Dokładnie sześć lat po tym, jak Genevieve odeszła od ojca i opuściła kraj w poranek swojego ślubu, powróciła wraz z Sophią, swoją pięcioletnią córką, oraz Elarą, ich zaufaną od lat nianią.
Sześć lat temu nie tylko opuściła dom, ale i wyjechała z kraju, a teraz wracała. Nie dlatego, że pragnęła skonfrontować się z przeszłością czy stanąć twarzą w twarz z ojcem, ale dlatego, że chciała wrócić do kraju swojego urodzenia ze swoją córeczką.
Obrazy z ostatnich sześciu lat migotały jej przed oczami – oszustwo Sebastiana, zdrada Isabelli, nagły wyjazd, samotność w obcym kraju i nieoczekiwana ciąża.
Ukłucie gniewu przeszyło ją na myśl o ultimatum, jakie postawił jej ojciec tamtego ranka sześć lat temu – małżeństwo z Sebastianem albo całkowite odcięcie.
– Powinien był rozegrać to lepiej – wymruczała pod nosem, jak zawsze, gdy odtwarzała to zdarzenie w głowie.
Wciąż bolało ją i gniewało to, jak zareagował jej ojciec, podczas gdy powinien był po prostu spróbować skłonić ją do wyznania powodu odwołania ślubu.
To wszystko nie miało już teraz znaczenia. Liczyła się tylko jej mała córeczka. Sophia była teraz radością jej życia, a bycie mamą Sophii było jego najlepszą częścią.
Spoglądając w dół na Sophię, która spała twardo wtulona w nią, promienny uśmiech rozjaśnił twarz Genevieve. – Mój mały skarbie – szepnęła, a jej głos drżał od emocji, gdy pochyliła się i ucałowała czoło dziewczynki.
Sophia, czując usta matki, sennie otworzyła oczy i odwzajemniła uśmiech, po czym ponownie odpłynęła w sen.
Patrząc w niebieskie oczy Sophii, które – jak wierzyła – odziedziczyła po ojcu, wspomnienie beztroskiej nocy z nieznajomym wypłynęło na powierzchnię.
Odepchnęła to wspomnienie, nie chcąc myśleć o nim ani o nieznajomym, który dał jej najlepszy seks w życiu i najwspanialszy dar – Sophię.
Nie chciała myśleć o tym, jak przespała się z obcym mężczyzną, którego imienia nie znała i którego twarzy nie pamiętała, w desperackiej próbie zagłuszenia bólu zdrady.
Nieważne, jak wspaniały był to seks, ani to, że czasem myślała o tym, jak zupełnie obcemu człowiekowi udało się sprawić, że poczuła się tak dobrze – nie chciała się nad tym rozwodzić. Zwłaszcza że nie była nawet pewna, czy zdołałaby rozpoznać tego nieznajomego, gdyby ich drogi kiedykolwiek znów się skrzyżowały.
Gdy taksówka wiozła ich do zarezerwowanego hotelu, Sophia trajkotała bez końca, wyglądając przez okno i zadając pytania, na które Elara chętnie odpowiadała, podczas gdy Genevieve była pogrążona w myślach.
Głos taksówkarza wyrwał ją z zadumy. – Jesteśmy na miejscu, proszę pani – oznajmił, zatrzymując się przed luksusowym Sterling Grand Hotel.
Genevieve podziękowała mu, lekko się guzdrając przy płaceniu rachunku, podczas gdy jej towarzyszki wysiadały z auta.
Gdy tylko Genevieve odwróciła się, by wejść do hotelu, zamarła, gdy nagle dotarło do niej, że stoi przed tym samym budynkiem, w którym spędziła noc z tamtym nieznajomym sześć lat temu.
Kiedy polecono jej Sterling Grand jako hotel przyjazny dzieciom, nie zastanawiała się nad tym zbyt długo przed dokonaniem rezerwacji.
Czy to zbieg okoliczności, że to było pierwsze miejsce, w którym się zatrzymała po sześciu latach nieobecności? To samo miejsce, gdzie spędziła swoją ostatnią noc tutaj i gdzie poczęła się jej córka?
Węzeł nerwowego podniecenia zacisnął się w żołądku Genevieve. To był dziwny zbieg okoliczności, moment domknięcia kręgu, który jednocześnie ją niepokoił i ekscytował.
Słodko-gorzkie wspomnienia migotały na obrzeżach jej umysłu, ale szybko je odepchnęła i wzięła głęboki oddech, by się uspokoić.
Gdy Genevieve i jej mała ekipa wkroczyły do hotelowego lobby, pojawiła się postać w mundurze, z wprawą zabierając ich bagaże.
– Witamy w Sterling Grand, proszę pani. Pozwoli pani, że pomogę z torbami – zaproponował, podnosząc już walizki.
Genevieve skinęła głową, mrucząc podziękowania, po czym odwróciła się do Elary. – Możecie usiąść tam, a ja nas zamelduję – poinstruowała.
Lobby tętniło życiem. Kryształowe żyrandole migotały nad głowami, rzucając miękki blask na pluszowe fotele i złocone ramy obrazów.
Biorąc za rękę Sophię, której oczy były szeroko otwarte z zachwytu, Elara poprowadziła ją do aksamitnej sofy, gdzie obie usiadły, podczas gdy Genevieve podeszła do recepcji.
– Dobry wieczór. Mam rezerwację na nazwisko Genevieve Thorne.
Recepcjonistka, młoda kobieta z ciepłym uśmiechem, zaczęła pisać na komputerze. – Witamy, panno Thorne. Chwileczkę, już wywołuję pani rezerwację.
