Maren ma 24 lata i łapie dorywcze prace, żeby utrzymać się na studiach. Chciała zdobyć dyplom z zarządzania w nadziei, że pewnego dnia otworzy własny biznes.
Jej skrytym marzeniem było posiadanie własnego klubu, ale innego niż wszystkie. Jej tata zmarł, gdy miała 12 lat, a mama z trudem radziła sobie z jej wychowaniem, pracując czasem na dwa etaty. Zginęła w wypadku samochodowym, gdy Maren miała zaledwie 17 lat.
Maren ma dwie przyjaciółki na całe życie, Cass i Briar. Cass jest pielęgniarką, a Briar kosmetyczką. Cała trójka niedawno się przeprowadziła i wynajmuje wspólnie dom z trzema sypialniami.
Kiedy Cass ukończyła szkołę pielęgniarską, dostała świetną ofertę pracy i znalazła ich obecny dom. Maren i Briar wprowadziły się więc do niej. Briar złożyła dokumenty do salonów w okolicy i została przyjęta do jednego z lokalnych miejsc.
Maren szukała pracy jako kelnerka lub barmanka – jej celem było zaliczenie każdej możliwej posady w klubach, aby poznać ten biznes od podszewki.
– Dobra, mam wolny weekend i idziemy w tango do klubów – rzuciła Cass.
– Ooo, impreza? – wykrzyknęła Briar.
– Super, w takim razie będę mogła rozejrzeć się za pracą, więc dla mnie to sytuacja win-win – odpowiedziała Maren.
– Moje koleżanki z pracy poleciły trzy różne kluby. W okolicy nie ma ich zbyt wielu, więc do wyboru mamy Echoes, Lasso Down lub Grinders – Cass wywróciła oczami.
– Kto, na litość boską, wymyśla te nazwy? – zapytała Briar.
– No poważnie! – zgodziła się Maren.
W piątek wieczorem dziewczyny wystroiły się i wyszły. Postanowiły najpierw wypróbować Echoes. W Echoes było całkiem sporo studentów i grał tam koszmarny zespół na żywo.
Po godzinie spędzonej w tłumie i przy kiepskiej muzyce postanowiły spróbować w Lasso Down. To oczywiście bar w stylu country dla kowbojów. Muzyka była tam znośna, a tłum całkiem spory.
Dziewczyny dołączyły do kilku tańców liniowych, śmiejąc się i próbując naśladować kroki. Kilku facetów próbowało pomóc im je opanować.
Śmieją się do rozpuku i dobrze się bawią. Dziewczyny są już wstawione. Briar niechcący wpadła na wysokiego, zabójczo przystojnego, dobrze zbudowanego kowboja. Jest niezwykle umięśniony i można na jego widok utonąć w zachwycie.
– O, mój błąd, trochę mi szumi w głowie, bronco – zaśmiała się Briar.
– Skąd znasz moje imię, spotkaliśmy się już? – zapytał Bronco.
– Ach, nie, po prostu nazywam facetów w kowbojskich kapeluszach bronco, kiedy nie znam ich imienia – odpowiedziała Briar.
– Cóż, fartowny strzał. Mam na imię Bronco, a to jest mój kumpel Haze – przedstawił ich Bronco.
– A gdzie Purple? – zapytała ze śmiechem Maren.
– Ha, ha, dobre, jakbym nigdy wcześniej tego nie słyszał – zaśmiał się nieszczerze Haze.
– To spraw sobie nową ksywkę – odparowała Maren.
– Jestem Cass, a to Maren – wtrąciła Cass.
– A gdzie przypływ? – zapytał Haze.
– Szykuje się, żeby zmyć twój tyłek! – odgryzła się Maren.
– Cześć, jestem Briar, a Maren po prostu uwielbia się droczyć, prawda, Maren?! – zaśmiała się Briar.
– Nie, nie uwielbiam, po prostu mówię, jak jest – odpowiedziała Maren.
– Ha, ha, niesamowicie zabawne – zaśmiała się Briar.
– Boże, muszę się napić – mruknęła Maren.
Faceci dosiedli się do ich stolika i pili razem przez kolejne kilka godzin. Tuż po północy dziewczyny zamówiły Ubera i wróciły do domu. Następny poranek przywitał je gigantycznym kacem, mnóstwem paracetamolu i wody.
– Nigdy więcej nie piję – jęknęła Maren.
– Owszem, pijesz, i to już dziś wieczorem. Faceci zaprosili nas do swojego baru. I powiedzieli, że potrzebują barmanki na pół etatu – odpowiedziała Cass.
– Dobra, dobra, namówiłaś mnie, ale ja nie piję – odparła Maren.
Później tego samego wieczoru dziewczyny przygotowały się i ruszyły do baru. Kiedy zajechały na miejsce, na parkingu stały głównie motocykle. Było kilka samochodów, ale niewiele. Maren i Briar spojrzały na Cass.
– Um, Cass, to jest bar motocyklowy – zauważyła Maren.
– Wiem, że tak – odparła podekscytowana Cass.
– Ale do barów motocyklowych zwykle nie wpuszczają postronnych ludzi, nie trzeba być członkiem klubu? – zapytała Maren.
