Dominic:
– Jak się czujesz, Vivienne? – zapytałam, wchodząc do ambulatorium.
Nie odpowiedziała ani słowem. Zamiast tego mocniej chwyciła koc, naciągając go pod samą brodę.
Patrzyłem na nią, wciąż czując gniew, ale w głowie wciąż brzmiały mi słowa stadnego lekarza.
Nie mogłem jej denerwować. Wciąż była słaba i musiałem o tym pamiętać. Musiała mieć zapewniony jak największy komfort, wiedziałem więc,
