W międzyczasie Elara i Sophia usadowiły się na wygodnym szezlongu w lobby. Elara siedziała z pogodnym wyrazem twarzy, obserwując Sophię, która rozglądała się dookoła, chłonąc wielkimi niebieskimi oczami piękno hotelu.
Naprzeciwko nich Sophia dostrzegła postać pochyloną nad telefonem. Ciekawość wzięła górę i dziewczynka przysunęła się do krawędzi sofy, wbijając wzrok w mężczyznę.
Jakby wyczuwając jej spojrzenie, uniósł głowę. Ciepły i szczery uśmiech rozjaśnił mu twarz, a w kącikach oczu pojawiły się zmarszczki, gdy zobaczył małą dziewczynkę gapiącą się prosto na niego z nieskrywaną ciekawością.
– Witaj, maluchu! – przywitał się Dominic z przyjaznym uśmiechem, przyglądając się ślicznej dziewczynce.
– Panie, trzymanie telefonu tak blisko twarzy jest niezdrowe dla oczu! – oświadczyła dźwięcznym, piskliwym głosem, wskazując na jego telefon.
– Sophie! – skarciła ją Elara, ale Dominic zaśmiał się – był to szczery, niski dźwięk, który przyjemnie zarezonował, gdy opuścił telefon, a twarz Sophii rozjaśniła się w odpowiedzi.
– Doprawdy? – zapytał z rozbawieniem tańczącym w oczach. – A kto ci tak powiedział, mała?
– Moja mamusia – odparła Sophia z powagą dziecka przekazującego życiową mądrość.
Wzrok Dominica przeniósł się na Elarę, która teraz z lekkim rozbawieniem obserwowała tę wymianę zdań. Założył, że jest matką Sophii i posłał jej uprzejme skinienie głowy. Potem znów zwrócił się do dziewczynki. – Cóż, twoja mamusia jest bardzo mądra. Dziękuję, że o mnie dbasz, Sophie.
– Skąd znasz moje imię? – zapytała Sophia, otwierając szeroko oczy z podziwu, a Dominic wyszczerzył zęby.
– Ptaszek mi wyćwierkał – odparł, choć po prostu usłyszał, jak Elara zwraca się do niej per Sophie. – Czy mogę do ciebie mówić Soph?
Sophia skinęła energicznie głową. – A ty jak masz na imię?
– Mam na imię Nic. Mieszkasz w tym hotelu, Soph?
Sophia, zawsze chętna do dzielenia się informacjami, przytaknęła entuzjastycznie. – Tak! Będziemy miały naprawdę śliczny pokój – powiedziała, tryskając ekscytacją.
Dominic uśmiechnął się. – To brzmi wspaniale. Powinnaś wypróbować hotelowy plac zabaw. Jest tam świetna zabawa.
Oczy Sophii zrobiły się jeszcze większe. – Plac zabaw?
Dominic zachichotał. – Właśnie tak! Zjeżdżalnie, huśtawki, cała konstrukcja do wspinania – raj dla dzieci.
Ekscytacja Sophii była niemal namacalna, gdy odwróciła się do Elary. – Możemy iść? – błagała, wiercąc się na miejscu.
– Jeśli będziesz grzeczna, pójdziemy jutro – obiecała Elara.
– Obiecuję być grzeczna – zapewniła Sophia, a Dominic się uśmiechnął.
Dziewczynka ponownie zwróciła się do niego. – Mamy taki sam kolor oczu – zauważyła, a Dominic przytaknął.
– To prawda. Może to znak, że powinniśmy zostać przyjaciółmi? – zasugerował, ale ona pokręciła głową.
– Nie wolno mi przyjaźnić się z obcymi – powiedziała z niewinną miną.
– Nie jestem już do końca obcy, skoro znasz moje imię, a poza tym przez kilka dni będziemy sąsiadami, skoro oboje tu mieszkamy – wyjaśnił.
– Ty też tu mieszkasz? Czy twój pokój będzie tak ładny jak nasz? – zapytała, a Dominic zaśmiał się niskim, serdecznym głosem.
– Tak, mieszkam. Od lat. A mój pokój jest najładniejszy w całym hotelu – odrzekł, na co ona zareagowała zdziwionym „o”.
– Nie masz mamusi i domu?
– Mam mamusię i dom. Ten hotel też jest moim domem, bo jestem jego właścicielem.
Oczy Sophii rozszerzyły się jeszcze bardziej i już miała zadać kolejne pytanie, gdy Elara, która przysłuchiwała się rozmowie z ostrożnym uśmiechem, wymieniła spojrzenie z Genevieve. Ta właśnie skończyła się meldować i dała im znak, by podeszły.
– Czas iść, Sophie – powiedziała Elara, wstając. – Podziękuj panu Nicowi za poświęcony czas – dodała, biorąc Sophię za rękę.
– Dziękuję, panie Nic – powiedziała grzecznie Sophia.
Dominic uśmiechnął się do niej. – Wypróbuj plac zabaw, zanim wyjedziesz – rzucił, a Elara skwitowała to uprzejmym skinieniem głowy, po czym odeszła z Sophią.
Dominic oparł się na krześle, a na jego twarzy miejsce wcześniejszego uśmiechu zajął zamyślony grymas. Choć kochał dzieci, ta mała dziewczynka, Soph, ze swoimi bystrymi oczami i władczymi uwagami, poruszyła w nim coś nieoczekiwanego. Ciepło, czułość, której nie potrafił wyjaśnić. Z jakiegoś powodu chciał ją zobaczyć ponownie.
Dominic potrząsnął głową, odganiając to dziwne uczucie i wrócił do telefonu. Tym razem zadbał o to, by nie trzymać go zbyt blisko twarzy.
















