logo

beletrystyka

Prawdziwa Luna

Prawdziwa Luna

Autor: Anya Moreau

Rozdział 7 Odrzucenie
Autor: Anya Moreau
2 sty 2026
Punkt widzenia Logana Chciałem ją odrzucić na miejscu. Ale kiedy zobaczyłem ją stojącą na schodach, nie mogłem tego zrobić. Nie mogłem wypowiedzieć tych słów. Widziałem, że była szczęśliwa, gdy na mnie patrzyła. Chciała do mnie podejść. Ale dostrzegła mój chłodny wzrok i się powstrzymała. Bogini, jest piękna. Zawsze uważałem, że jest ładna i atrakcyjna, ale teraz, gdy jest moją partnerką, jest jeszcze piękniejsza niż wcześniej. Pachniała truskawkami i arbuzem. Jej długie brązowe włosy opadały swobodnie na plecy, a błękitne oczy były oceanem, w którym chciałem pływać. Jej usta były idealne. Jej drobne ciało było idealne. Każda krzywizna została stworzona dla mnie. Chciałem jej tylko dotknąć. Zacisnąłem pięści, żeby się powstrzymać. Całkowicie odciąłem się od Leona, bo zabiłby mnie za to, co zamierzałem zrobić. Był taki szczęśliwy, gdy ją wyczuliśmy. Nie chcę, żeby to widział. Rozliczę się z nim później. Odetchnąłem z ulgą, gdy Andrew kazał jej iść na górę. Teraz, gdy jej tu nie ma, będę mógł myśleć jasno. Widziałem, że Andrew nie był zadowolony z moich wyjaśnień. Ale on wie, że mam rację. Wie, że wataha zawsze jest na pierwszym miejscu. A jego siostra to dziecko. Dopiero dzisiaj przeszła przemianę. Nie potrafi właściwie kontrolować swojego wilka i nie umie walczyć w wilczej formie. Samotnicy użyliby jej przeciwko mnie, a to zrujnowałoby stado. Potrzebowałem silnej Luny. Sienna będzie świetną Luną. Jest silna i zdecydowana. Nasza wataha skorzystałaby na tym, gdyby to ona została Luną. – Andrew – zawołałem go, gdy nie odpowiadał. – Kurwa – mruknął. – Masz rację. Sienna jest silna i byłaby świetną Luną. Ale to nie znaczy, że moja siostra nie mogłaby stać się silniejsza. – Nie znaczy – zgodziłem się. – Ale nie mamy czasu, by ją szkolić, by czynić ją silniejszą. Samotnicy wykorzystaliby ją jako mój słaby punkt, a wataha by ucierpiała. Wiesz, że mam rację. Skinął głową i przeczesał dłonią włosy. – Chcesz jej powiedzieć teraz? – zapytał mnie. Przytaknąłem. – Tak. Nie ma sensu czekać. – Dobrze – powiedział. – Pójdę po nią. Wziąłem głęboki oddech i próbowałem się uspokoić. Nie mogłem dać się rozproszyć więzi. Jej samej. Musiałem to zrobić, dla mojego ojca i dla mojej watahy. To nie zerwie więzi. Nic tego nie robi. Nadal będę ją czuł, nadal będzie moją partnerką, ale będę wolny, by uczynić Siennę moją Luną. – Kurwa! – usłyszałem krzyk Andrew i natychmiast pobiegłem na górę. Jej zapach był tu tak odurzający. Nie mogłem się powstrzymać, by nie zaciągnąć się nim głęboko. – Co się stało? – zapytałem Andrew. Wyszedł z jej pokoju, ale nie było jej z nim. – Uciekła – warknął. Zamarłem, a moje serce zaczęło bić boleśnie. Uciekła. Prawdopodobnie nas usłyszała i uciekła. A co, jeśli coś jej się stało? Nie mogłem na to pozwolić. Nie mógłbym bez niej żyć. „Leon?” – zawołałem swojego wilka. – „Czy czujesz wilczycę naszej partnerki? Czy jest bezpieczna?” „Nie” – warknął na mnie. – „Jej wilczyca cierpi. Wycofała się głęboko w umysł partnerki. Nie czuję jej.” Cholera. „Jesteś kompletnym dupkiem, Logan” – warknął Leon. – „Partnerka jest idealna i silna. Będziesz żałował tego, co zrobiłeś.” Nie odpowiedziałem i zepchnąłem go na dno umysłu. Nie potrzebowałem tego teraz. On jest zwierzęciem. Reaguje czysto instynktownie. A jego instynktem jest zdobycie partnerki. To ja muszę myśleć racjonalnie i dbać o naszą watahę. Andrew przebiegł obok mnie i zbiegł na dół. Chwycił kurtkę i wybiegł przez frontowe drzwi. Podążyłem za nim jak w transie. – Chodź, Logan – warknął. – Śledź jej zapach. Gdzie poszła? Skupiłem się na nim i zrobiłem, co mi kazał. Jej zapach był najsilniejszy pod oknem jej sypialni i prowadził w stronę lasu. – Szlag – mruknął Andrew. Pospieszyliśmy w stronę lasu, a ja mówiłem mu, gdzie iść, bazując na intensywności jej zapachu. Nie było trudno za nią podążać, więc nie mogło minąć wiele czasu, odkąd tędy szła. Nagle jej zapach po prostu się urwał. Nie czułem jej już. Jakby po prostu zniknęła. Moje serce przestało bić. – Co jest nie tak? – zapytał Andrew. – Już jej nie czuję – powiedziałem cicho. – Zapach całkowicie zniknął. – Kurwa! – krzyknął. – Użyła sprayu maskującego. