"Należysz do mnie, Sheilo. Tylko ja jestem w stanie sprawić, że czujesz się w ten sposób. Twoje jęki i ciało należą do mnie. Twoja dusza i twoje ciało są w całości moje!" Alpha Killian Reid, najbardziej przerażający Alfa na całej Północy, bogaty, potężny i powszechnie budzący strach w świecie nadprzyrodzonym, był obiektem zazdrości wszystkich innych stad. Myślano, że ma wszystko... władzę, sławę, bogactwo i łaskę od bogini księżyca. Niewiele było wiadomo jego rywalom o klątwie, która ciążyła nad nim od tylu lat i tylko ten, kto posiada dar bogini księżyca, może ją zdjąć. Sheila, córka Alfy Lucjusza, który był zaciekłym wrogiem Killiana, dorastała w nienawiści, odrazie i złym traktowaniu ze strony ojca. Była przeznaczoną partnerką Alfy Killiana. Odmówił jej odrzucenia, a jednak nią gardził i źle ją traktował, ponieważ kochał inną kobietę, Theę. Ale jedna z tych dwóch kobiet była lekarstwem na jego klątwę, a druga była wrogiem wewnątrz. Jak się dowie? Przekonajmy się w tej porywającej opowieści, pełnej napięcia, namiętnego romansu i zdrady.

Pierwszy Rozdział

Punkt widzenia Sheili Moje drżące nogi nie były już w stanie udźwignąć napięcia, które wypełniało pomieszczenie. Całe moje życie zmieniło się w sekundzie, gdy z moich ust padło słowo „przeznaczony”. Chwyciłam się białej kolumny w sali sądowej, szukając oparcia, podczas gdy atmosfera w sądzie z każdą chwilą stawała się coraz bardziej brutalna, ostra niczym brzytwa. Wojownicy naszej watahy stali za swoim Alfą, Luciusem Callaso, bez wątpienia gotowi do ataku, na wypadek gdyby wybuchła walka z wojownikami z Watahy Północnego Półksiężyca. Mój ojciec, Lucius, był pogrążony w burzliwej rozmowie z Alfą Killianem na mój temat. To było cholernie zabawne, jak konfrontacja sprzed chwili, dotycząca tego, że mój ojciec nasyłał wyrzutków na Watahę Północnego Półksiężyca, nagle zmieniła się w intensywną dyskusję między moim ojcem, Alfą Watahy Srebrnej Mgły, a Alfą Killianem z Watahy Północnego Półksiężyca – moim przeznaczonym. Wciąż wydaje mi się to snem – to, jak całe moje życie zmieniło się na gorsze w ciągu zaledwie minuty. To było tak, jakby wszechświat mnie nienawidził, a Bogini Księżyca mną gardziła. W tamtej chwili on tu był, Alfa Killian Reid, wpadając ze swoim oddziałem wojowników na teren naszej watahy, z furią krążącą w żyłach, i wtedy, ku mojemu całkowitemu niedowierzaniu, okazał się moim przeznaczonym. Przysłuchiwałam się ich rozmowie; żaden z nich nie zamierzał odpuścić. Mój ojciec nie mógł lepiej ukryć satysfakcji z oddania mnie w ręce wroga. Z jakiegoś powodu Killian wciąż mnie odmawiał, niemal tak, jakby mnie odrzucał. Mimo że jestem całkiem przyzwyczajona do odrzucenia przez ludzi – doświadczyłam tego na własnej skórze ze strony mojego ojca, niesławnego Luciusa Callaso – odrzucenie Killiana bolało bardziej, niż chciałam przyznać. To znaczy, mimo że dopiero co dowiedziałam się, że jest moim partnerem, łączyła nas przecież więź. Ojciec i Killian patrzyli na siebie tak, jakby dzieliła ich sekunda od zamordowania się nawzajem, decydując o moim losie, jakbym w ogóle nie była w tym pokoju. Chodziło o mnie, a jednak Killian nie zaszczycił mnie nawet drugim spojrzeniem. Przeszył mnie ból w klatce piersiowej. – Zgodnie z życzeniem, Alfo Luciusie, zabiorę ją – powiedział Killian ze swobodą, ale było coś w sposobie, w jaki cedził te słowa, co sprawiło, że się wzdrygnęłam. Było to zimne i groźne. Można by to niemal nazwać cudem, że sala sądowa wciąż pozostawała spokojna. Każda wataha w Północnym Centrum była świadoma głęboko zakorzenionej nienawiści między obiema watahami. Obie miały największe stada na całej Północy, a mojemu ojcu ani trochę się to nie podobało. Był Alfą-tyranem i bestią, która żerowała na watahach, unicestwiając je i kradnąc ich ziemie. Takim typem Alfy był mój ojciec. A o Killianie krążyły plotki, że nie różni się od niego. Zostałam zmuszona do otrząśnięcia