Zbiera w sobie siły i czołga się do moich stóp. Gdy znajduje się już na miejscu, klęka, podtrzymując prawą dłonią zwisającą szczękę, która zdaje się nie być w stanie zrosnąć w jedną całość. "Wybacz mi mój brak szacunku, Luno." – szepcze, a jej wzrok nie jest w stanie spotkać się z moim. Wstyd wymieszany z głęboko zakorzenionym teraz strachem pulsuje w jej wnętrzu.
"Jeśli usłyszę lub zobaczę kogoko
















