Kolejne kilka dni upłynęło w napięciu. Killian w ogóle nie wracał do domu. W dzień rzucał się w wir pracy, a wieczorami znikał. W ogromnej rezydencji Freya czuła się jak bańka mydlana na otwartym polu. Dom był piękny i przestronny, a ona do niego nie pasowała. Po prostu unosiła się w środku, nie znajdując miejsca, by osiąść. Wspomnienia Maximiliana czaiły się wszędzie, potęgując jej poczucie winy.
















