Wstaję, chwytam cię za rękę i stawiam na nogi. Wyglądasz najpierw na zdezorientowaną, a potem na niedowierzającą, gdy otwieram drzwi i wyciągam cię, protestującą, w powietrze wczesnego wieczoru. Temperatura, która w ciągu dnia nawet nie zbliżyła się do zera, spadła o dziesięć stopni wraz z zachodem słońca i uderza w nas jak lita bryła. Zanim zdążymy pomyśleć o tym, co robimy, podnoszę cię i zamasz
















