(To jest książka o treściach dla dorosłych. Nie czytaj dalej, jeśli nie jesteś przyzwyczajony do wulgarnego języka, przemocy słownej, alkoholu, narkotyków i tematyki BDSM. Pamiętaj, że decydujesz się na to na własną odpowiedzialność, gdy w nadchodzących rozdziałach treść stanie się bardzo dosadna. To jest ostrzeżenie)
*****
Styczeń 2017 (Dwa lata wcześniej)
„Mamo, nie! Proszę, nie umieraj, proszę!” – wrzask nastolatki odbił się echem w całym szpitalu. Tylko pacjenci znajdujący się blisko sali mogli słyszeć, jak zrozpaczona i nieszczęśliwa była ta młoda dziewczyna.
„Alessandra, zadzwoń do ojca” – umierająca kobieta, leżąca bezsilnie na łóżku, powoli otworzyła oczy i wymamrotała cichym głosem.
„Mamo, już do niego dzwoniłam z telefonu lekarza. Jest w drodze” – odpowiedziała pospiesznie Alessa, trzymając matkę za rękę.
„Nie obwiniam cię, Alesso. Sama zdecydowałam, że przyjdę cię ratować. Nie obwiniaj się” – powiedziała cicho kobieta, po czym zamknęła oczy po raz ostatni.
Dźwięk jednostajnego sygnału kardiomonitora przywołał Alessę do rzeczywistości. Trzęsła się na całym ciele. Jej matka odeszła.
„Alessandra Valenti! Alessandra Valenti!” – wykrzyknął starszy mężczyzna, wchodząc do pokoju i patrząc w martwe oczy swojej ukochanej żony.
„Nie żyje, a to wszystko wina tej zdziry!” – zawołał.
„Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie wcześniej?! Przyszła cię ratować przed gwałtem, a ty po prostu stałaś tam, gdy ją bito na śmierć! Dlaczego w ogóle wychodziłaś z domu?” – Vincenzo wrzeszczał na swoją najstarszą córkę, podczas gdy jej młodsza siostra cicho łkała w kącie szpitalnej sali.
„Tatusiu…” – szepnęła Alessa, spoglądając na ojca oczyma pełnymi łez.
„Nie nazywaj mnie tak, ty podła mała dziwko!” – wrzasnął Vincenzo, po czym uderzył Alessę w twarz.
Od tego dnia Vincenzo poprzysiągł, że uczyni życie Alessy piekłem na ziemi, obwiniając ją o śmierć swojej ukochanej żony.
Dziś (Grudzień 2019)
Alessa właśnie miała zapalić papierosa, którego ukradła ojcu, po zakończeniu codziennych obowiązków, których od niej wymagał – w przeciwnym razie czekałaby ją kolejna runda bicia i głodówki. Gdy tylko podniosła zapalniczkę, z domu dobiegł wściekły ryk jej ojca.
„Alessa! Alessa! Gdzie jest ta mała dziwka?” – krzyczał Vincenzo, rzucając przedmiotami po całym domu, wyraźnie wściekły, że sprawy nie idą po jego myśli.
Słysząc głos ojca, Alessa wiedziała, że nadchodzą kłopoty. Szybko wsunęła papierosa z powrotem do paczki i odłożyła ją na miejsce, gdzie ojciec zwykle ją trzymał. Potem odkrzyknęła: „Ojcze, jestem tutaj!”. Powtórzyła to, wiedząc, że on nienawidzi być ignorowany.
„Wołam cię od dziesięciu minut! Czy ja wyglądam dla ciebie jak żart?” – domagał się odpowiedzi Vincenzo, wypadając z domu, szarpiąc Alessę za włosy i mocno uderzając ją w twarz, przez co wzdrygnęła się i upadła z bólu na podłogę.
„Pytałem, czy wyglądam dla ciebie jak żart?” – wrzeszczał, zasypując kolejne uderzenia i kopniaki już i tak posiniaczone ciało Alessy. Ona jednak milczała, wiedząc, że odezwanie się tylko przedłuży znęcanie.