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech, by się uspokoić. Nic jej nie jest. Poczułbym, gdyby coś jej się stało. – Emma?! – wrzasnął Andrew. „Leon?” – wezwałem wilka. – „Wiem, że jesteś na mnie wściekły, ale muszę, żebyś spróbował porozmawiać z jej wilczycą. Powiedz jej, żeby wróciła.” „Zrobię to” – warknął. – „Ale nie z twojego powodu. Chcę, żeby partnerka była bezpieczna.” – Leon spróbuje porozmawiać z jej wilkiem – powiedziałem Andrew. – Jeśli coś jej się stanie, zabiję cię. Alfa czy nie – warknął na mnie. Był jedyną osobą, która mogła mi coś takiego powiedzieć. Gdyby nie był moim najlepszym przyjacielem, już by nie żył. – Nic jej nie jest, Andrew – powiedziałem. – Poczułbym, gdyby coś jej się stało. – A co, jeśli zdecydowała się opuścić watahę, co? – warknął. – Zostać banitką, bo usłyszała, jak jej partner, jedyna osoba, która powinna kochać ją bezwarunkowo, mówi, że nie jest dość silna, by być jego parą i Luną?! – Nie zrobiłem tego. W każdym razie jeszcze nie – odezwał się głos z lasu. Andrew i ja odwróciliśmy się w stronę dźwięku. Emma opierała się o drzewo. Wypuściłem powietrze, które wstrzymywałem. Jest cała. Miała na sobie legginsy, które idealnie podkreślały jej nogi. Jej twarz była jeszcze piękniejsza niż w domu. Jak to możliwe, by ktoś stał się jeszcze piękniejszy w ciągu kilku minut? Musiałem użyć całej swojej siły, by do niej nie podejść i nie uczynić moją. Gdybym był zwykłym wilkiem, a nie Alfą, chyba nie byłbym w stanie tego zrobić. Andrew podbiegł do niej i ją przytulił. Poczułem ukłucie zazdrości. Ja chciałem to zrobić. Ale wiedziałem, że nie mogę. Musiałem być silny. – Bogini, Emma – krzyknął Andrew. – Nigdy więcej tego nie rób! Nie odwzajemniła uścisku. Odsunęła się od niego i spojrzała na mnie. – Jesteś tu, żeby mnie odrzucić, prawda? – powiedziała cicho. – Dalej, zrób to. Miejmy to już z głowy. Andrew i ja wymieniliśmy zmieszane spojrzenia. Jakim cudem jest tak spokojna? Tak... silna? Spojrzałem na nią z powrotem, a ona patrzyła na mnie z wysoko podniesioną głową. Wziąłem głęboki oddech i podszedłem bliżej. – Wiesz, dlaczego muszę to zrobić. – Wiem – skinęła głową. – Wszystko słyszałam. Przytaknąłem i przeczesałem ręką włosy. Każda cząstka mnie krzyczała, żebym tego nie robił. Leon drapał, by wydostać się na przód mojego umysłu i zobaczyć swoją partnerkę; warczał i skomlał. Nie chciałem tego robić. Chciałem jej. Ale musiałem. Dla mojej watahy. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem prosto w jej cudowne oczy. – Ja, Logan Carter, Alfa Watahy Półksiężyca, odrzucam cię, Emmo Parker z Watahy Półksiężyca. Czułem, jak pęka mi serce. Leon wył w moim wnętrzu, a ja czułem jego ból. Patrzyła prosto na mnie i widziałem ból w jej oczach, ale nie pozwoliła go sobie okazać. Większość wilków pada na kolana z bólu. Ja chciałem upaść na kolana idrapać się w pierś. Ale ona tego nie zrobiła. Stała tam z wysoko podniesioną głową. Wzięła głęboki oddech i zamknęła te swoje cudowne oczy. – Ja, Emma Parker z Watahy Półksiężyca, przyjmuję twoje odrzucenie. Zamknąłem oczy i poczułem łzy spływające mi po policzku. Kiedy je otworzyłem, już jej nie było. Więź wciąż istniała. Nic się nie zmieniło. Czułem do niej to samo. Nadal jej pragnąłem. Ale właśnie otworzyłem sobie drzwi, by związać się z inną wilczycą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 7 Odrzucenie – Prawdziwa Luna | Czytaj powieści online na beletrystyka