Gianna:
Patrzyłam, jak Dominic wychodzi z ambulatorium, skinieniem głowy nakazując Lorenzo, by poszedł do ojca.
Chłopcy musieli iść do szkoły, a skoro Vivienne była chora, wiedziałam, że nie zabierze syna.
– Tato – zawołał Lorenzo. Dominic odwrócił się i uklęknął przed nim. Chłopiec cofnął się o krok, wahając się, po czym przytaknął.
– Dzień dobry – powiedział Dominic, a jego głos złagodniał. – Tw
















