Usłyszenie tych słów z ust Sebastiana i Isabelli było bolesne, ale widok ich dwojga splecionych w łóżku był czymś znacznie gorszym.
Genevieve zaparło dech w piersiach, a żądło zdrady ugodziło ją głęboko. Cofnęła się, widząc wszystko jak przez mgłę z powodu łez, i wybiegła z domu, czując, jak serce wali jej w piersi.
Wsiadła do samochodu i odjechała, pragnąc znaleźć się jak najdalej od nich.
Myślała o powrocie do domu, ale nie mogła. Nie chciała nikogo widzieć. Nie chciała stawiać nikomu czoła. Nie wyobrażała sobie patrzenia w twarz Isabelli.
Po prostu nie mogła.
Jechała przed siebie, a łzy zamazywały jej obraz, aż w końcu zderzyła się z innym pojazdem. Pisk opon i chrzęst gnącego się metalu wyrwały ją brutalnie z otrętwienia.
Jej auto gwałtownie zarzuciło, uderzyła w hamulce, a siła odśrodkowa rzuciła nią do przodu, zanim samochód ostatecznie zatrzymał się z potężnym wstrząsem.
Zdezorientowana, szarpnęła głową, czując, jak serce łomocze o żebra. Ręce drżały jej na kierownicy, a umysł wciąż mroczyły skutki uderzenia.
Na środku skrzyżowania drugi samochód, lśniący czarny sedan, stał pod skosem z pogniecionym zderzakiem. Z tylnego siedzenia wysiadł mężczyzna w nienagannym garniturze; jego twarz wykrzywiał grymas wściekłości.
Gdy ruszył w jej stronę, Genevieve przygotowała się na słowną napaść. Jednak gdy podszedł bliżej, jego gniew ustąpił miejsca zaniepokojeniu, a Genevieve zrozumiała, że nie jest na to przygotowana.
Kiedy był już przy niej, złość w jego oczach złagodniała na widok zapłakanej twarzy dziewczyny i rozmazanego tuszu do rzęs.
– Co ty, do diabła, wyprawiasz? Chcesz zabić siebie i innych? – zapytał, a w jego głosie, mimo gniewu, pobrzmiewała nuta troski.
Genevieve otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale wydobył się z nich tylko stłumiony szloch. Opadła na oparcie fotela, chowając twarz w dłoniach.
Mężczyzna zawahał się, frustracja walczyła w nim z odruchem współczucia. – Hej, nic ci nie jest? – zapytał tym razem łagodniej.
Genevieve nie była w stanie odpowiedzieć; po prostu płakała, a szloch wstrząsał całym jej ciałem.
– Dokąd jedziesz? – zapytał w końcu, choć na skroni pulsowała mu żyła. – Zawiozę cię tam.
Genevieve pokręciła głową, a jej głos był stłumiony przez dłonie. Myśl o spotkaniu z kimkolwiek i tłumaczeniu się z koszmaru, w którym się znalazła, była nie do zniesienia.
– No dalej, paniusiu – upierał się mężczyzna, głosem stanowczym, lecz życzliwym. – Nie nadajesz się do prowadzenia, a twój samochód też nie dojedzie daleko. Pozwól, że cię podwiozę – nalegał.
Genevieve milczała, mając przed oczami obraz Isabelli i Sebastiana – okrutne przypomnienie jej zrujnowanego świata.
Mężczyzna westchnął, w jego głosie pojawiło się zniecierpliwienie. – Słuchaj – powiedział szorstko – albo pozwolisz, że zawiozę cię w bezpieczne miejsce, albo dzwonię na policję i załatwimy to inaczej.
Genevieve podniosła wzrok i zerknęła na pojazdy, gdy dotarła do niej waga jego groźby. Użeranie się z policją, ubezpieczeniem i konsekwencjami było ostatnią rzeczą, której teraz potrzebowała.
Z drżącym skinieniem głowy uznała swoją porażkę. – Dobrze – wychrypiała, a jej głos był zachrypnięty od płaczu.
– Świetnie – powiedział, a na jego twarzy odmalowała się ulga. – Wsiadaj do mojego auta. Zajmę się twoim samochodem i zostanie ci dostarczony.
