Mała Rainie była niewiarygodnie szczęśliwa, że udało jej się potajemnie zjeść trochę smażonego kurczaka za plecami taty. W drodze powrotnej do pokoju dziewczynka nie odstępowała Bianki na krok, obejmując jej nogę niczym koala drzewo.
Biance trudno było iść z dzieckiem uwieszonym u jej nogi.
Musiała kuśtykać całą drogę na górę.
— Jest już bardzo późno. Odprowadzę was do pokoju, żebyście mogli się wyspać. — Dorośli i dwoje dzieci przez chwilę oglądali kreskówki, zanim Bianca zwróciła się do rodzeństwa.
Starszy brat spojrzał na nią i powiedział:
— Nie mamy karty do pokoju.
Rainie obejmowała Biankę swoją pulchną, białą rączką, a jej oczy były mocno zaciśnięte. Prawie już spała.
Ale jak mieli wrócić bez karty?
Bianca była rozdarta.
Nie miała pojęcia, kiedy prezes skończy pracę i wróci do hotelu.
— Zadzwonię do pana Doyle’a. — Bianca spojrzała na Rainie, która już zasypiała. Nie mogła się ruszyć, więc poprosiła Laniego, by podał jej telefon.
Lanie wziął telefon i podał go Biance.
Bianca zadzwoniła do kolegi i poprosiła o numer służbowy Jasona Doyle’a.
Jason odebrał dość szybko, ale powiedział:
— Przepraszam za kłopot, panno Rayne, ale pan Crawford jest na kolacji z kilkoma lokalnymi dygnitarzami. Nie sądzę, by mógł się wyrwać w najbliższym czasie. Może zrobimy tak? Czy dzieci mogą przenocować dziś u pani?
Bianca: „...”
Było już po dwudziestej drugiej, gdy Biance udało się uśpić dzieci.
Lanie spał po lewej stronie dużego łóżka, a Rainie zajęła prawą.
Spali głębokim snem.
Bianca posprzątała łazienkę tak cicho, jak tylko mogła, a następnie złożyła ubrania dzieci i ułożyła je starannie na kanapie. Na koniec otuliła Rainie kołdrą, po czym sama ostrożnie wślizgnęła się do łóżka.
Całe szczęście, że łóżko było wystarczająco duże.
Miejsca było pod dostatkiem, by jedna dorosła osoba i dwoje dzieci mogło spać wygodnie.
W ciągu pięciu minut od położenia się, Bianca z trudem utrzymywała otwarte oczy.
...
Gdzieś nad ranem.
Telefon Bianki zawibrował pod poduszką.
Była tak zaspana, że bolały ją oczy i musiała zmuszać się, by je otworzyć. Podniosła się nieco i sięgnęła po telefon.
Na ekranie wyświetlał się nieznany numer.
139-0909-9999.
To pewnie spam w środku nocy, ale sam numer był całkiem ładny!
Bianca odebrała, mówiąc bezpośrednio i nieco niegrzecznie:
— Kto mówi?
— Otwórz drzwi, to ja. — Był to głęboki i zachrypnięty głos, brzmiący wyjątkowo zniewalająco o tak późnej porze.
— Otworzyć drzwi? Kim pan jest?
Była taka śpiąca.
Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Słyszała tylko jego oddech.
Bianca potrzebowała kilku sekund, by oczyścić umysł, po czym zobaczyła dwoje dzieci śpiących na łóżku w blasku księżyca. Lanie, Rainie...
— Pan... Pan Crawford? — zapytała niepewnie.
— Otwieraj! — Głos mężczyzny stał się głębszy.
Bianca była tak zszokowana, że jej serce na moment zamarło. Pospiesznie wygrzebała się z łóżka i upewniła się, że jej strój nocny wygląda przyzwoicie, zanim otworzyła drzwi.
Jej szef przyszedł odebrać dzieci, a ona zasnęła i kazała mu tak długo czekać. Niech to szlag!
Bianca skarciła się w myślach z frustracją.
Dwoje dzieci spało głęboko na łóżku. Nie wykazywały żadnych oznak przebudzenia.
Bianca otworzyła drzwi.
Luke stał wyprostowany na korytarzu, z zamkniętymi oczami i jedną ręką opartą o framugę. W drugiej dłoni trzymał płaszcz i czarny telefon, z którego do niej dzwonił. Było oczywiste, że czekał tu już od dłuższego czasu.
— P-Panie Crawford... — Bianca wymówiła jego nazwisko, zbyt przestraszona, by do niego podejść.
Luke nagle podniósł głowę; zmęczenie wypisane było na jego twarzy, gdy zmarszczył brwi na jej widok. Nawet cuchnąc alkoholem, mężczyzna wciąż emanował pewnością siebie i dominacją. Otoczenie w niczym nie przesłaniało aury szlachetności płynącej z głębi jego istoty.
Luke rzucił jej spojrzenie, które zdawało się trwać wiecznie.
Żadne z nich nic nie powiedziało.
Bianca przesunęła się i stanęła z boku, pozwalając mu wejść, by mógł zabrać dzieci.
