ROZDZIAŁ 7: Nowy Dom Amandy
Perspektywa trzecioosobowa:
Amanda, ukryta w śmietniku, płakała w milczeniu. 'Mama powiedziała, że muszę się ukrywać aż do wschodu słońca, posłucham jej. Poświęcili się, żeby uratować mi życie.' – myślała Amanda, szlochając cicho. Jej serce było złamane. Nie mogła pogodzić się z faktem, że jej rodzice zostali zabici w dniu jej ósmych urodzin. Nagle jej oczy się rozszerzyły. Poczuła dreszcze, słysząc głos tego wilkołaka.
– Amanda? Gdzie jesteś? Chcesz dołączyć do swoich rodziców w niebie? – krzyczał wokoło.
Amanda trzęsła się. 'Proszę, uratujcie mnie.' – pomyślała, modląc się, żeby nie dać się złapać.
Wyglądało na to, że wilkołak oddalił się z tego obszaru. Amanda wciąż się modliła i płakała w ciszy. Była naprawdę przerażona, a w jej głowie wciąż przewijała się śmierć rodziców.
Po kilku godzinach sprawdziła zegarek na ręku. – Jest szósta rano. – wymamrotała do siebie.
Amanda podniosła ręce i odepchnęła pokrywę śmietnika do góry. Zdjęła ją i wyszła z ukrycia. Podniosła pokrywę i z powrotem umieściła ją na śmietniku. Spojrzała na niego: – Dziękuję, że uratowałeś mi życie. – podziękowała mu, bo to on uchronił ją od śmierci. Zaczęła chodzić po okolicy z zapuchniętymi oczami i poczuciem rozpaczy. Wróciła do ich domu. Zaczęła tak mocno szlochać, gdy tylko otworzyła drzwi. – Mamo! Tato! – krzyczała, łkając. Pobiegła w ich stronę, widząc ich ciała całe we krwi. Objęła ich i przytuliła. Poplamiła się ich krwią, ale nie dbała o to. Płakała bez przerwy i czuła ogromny gniew. Obwiniała się. – Przeze mnie zginęliście! – Amanda szlochała jeszcze mocniej. – Gdybym tylko była silniejsza… – wymamrotała. Wtedy w jej umyśle pojawiła się twarz wilkołaka. Jej serce zaczęło bić szybciej. Wstała i poczuła determinację. Chce zemsty. – Pomszczę was, mamo i tato! – obiecała sobie Amanda. Poczuła się wyczerpana i usiadła na kanapie. Chwyciła za telefon i zadzwoniła na numer alarmowy. Powiedziała policji, żeby przyjechali tak szybko, jak to możliwe.
Amanda zakończyła połączenie i w ciągu kilku minut przyjechała policja i karetka. Amanda znów zaczęła płakać i błagać policjanta. – Wilkołak zabił moich rodziców! Proszę, znajdźcie go! – błagała, chwytając policjanta za koszulę. Policjant odepchnął ją. – Wilkołak? Czy oni w ogóle istnieją? Proszę powstrzymać się od czytania powieści fantasy, dziecko. – stwierdził chłodno policjant. Amanda nawet nie mogła mrugnąć oczami z powodu tej sytuacji. 'Mają rację. Jak mogę szukać sprawiedliwości, skoro nikt mi nie uwierzy?' – zdała sobie sprawę i poczuła się beznadziejnie.
– Zbadamy tę sprawę i damy znać. Proszę wypełnić ten formularz. – powiedziała inna policjantka, podchodząc do Amandy.
Amanda spojrzała na nią i znów zaczęła płakać. – Bardzo dziękuję. – podziękowała policjantce i wzięła formularz oraz długopis.
Po kilku dniach śledztwo wciąż nie przynosiło żadnych rezultatów. Amanda każdej nocy chowała się w śmietniku, żeby ukryć się przed wilkołakiem. Amanda uczestniczyła w stypie po swoich rodzicach. Wszyscy byli ubrani na czarno. Amanda siedziała z przodu.
– Amanda? – ktoś do niej podszedł. Obok niej usiadła kobieta. Amanda na nią spojrzała. – Kim pani jest? – zapytała Amanda. Kobieta uśmiechnęła się do niej. – Jestem najlepszą przyjaciółką twojej mamy, mam na imię Jemma. – przedstawiła się. Amanda skinęła raz głową. – Miło mi panią poznać. – odpowiedziała.
– Amanda, prowadzę sierociniec. Chcę ci zaproponować nowy dom. Będziesz z innymi dziećmi. Jest w Barcelonie. – zaproponowała Jemma. Amanda milczała przez kilka sekund. 'Jeśli tam będę, ten wilkołak mnie nie znajdzie.' – pomyślała Amanda.
Amanda skinęła jej głową. – Tak, proszę. Czy mogę się tam przeprowadzić po pogrzebie mamy i taty? – poprosiła. Jemma uśmiechnęła się do niej i skinęła głową. – Jasne.
Podczas pogrzebu Amanda stała blisko trumien swoich rodziców, bardzo płacząc. Obserwowała, jak trumny są opuszczane w dół. 'Mamo i tato, pomszczę waszą śmierć i wymierzę sprawiedliwość.' – pomyślała Amanda z ogromną desperacją.
Po pogrzebie Jemma i Amanda poszły do domu Amandy. Spakowały niektóre jej rzeczy. Amanda zobaczyła piłkę pod kanapą, której nie zauważyła policja i śledczy. Schyliła się i ją podniosła. Trzymała ją i patrzyła na nią. – Dziękuję, że mnie uratowałaś. – powiedziała do niej, jakby to była żywa istota. Jemma pojawiła się przed nią. – Chodźmy, Amanda?
Amanda i Jemma opuściły Madryt i jechały samochodem Jemmy. Jemma miała kierowcę. Jemma siedziała obok kierowcy. Amanda siedziała z tyłu. Amanda obserwowała krajobraz za oknem samochodu.
– Żegnaj, Madrycie. – wymamrotała.
Po kilku godzinach dotarli na miejsce. Wysiedli z samochodu i stanęli przed budynkiem sierocińca. Amanda otworzyła usta z zachwytu, widząc, jak duży jest sierociniec. – Wow! Jest taki piękny! – powiedziała z błyszczącymi oczami. Jemma spojrzała na nią i uśmiechnęła się. – Cieszę się, że podoba ci się twój nowy dom. – powiedziała Jemma.
Jemma wzięła Amandę za rękę. – Chodźmy do środka, Amanda. – powiedziała. Amanda mocniej ścisnęła rękę Jemmy i spojrzała na nią. – Chodźmy, proszę pani Jemmo.
Weszły do środka i zobaczyły tam wiele sierot. Niektóre były młodsze od Amandy. Ale niektóre były w jej wieku. Ale większość sierot to byli nastolatkowie. Jemma oprowadziła Amandę po okolicy. Pokazała jej wszystko. Amandzie podobało się to miejsce. Następnie przedstawiła ją jej współlokatorkom.
– Amanda, to są twoje współlokatorki. To Madeleine, Millie, Nancy i Cath. – powiedziała Jemma. Jemma i Amanda stały obok drzwi. W pokoju stały dwa łóżka piętrowe. Z niewielką ilością miejsca. Amanda podeszła i uśmiechnęła się do nich. – Cześć, mam na imię Amanda. Miło mi was poznać.
