Po czymś, co wydawało się wiecznością bicia i kopania, Vincenzo w końcu przestał, by złapać oddech, z frustracją kopiąc pobliskie krzesło. Alessa została na podłodze, trzymając się za czerwone, spuchnięte policzki, podczas gdy łzy spływały jej po twarzy. Szybko je starła, wiedząc, że jeśli ojciec zobaczy, że płacze, tylko zachęci go to do dalszego bicia.
„Gdzie jest Mariella? Jest w swoim pokoju?” – zapytał Vincenzo, już nieco spokojniejszy.
„Ona… ona jeszcze nie wróciła ze szkoły” – wyjąkała Alessa, ledwo będąc w stanie mówić z bólu.
Nie zawsze tak było. Przemoc zaczęła się dwa lata temu, tuż po pogrzebie matki. Jej niegdyś kochający ojciec stał się zgorzkniały, obwiniając ją o śmierć matki, mimo że to nie była jej wina. Potrzebował kogoś, kogo mógłby obwinić, i niestety Alessa była jedyną osobą, na której mógł wyładować swój żal i wściekłość.
„Skoro Marielli nie ma, słuchaj uważnie” – zadrwił Vincenzo. „Jestem winien komuś mnóstwo pieniędzy i nigdy nie będę w stanie mu ich oddać. On potrzebuje żony, kogoś, kto będzie siedział w jego domu, gdy on będzie wyjeżdżał w interesach, i kto urodzi mu dzieci. Jesteś tutaj tylko kulą u nogi. Spójrz na siebie, wielka i dobrze odżywiona, podczas gdy moja kochana córeczka Mariella jest chudsza od ciebie”.
Alessa przygryzła wargę, powstrzymując się od sarkastycznej uwagi. „Kochana córeczka” – pomyślała. Mariella zawsze była faworytką, podczas gdy ona była jedynie niechcianym ciężarem.
„Ten człowiek będzie tu za kilka minut, żeby cię odebrać. Podpisałem już dokumenty. Bądź dla niego dobrą żoną, bo inaczej nie fatyguj się z powrotem. Jeśli wrócisz, dopilnuję, żeby twoja twarz nie była już taka gładka jak teraz” – zagroził Vincenzo.
Alessa siedziała na podłodze z pochyloną głową, słuchając tyrad ojca. Nie odważyła się poruszyć, dopóki nie dał jej pozwolenia, bojąc się kolejnego bicia.
„Na co czekasz? Wstawaj! Idź się spakować, zanim on tu dotrze!” – krzyknął Vincenzo, tracąc cierpliwość.
Alessa pędem pobiegła do swojego pokoju, a w jej głowie kłębiły się myśli. W końcu opuszczała to piekło. Nawet jeśli oznaczało to zostanie żoną obcego człowieka, wszystko było lepsze niż pozostanie tutaj z agresywnym ojcem.
Pakując swoje nieliczne rzeczy, szybko napisała list do młodszej siostry, Marielli:
Kochana Mariello,
Wyjechałam, aby zostać żoną człowieka, którego nigdy nie poznałam, ponieważ tego chce nasz ojciec. Nie szukaj mnie ani nie bądź smutna. Cieszę się, że wyjeżdżam. Dbaj o siebie.
Twoja kochająca siostra,
Alessa
Ostrożnie ukryła list pod lampą, wiedząc, że jeśli ojciec go znajdzie, nie byłaby bezpieczna nawet w domu nowego męża.
Gdy skończyła się pakować, z zewnątrz dobiegł dźwięk klaksonu. Głos jej ojca znów rozległ się z dołu.
„Alessa! Zejdź tutaj, on czeka!”
Dźwięk klaksonu natychmiast wyrwał ją z zamyślenia. Szybko ruszyła w stronę, z której dobiegał sygnał, by spotkać swojego przyszłego męża.