– Bronco powiedział, że w piątkowe i sobotnie wieczory bar jest otwarty dla wszystkich, a poza tym jesteśmy zaproszone – odpowiedziała Briar.
– Nie sądzę, żeby mnie zatrudnili – stwierdziła Maren.
– Nigdy nic nie wiadomo, Haze mówił, że potrzebują kogoś, kto potrafi pracować za barem i obsługiwać stoliki, a ty potrafisz jedno i drugie – odparła Cass.
– Sama nie wiem, mam złe przeczucia – rzekła Maren.
– Przestań chrzanić, idziemy się napić – rzuciła Briar, wchodząc do baru.
Punkt widzenia Kaela. Zobaczył szatynkę, blondynkę i rudowłosą wchodzące przez drzwi. Pomyślał, że to chyba grzech, by trzy tak wspaniałe kobiety były razem.
Kaelen pomyślał też, że to początek pikantnego dowcipu: szatynka, blondynka i ruda wchodzą do baru motocyklowego.
– Kłopoty do potęgi trzeciej właśnie przeszły przez drzwi. Powiadom funkcyjnych – powiedział Kaelen do Ice'a.
– Czy to te dziewczyny, które zaprosił Bronco? – zapytał Ice.
– Na pewno. Przekaż dalej, że szatynka jest nietykalna, ja bzykam ją jako pierwszy – rozkazał Kaelen.
– Mały biust, ale tyłek ma taki, że jest za co złapać. Wszystkie trzy to niezłe sztuki, ale to rude są w moim typie – wyszczerzył się Ice.
– Musieli je zaprosić akurat dzisiaj, kiedy zjechał się inny oddział. Miejcie oczy otwarte – ostrzegł Kaelen.
Dziewczyny podeszły do baru. Każda z nich usiadła na hokerze. Barman podszedł do nich. Zmierzył każdą wzrokiem od stóp do głów, po czym uśmiechnął się szeroko.
– No, witam panie. Jestem BB. Co dla was podać? – zapytał.
– Dla mnie Jack z colą – poprosiła Briar.
– Ja poproszę rum z colą – uśmiechnęła się Cass.
– Chciałam porozmawiać z menedżerem w sprawie pracy. Słyszałam, że szukacie barmanki? – zapytała Maren.
– Masz doświadczenie? – zapytał Bad Bone.
– Tak. Pracowałam w barze w moich rodzinnych stronach przez półtora roku. Nalewałam drinki i obsługiwałam stoliki. Przez większość czasu stałam za barem – wyjaśniła Maren.
– SZEFIE! – wrzasnął Bad Bone.
Maren odwróciła głowę i zobaczyła idącego w jej kierunku wysokiego, umięśnionego mężczyznę z seksownymi tatuażami. To był najprzystojniejszy facet, jakiego kiedykolwiek widziała! Ścisnęła mocno uda, żeby uśmierzyć dreszcz pożądania, który ogarnął ją na sam jego widok.
Poczuła, jak rośnie jej temperatura, a w kroczu robi się gorąco. Miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi.
– O mój Boże – szepnęła do siebie Maren.
– Chciałeś coś, BB? – zapytał Kaelen, taksując kobiety wzrokiem od góry do dołu.
– Taa, szefie, jedna szuka pracy – uśmiechnął się BB.
– O? Która? – Kaelen uśmiechnął się kpiąco.
– Ja. Nazywam się Maren Vance – odpowiedziała Maren.
Wyciągnęła rękę na powitanie. Kael zignorował jej gest. „O, niegrzecznie”, pomyślała. Opuściła rękę z powrotem na bok.
– Obróć się, żebym mógł ocenić twoje walory – zażądał Kael.
– Co moje walory mają wspólnego z pracą? To, jak wyglądam, nie powinno mieć znaczenia. Nie wpływa to na jakość mojej pracy – odparowała Maren.
– Mała, cycki masz całkiem, całkiem, ale potrzebujesz też niezłego tyłka do kompletu, bo inaczej nie zarobisz zbyt wiele – skwitował z drwiną Kael.
– Nie widzę związku z moimi obowiązkami. Jestem cholernie dobra w tym, co robię, a to zazwyczaj przekłada się na dobre napiwki. Pracowałam w barze przez osiemnaście miesięcy, więc mam mnóstwo doświadczenia – odparowała Maren.
– Dobra, dam ci szansę. Wejdziesz po następnej dziewczynie. Idź powiedzieć DJ-owi, co ma ci puścić – odparł Kael.
– Co? Nie staram się o pracę jako stripteaserka! Chcę pracować za barem! – oburzyła się Maren.
– Szkoda. Mój błąd – wyszczerzył się Kael.
Próbował ją podpuścić tym komentarzem o striptease. Nie miała pojęcia, że nie mówił poważnie. Za nic w świecie nie pozwoliłby jej się rozbierać.
Maren próbowała opanować oburzenie i złość. Potrzebowała tej pracy, ale co za arogancki palant!
– Więc masz doświadczenie jako barmanka? – zapytał Kael.
– Tak – odpowiedziała Maren.
– A jako kelnerka? – dopytał.
– Tak – odparła.
– Dobra. Jeśli zdasz mój test, dam ci okres próbny – rzekł Kael.
– Dajesz – rzuciła Maren.