Niechętnie skinęła głową i wysiadła. Poprowadził ją do swojego wozu, pomógł wsiąść na miejsce pasażera, po czym dał znak swojemu kierowcy, by zajął się jej autem i przyjechał nim za nimi.
Genevieve ukradkiem zerknęła na swojego towarzysza, gdy wsiadał do środka. Był przystojny w surowy sposób, z ciemnymi włosami opadającymi na czoło. Kiedy odwrócił się w jej stronę, napotkała przeszywające niebieskie oczy, w których czaiła się ciekawość.
– Dokąd? – zapytał, wciąż z troską w głosie.
Genevieve zagryzła wargę, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Gdziekolwiek. Dosłownie gdziekolwiek, byle nie do domu, byle nie do swojego życia, byle z dala od koszmaru, przed którym uciekała.
– Gdziekolwiek. Po prostu zabierz mnie gdziekolwiek – odpowiedziała szeptem.
Mężczyzna uniósł brew, a w jego oczach mignęło rozbawienie. – To mało precyzyjne – stwierdził z lekkim uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.
Determinacja Genevieve wzrosła. Nie chciała rozmowy, nie chciała litości. Jedyne, czego pragnęła, to chwilowej ucieczki, krótkiego wytchnienia od ruin, w które zamieniło się jej życie.
Nagle w jej głowie zrodziła się szaleńcza myśl, owoc desperacji i złamanego serca.
– Do ciebie – wypaliła, zaskakując samą siebie.
Uśmiech mężczyzny zniknął, zastąpiony przez wyraz całkowitego osłupienia. – Do mnie? – powtórzył. – Co masz na myśli?
– Gdziekolwiek jedziesz, będzie dobrze – nalegała.
Westchnął, wyraźnie niepewny, ale nie mając wyjścia, ruszył w stronę swojego hotelu, a w głowie kłębiły mu się pytania.
Podróż upłynęła głównie w milczeniu, przerywanym jedynie cichym pociąganiem nosem, nad którym nie potrafiła zapanować.
Gdy zatrzymali się przed luksusowym hotelem, mężczyzna odwrócił się do niej. – Jesteś pewna, że nie chcesz jechać do domu albo do szpitala? – zapytał z troską.
Genevieve potrząsnęła głową. Łzy w końcu przestały płynąć, pozostawiając po sobie bolesną pustkę.
Mężczyzna wydawał się wahać, ale po chwili westchnął. – No dobrze – powiedział. – Słuchaj, nie wiem, co się dzieje, ale jeśli chcesz o tym porozmawiać, chętnie wysłucham.
– Dzięki – wymamrotała, gdy pomagał jej wysiąść i prowadził do swojego apartamentu, zostawiając kierowcę, by zajął się autami.
Wewnątrz poprowadził ją do kanapy i przyniósł szklankę wody. Przyjęła ją drżącymi dłońmi.
– Co się stało? – zapytał cicho, siadając obok niej. – Dlaczego płakałaś?
Genevieve nie potrafiła mu powiedzieć. Słowa były zbyt bolesne, by wypowiedzieć je na głos. Tylko pokręciła głową, a nowe łzy spłynęły jej po policzkach.
Widząc, że nie chce rozmawiać, wstał. – Jeśli nie masz nic przeciwko, muszę się odświeżyć. To był długi dzień – powiedział i nie czekając na odpowiedź, wszedł do sypialni.
Kiedy wyszedł z łazienki, był zaskoczony, widząc ją stojącą w pokoju.
– Co tu robisz? Potrzebujesz czegoś? – zapytał, jako że jedyną rzeczą, która zakrywała jego ciało, był ręcznik owinięty wokół bioder.
– Czy jesteś żonaty? – zapytała, patrząc na niego z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, który go zszokował.
Mrugnął z zaskoczenia. – Nie. Dlaczego…
– Zaręczony? Masz dziewczynę? – przerwała mu.
Był zdziwiony tym przesłuchaniem, ale odpowiedział: – Nie.
– Czy chciałbyś się ze mną przespać? – zapytała bez ogródek.
















