnąc męską wodą kolońską, a potem mówić, że nie wychodzisz za mąż? Isabella wystąpiła naprzód z troską na twarzy. – Genevieve, co się dzieje? Czy to tylko panika przedślubna? Genevieve odwróciła się do przyrodniej siostry, która okazała się obcą osobą ukrytą pod maską udawanego współczucia. Obraz zdrady odbił się w jej pamięci, jasny jak słońce. „Jak mogłam być tak ślepa?” – zastanawiała się, patrząc na Isabellę z pustym wyrazem twarzy, czując falę gniewu i rozczarowania. „Jak mogłam nigdy nie zauważyć, jaką jesteś wyrachowaną suką?” – pomyślała, ale nie powiedziała ani słowa. Głos ojca przerwał jej myśli, głośny i pełen furii. – Masz natychmiast iść na górę, przygotować się i wyjść za Sebastiana, albo przestajesz być częścią tej rodziny! Serce Genevieve ścisnęło się na te słowa. Bolało ją, że ojciec bardziej dba o ceremonię niż o jej dobrostan. Wzięła głęboki oddech i wyprostowała się. – Nie biorę ślubu. To była moja decyzja, żeby wyjść za mąż, a teraz już tego nie chcę. Możesz robić, co chcesz, tato. Twarz ojca wykrzywiła się z wściekłości. – Jeśli nie wyjdziesz dziś za Sebastiana, to wynoś się z tego domu i nie wracaj. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy! Genevieve poczuła ukłucie smutku, ale nie ugięła się. – Dobrze. Odejdę – zadeklarowała, bo sama też potrzebowała czasu i przestrzeni. Potrzebowała dystansu zarówno od Sebastiana, jak i od Isabelli. Nie mogła znieść patrzenia im w oczy i nie chciała pozwolić, by kiedykolwiek dowiedzieli się, jak bardzo ją zranili. Szok w pomieszczeniu był niemal namacalny, gdy odwróciła się i ruszyła po schodach, a macocha i Isabella natychmiast pobiegły za nią. Zanim którakolwiek z nich zdążyła wejść do jej sypialni, zatrzasnęła im drzwi przed nosem i przekręciła klucz. Chwyciła walizkę i zaczęła się pakować; jej ręce lekko drżały, ale determinacja była niezachwiana. Zabrała paszport i najpotrzebniejsze rzeczy, wykonując mechaniczne ruchy, by nie dopuścić do głosu kłębiących się w niej emocji. Genevieve rzuciła ostatnie spojrzenie na swój pokój, po czym zeszła na dół z walizką w ręku. Na dole wciąż niosło się echo wściekłego głosu ojca, którego macocha próbowała uspokoić, podczas gdy Sebastian i Isabella szeptali coś do siebie nerwowo. Gdy stanęła na ostatnim stopniu, ojciec posłał jej nienawistne spojrzenie. – Naprawdę zamierzasz odejść? Genevieve skinęła głową, napotykając jego wzrok. – Tak. Bez słowa przeszła obok nich wszystkich, wyszła przez frontowe drzwi i ruszyła ku nowej, niepewnej przyszłości, która na nią czekała.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Odejdę – Jedna noc z kuzynem-miliarderem mojego byłego | Czytaj powieści online na beletrystyka