Gdy mężczyzna mijał ją w drzwiach, wyraźnie poczuła od niego woń alkoholu, wymieszaną z silnym i hipnotyzującym zapachem nikotyny.
Bianca stała w drzwiach, bojąc się ruszyć czy nawet patrzeć.
Światła w wejściu były bardzo jasne.
Była teraz całkowicie rozbudzona, stojąc w otwartych drzwiach niczym strażnik, czekając, aż szef wyniesie dzieci z pokoju.
Czas mijał.
Bianca nie usłyszała nawet, by dzieci się budziły.
Zdezorientowana, zamknęła cicho drzwi i wślizgnęła się z powrotem do sypialni.
Sypialnię oświetlała tylko jedna lampka. Nie było tu tak oślepiająco jasno jak na zewnątrz.
Scena w przytłumionym świetle była niesamowicie wzruszająca.
Duże łóżko, które miało należeć do niej, zostało całkowicie przejęte przez tę trzyosobową rodzinę. Ojciec, który w końcu wrócił po długim dniu pracy, spał teraz w ciszy ze swoim synem i córką.
Powinna go obudzić czy nie?
Jeśli to zrobi, czy szef zwolni ją w napadzie wściekłości?
A jeśli nie, to gdzie ona ma spać?
Przemyślała to i ostatecznie uznała, że nie może obudzić tego pijanego człowieka i go wyrzucić. Gdyby to zrobiła, konsekwencje byłyby prawdopodobnie bardzo poważne.
Dlatego chwyciła płaszcz, narzuciła go na siebie i wyszła z pokoju.
Trzymając w ręku kartę do pokoju, zadzwoniła do koleżanki z pracy, która przyjechała tu razem z nią.
— Przepraszamy, wybrany numer jest niedostępny... — odezwał się mechaniczny głos w słuchawce.
Bianca oparła się o ścianę korytarza, wyczerpana.
Zapomniała zapytać koleżankę o numer jej pokoju.
Po chwili namysłu zadzwoniła do Jasona Doyle’a.
Bardzo długo słuchała sygnału łączenia, ale nikt nie odebrał. On pewnie też był pijany!
Biance nie pozostało nic innego, jak udać się do recepcji i poprosić o inny pokój.
Jednak recepcjonista powiedział:
— Przykro mi, panno Rayne, ale hotel ma pełne obłożenie. Pokoje trzeba rezerwować z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem.
— Och, rozumiem. Dziękuję. — Bianca wróciła na górę z mętlikiem w głowie.
Czy miała stać pod drzwiami całą noc?
Nieco po pierwszej w nocy drzwi windy się otworzyły.
Wyszedł z nich mężczyzna i dwie kobiety.
Kobiety miały mocny makijaż, a mężczyzna ubrany był w dżins, a jego głowę pokrywały przerażające blizny. Całował dwie obejmowane przez siebie kobiety, śmiejąc się i rechocząc podczas rozmowy.
Gdy zobaczył Biankę, jego oczy natychmiast rozbłysły. Puścił kobiety i podszedł do niej, mówiąc:
— Och, znalazłem śliczną małą damę w opałach! Skąd jesteś? No chodź, chcesz się ze mną zabawić? Gwarantuję, że będzie ci dobrze!
— Jesteś szalony! — krzyknęła instynktownie Bianca. Była tak wystraszona, że natychmiast otworzyła drzwi kartą, wślizgując się do pokoju jak mały króliczek.
Oparła się o drzwi, biorąc niezliczone głębokie oddechy.
Brzmiało to tak, jakby ktoś na zewnątrz pukał do drzwi. Nie było to ani zbyt mocne, ani zbyt ciche pukanie. Strach wyparł z umysłu Bianki wszelkie inne myśli; nie odważyła się już opierać o drzwi, skoro w nie uderzano. Zamiast tego odwróciła się i ruszyła w stronę łazienki.
Zawsze była dość nieśmiała, a teraz jej serce waliło jak szalone z przerażenia.
Jednak zanim zdążyła przetrawić spotkanie na korytarzu, poczuła parę dużych, ciepłych dłoni wsuwających się pod jej płaszcz od tyłu. Dłonie te potarły jej ciało i przesunęły się w górę.
Odwróciła się z przerażeniem.
Nie wiedziała kiedy, ale drewniane drzwi łazienki za nią zostały powoli pchnięte. Straciła równowagę, wpadając w solidne objęcia mężczyzny.
— Ach... — krzyknęła cicho z zaskoczenia, ale reszta jej słów została zduszona. Mogła tylko wydać z siebie sugestywny jęk...
W łazience panowały egipskie ciemności, a ona czuła wilgotny oddech na swojej twarzy.
W tym pokoju hotelowym był tylko jeden dorosły mężczyzna – wielki szef, Luke Crawford. Oczywiste więc było, kim jest obejmujący ją człowiek.
Bianca zmarszczyła brwi i próbowała go odepchnąć, ale on ani drgnął.
Z deszczu pod rynnę.
Bała się, ale jej usta były zablokowane i całkowicie bezużyteczne.
Mężczyzna całował ją w mroku nocy. Bianca wstrzymała oddech, a jej słowa protestu zmieniły się w niewyraźne skomlenie.