się z myśli, gdy Alfa Lucius wstał. Uśmiechnął się mrocznie po ostatnim makabrycznym spojrzeniu rzuconym w moją stronę. Ten jego uśmiech prześladował mnie każdego ranka. – Ostatecznie jest twoja. Możesz ją zabrać! – Zerknął na mnie. Nigdy nie traktował mnie jak córki. Moje lata dorastania w murach Domu Watahy były dosłowną definicją słowa „piekło”. W tym piekielnym stanie jedyną rzeczą, która trzymała mnie przy życiu, była nadzieja na znalezienie mojego przeznaczonego. Zawsze słyszałam historie od służących o więzi partnerów i ich nieśmiertelnej miłości. Zawsze modliłam się o partnera, mimo że w głębi duszy wiedziałam, że moje szanse są zerowe. W przeciwieństwie do większości wilków, które zostały obdarzone swoim wilczym odpowiednikiem w wieku szesnastu lat, mój nigdy się nie pojawił. Tak więc to, że otrzymałam partnera, było nie do uwierzenia. Moje nogi w końcu się poddały, osuwając się na filar, który bez wątpienia czuł moją niedolę. Postawa Killiana była zimna, dominująca, a nawet zastraszająca. Jego oczy taksowały mnie, oceniały. Czułam się nieswojo pod jego lodowatym spojrzeniem. Zimna maska, którą przybrał, nie pozwalała mi domyślić się jego prawdziwych myśli. – Powiedz jej, żeby się przygotowała. Wyślę kogoś, żeby ją zabrał przed zmierzchem. – Makabryczne oczy Killiana padły na mnie. Nawet gdy tylko na mnie patrzył, widać było lodowaty chłód wymierzony w moje gardło. Jak to możliwe, że byłam z nim sparowana? Niemal westchnęłam. Stałam tuż obok, do cholery, a on mnie ignorował. – To nie będzie konieczne, może wyjechać z tobą. – Mój ojciec był w rzeczywistości podekscytowany, mogąc mnie z nim odesłać. I tak po prostu, jak w strasznym koszmarze, te nieliczne rzeczy, które posiadałam w tym miejscu, które nigdy nie wydawało się domem, zostały spakowane przez służbę. Osiodłano mojego konia, a moje skromne dobytki zostały spakowane przez służących, po czym zostałam dosłownie wypchnięta przez ojca. Rozpoczęliśmy jazdę do Watahy Północnego Półksiężyca, mojego nowego domu. Killian jechał obok mnie, po mojej lewej był jego Delta, a pozostali wojownicy ciągnęli się z tyłu. Jechaliśmy w absolutnej ciszy w drodze do Watahy Północnego Półksiężyca. Nawet gdy zmuszałam się, by coś powiedzieć, witała mnie brutalna cisza i mordercze spojrzenie z jego strony. Uznałam więc, że najlepiej będzie milczeć. Niekomfortowa cisza trwała godzinami, gdy mijaliśmy góry, kierując się na drugą stronę Północy, do stolicy, która, jak słyszałam, znajdowała się na jego terytorium. Po pewnym czasie dotarliśmy do niesławnej Watahy Północnego Półksiężyca, znanej ze wszystkiego, co reprezentowała. Przejechaliśmy jeszcze kawałek i dotarliśmy do zamku. Z zewnątrz był piękny. Jak nic, co widziałam wcześniej – był naprawdę piękny. Gdy zbliżyliśmy się do zamku, niektórzy wojownicy podeszli do nas swobodnym krokiem, kłaniając się Killianowi z szacunkiem. Przejęli wodze koni, podczas gdy ktoś pomógł mi z moimi rzeczami. Zeszłam o własnych siłach, czując na sobie ciekawy wzrok wszystkich. Nie było mowy, by ktokolwiek spodziewał się, że Killian przybędzie ze swoją partnerką, która okazała się córką jego wroga. – Alfo? – Podeszła do nas kobieta ze służbą, ale po sposobie, w jaki mówiła, mogłam stwierdzić, że jest kimś z rangą. Skłoniła głowę z szacunkiem dla Killiana. Jej ciekawe oczy padły na mnie. Pytania były wyraźnie wypisane w jej spojrzeniu, ale z jakiegoś powodu nie odważyła się ich zadać. – Brielle, proszę, przygotuj dla niej prywatną komnatę. A ty... – Zwrócił się do mnie, a jego oczy były tak onieśmielające i dominujące, że musiałam odwrócić wzrok. – Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię. – Mimowolnie mój wzrok padł na niego. Jego ton, z drugiej strony, z każdą sekundą stawał się coraz bardziej szorstki i śmiercionośny. Wpatrywałam się bez mrugania w jego bursztynowe oczy. – Zajmę się tobą później – powiedział Killian swoim