Palące słońce opieka mi skórę, pot spływa mi po szyi aż na klatkę piersiową. Moje ramiona przybrały jaskrawoczerwoną barwę, są całowane przez jego promienie.
Wycierając czoło wierzchem dłoni, zdejmuję kapelusz przeciwsłoneczny i używam go jako wachlarza. Pozwalam, by z moich ust wymknęło się ciche mruknięcie irytacji. To nie jest lato, bo pora deszczowa dopiero co się skończyła, więc dlaczego słoń
















