W chwili, gdy jego usta dotknęły jej warg, Genevieve zesztywniała. Słyszała o molestowaniu w miejscu pracy i o tym, jak wpływowi ludzie uwielbiają nadużywać swojej władzy, ale nigdy nie sądziła, że sama padnie tego ofiarą.
Nigdy by nie przypuszczała, że ktoś taki jak Dominic Sterling może zachować się w ten sposób – pomyślała Genevieve, czując narastający gniew.
Odepchnęła go i cofnęła się; jej zielone oczy ciskały gromy, a twarz poczerwieniała. – Co to ma znaczyć? – zażądała wściekle, zaciskając pięści, by powstrzymać się przed uderzeniem go.
Dominic nie mógł uwierzyć, że ona wciąż nie pamięta, nawet po pytaniach, które miały naprowadzić ją na właściwy trop.
– Domyślam się, że właśnie dlatego nie lubi pan wywiadów ani zdjęć w mediach. Nie chce pan, żeby ktokolwiek zobaczył, jakim typem człowieka pan jest – powiedziała, a on parsknął.
– A jakim typem człowieka według ciebie jestem, Gen? – zapytał, a ona posłała mu mordercze spojrzenie za zwracanie się do niej tak, jakby byli przyjaciółmi.
– Nie sądzę, byśmy byli na tyle blisko, by używał pan tego zdrobnienia – rzuciła jadowicie.
– Czy nie powinnaś raczej próbować przekonać mnie do zaakceptowania prośby, z którą tu przyszłaś? – zapytał Dominic, rozbawiony jej wybuchem.
Ta kobieta różniła się od tej, którą spotkał wtedy. Tamta była kłębkiem nerwów i emocji, ta tutaj wydawała się twarda.
– Zgodzi się pan na ten wywiad – powiedziała, postanawiając, że nie będzie go błagać.
– Doprawdy? A dlaczego miałbym to zrobić? – zapytał Dominic, siadając na krawędzi biurka i obserwując ją.
– Bo jeśli pan tego nie zrobi, ujawnię wszystkim, że jest pan obrzydliwą świnią. Być może to paskudne zachowanie uchodziło panu dotąd na sucho, ale ja jestem inna. Nie odpuszczę tak łatwo – zagroziła, a on się roześmiał.
– Wyjaśnijmy to sobie. Zamierzasz powiedzieć wszystkim, że się do ciebie przystawiałem i cię pocałowałem, jeśli nie udzielę wywiadu? – zapytał z niedowierzaniem.
– Dokładnie tak – odparła, na co on zachichotał.
– Czy to nie jest szantaż? – zapytał, a ona wzruszyła ramionami.
– Nazywaj to, jak chcesz. Molestował mnie pan – powiedziała beznamiętnie.
– Jeśli ktokolwiek kogoś tu molestował, to byłaś to ty, Genevieve Thorne, a nie ja – stwierdził, na co ona uniosła brew.
– Naprawdę? Zamierza pan zrobić z tego sprawę typu „moje słowo przeciwko pańskiemu”? – zapytała, a on się uśmiechnął.
– Nie masz żadnego dowodu, że cokolwiek ci zrobiłem. Ale ja mam dowód na to, co zrobiłaś ty – odrzekł Dominic, a ona zmarszczyła brwi.
– O czym pan mówi? – zapytała skonsternowana.
– Muszę przyznać, że jestem zraniony, Gen. Naprawdę zraniłaś moje uczucia i uraziłaś moje ego – powiedział, a ona znów poczuła niepokój, słysząc, jak mówi do niej tonem kogoś bliskiego.
– Czy my się już wcześniej spotkaliśmy? – zapytała Genevieve, bo im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej wydawał jej się znajomy.
– Czy chciałabyś się ze mną przespać? – zapytał Dominic, a widząc błysk oburzenia w jej oczach, potrząsnął głową.
– To było pytanie, które ty mi zadałaś, Genevieve. Jak możesz tak łatwo o mnie zapomnieć po tym, jak poprosiłaś mnie o seks? – zapytał, zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
Serce Genevieve zabiło mocniej, a z jej ust wyrwało się westchnienie, gdy dotarła do niej prawda. Jak mogła go nie poznać? Te oczy, tak podobne do oczu Sophii.
Jej umysł powrócił do tamtej nocy i gdy poskładała w całość jego zachowanie, stało się jasne, kim był.
Cofnęła się, zaprzeczając. – Nie wiem, kim pan jest, ani o czym pan mówi – skłamała, nie mogąc spojrzeć mu w oczy, choć jej policzki, które przed chwilą płonęły z gniewu, teraz płonęły ze wstydu.
Za nic w świecie nie zamierzała przyznać, że była tą rozwiązłą kobietą, którą spotkał sześć lat temu.
Wargi Dominica drgnęły. Dostrzegł ten błysk rozpoznania w jej oczach, zanim uciekła wzrokiem, więc wiedział już, że doskonale wie, kim on jest.
– Teraz już pamiętasz, prawda? Więc które z nas powinno oskarżyć to drugie o molestowanie? – zapytał Dominic, patrząc, jak jej wzrok wędruje ku drzwiom w poszukiwaniu ucieczki.
– Myślę, że pomylił mnie pan z kimś innym. Może powinniśmy przełożyć to spotkanie na inny termin – powiedziała Genevieve, odwracając się do wyjścia, ale Dominic chwycił ją za rękę.
– Może w takim razie pomogę ci odświeżyć pamięć? – zapytał, przyciągając ją do siebie gwałtownie.
– Co...?
Dominic ponownie przywarł swoimi ustami do jej warg, a tym razem nie było w tym nic delikatnego.
Genevieve położyła obie dłonie na jego piersi i próbowała go odepchnąć. – Przestań! Proszę, przestań! – błagała, czując, jak jej ciało zaczyna budzić się pod jego dotykiem.
Dominic przerwał i spojrzał na nią. Gdy nie chciała napotkać jego wzroku, uniósł jej podbródek palcem. – Pamiętasz już? – zapytał, rzucając jej spojrzeniem wyzwanie, by spróbowała zaprzeczyć jeszcze raz.
Powoli opuściła ręce. – Przepraszam, muszę iść – powiedziała i nie czekając na ani jedno słowo więcej, odwróciła się i uciekła z gabinetu.
Dominic odprowadził ją wzrokiem z uśmieszkiem na twarzy, ale nie próbował jej gonić ani zatrzymywać.
Nie obawiał się, że jej więcej nie zobaczy, skoro wiedział, że wróci do niego w interesach.
A nawet gdyby postanowiła nie wracać, łatwo by ją odnalazł. Znał już nie tylko jej imię, ale też wiedział, gdzie pracuje i że jest singielką – pomyślał z zadowoleniem.
Dominic nie mógł powstrzymać satysfakcji z tego, że przywrócił jej pamięć. Teraz nie mogła już temu zaprzeczać.
