zwykłym, władczym tonem, do którego zaczynałam się przyzwyczajać. Ledwie spojrzał w moją stronę i ruszył w kierunku drzwi wejściowych, zostawiając mnie z Brielle. Byłam zdezorientowana. Prywatna komnata dla mnie? Dlaczego? Przecież byliśmy parą, czy nie powinniśmy dzielić tej samej komnaty? Kobieta, Brielle, podeszła bliżej, a na jej ustach widniał przyklejony uśmiech. – Killian. – Jego imię po raz pierwszy opuściło moje usta. Wydawało się, że przykuło jego uwagę. Zatrzymał się i gwałtownie odwrócił w moją stronę. – Od dzisiaj będę dla ciebie Alfą – powiedział do mnie tak, jakby zwracał się do poddanej. Byłam jego partnerką, na litość boską. Byłam zdenerwowana, ale zachowałam zimną krew, pozostając spokojna. W końcu wciąż był moim przeznaczonym, a to był dopiero mój pierwszy dzień tutaj. Zignorowałam jego słowa. – Dlaczego prywatna komnata? Jesteśmy parą, powinniśmy dzielić tę samą komnatę. Jego bursztynowe oczy stały się kamienne, a miękkie usta w kolorze wiśni wykrzywiły się z rozbawieniem. Killian przysunął się do mnie, tak blisko, że nasze nosy niemal się stykały. Czułam jego gorący oddech owiewający moją twarz. Mój oddech uwiązł mi w gardle, a nogi stały się zbyt słabe, by na nich stać. Przyciąganie między nami było zbyt silne, by je zignorować. Czy on też tego nie czuł? Na moje pytanie wkrótce odpowiedziały jego surowe słowa. – Nic dla mnie nie znaczysz, Sheilo Callaso. – Poczułam ostre ukłucie w klatce piersiowej. Moje oczy były okrągłe, pełne pytań i bólu. Jeśli mnie nie chciał, dlaczego tu byłam? Rozchyliłam usta, by coś powiedzieć, gdy przerwał nam głos. – Killian – powiedział głos, sprawiając, że gwałtownie odwróciłam głowę w jego kierunku. Należał do kobiety w wieku zbliżonym do mojego. Była oszałamiającą pięknością o kruczoczarnych włosach. Poruszała się z rodzajem elegancji, która do niej pasowała. Kim była? Podeszła do nas, stając obok Killiana. Jej oczy spoczęły na mnie. Wyglądała na naprawdę spokojną i łagodną, ale w jej oczach błysnął ogień wściekłości, który zniknął tak szybko, jak się pojawił. Jej niewymuszony uśmiech powrócił, gdy zwróciła się do Killiana. – Killian. – Sposób, w jaki wypowiedziała jego imię, sprawił, że żołądek mi się ścisnął. – Kim ona jest? – zapytała go. To sprawiło, że skręciło mnie w środku. Oczy Killiana powędrowały od kobiety, odnajdując moje. Dokładnie o to powinnam zapytać. Killian objął ją dłońmi w talii. – Mały problem, który napotkałem w Wataże Srebrnej Mgły. Mały problem? Czy tym dla niego byłam? Problemem? – Och, rozumiem – powiedziała protekcjonalnym tonem. Zbyt szybko ją oceniłam, była wszystkim, tylko nie spokojną i łagodną osobą. Było w niej coś zwodniczego. – Jestem Sheila Callaso, jego przeznaczona. A ty to kto? – zapytałam, a jej oczy się rozszerzyły. – Uważaj na słowa w moim zamku. Thea jest twoją przełożoną i moją wybraną partnerką. Należy się jej szacunek. Jego słowa mnie zraniły. Skoro miał kogoś innego, dlaczego mnie przyjął? Jego słowa zdawały się cieszyć Theę. Oparła się o jego ramiona, składając pocałunek na jego ustach, tuż przede mną, jego prawowitą partnerką. Nie mogłam znieść tej zniewagi. – W zasadzie mówisz, że to „coś” jest twoją dziwką...? – powiedziałam z obrzydzeniem. Moje słowa nie spodobały się Thei, bo zaczęła płakać. Widząc jej łzy, wzrok Killiana padł na mnie. Jego jasne bursztynowe oczy pociemniały od wściekłości i nienawiści. Poczułam, jak serce kłuje mnie ze strachu. – Wyraźnie cię ostrzegałem, żebyś uważała na słowa w moim zamku! Thea jest twoją przełożoną, dlatego w moim zamku należy jej się szacunek. Skoro okazałaś się tak uparta, zostaniesz ukarana za swoje czyny! Byłam zdezorientowana. Nie miałam pojęcia, o czym mówił. Zanim się zorientowałam, byłam otoczona przez wojowników watahy. – Zabrać ją do lochu! Jego mordercze spojrzenie sprawiło, że serce mi stanęło; nie miałam pojęcia, co się dzieje.

Odkryj więcej niesamowitych treści