Jedyny wyjątek motocyklowego prezydenta

Jedyny wyjątek motocyklowego prezydenta

Autor: Julian Vesper

Rozdział 4
Autor: Julian Vesper
5 lip 2026
– Stój! – wrzasnął Kael. Wyszedł ze swojego gabinetu ubrany tylko w dżinsy i buty. Spodnie miał rozpięte, ale zapięte na suwak. Za nim stała jedna z tych tandetnych stripteaserek z wielkim bananem na twarzy. Maren poczuła obrzydzenie. – Dlaczego? Chciałam tylko wyrzucić to do kontenera, zanim wyjdę – odpowiedziała Maren. – Nie wychodzisz na tyły bez eskorty. Poza tym daj mi znać, kiedy będziesz wychodzić, to odprowadzę cię do samochodu – wyjaśnił Kael. – Dlaczego? – zapytała. – Niektórzy faceci mogą się jeszcze kręcić w pobliżu, mimo że bar jest zamknięty. To niebezpieczne – odparł Kael. – Widzę, że jesteś zajęty. Poproszę BB, żeby mnie odprowadził – rzekła Maren. – Mała, dałem ci pierwszeństwo, ale mnie spławiłaś. Nie bądź teraz zazdrosna – uśmiechnął się drwiąco Kael. – To, co widzisz na mojej twarzy, to nie zazdrość, z przykrością muszę stwierdzić, że to obrzydzenie! To całe sranie we własne gniazdo, o którym wspominałam – odparowała Maren. – Co? – zapytała Candy, ta tandetna stripteaserka. – Zamknij się, Candy – warknął Kael. – Ale skarbie, przecież wiesz, że jestem twoją ulubienicą – jęknęła przymilnie. Otarła się swoimi sztucznymi cyckami o jego ramię, a jedną ręką zaczęła gładzić go po kroczu. Maren patrzyła na to, mierząc go wzrokiem. Ten widok sprawiał, że zbierało jej się na wymioty. – Czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że jesteś moją ulubienicą? – zażądał odpowiedzi Kael. – No cóż, nie wprost. Ale to czułam – odpowiedziała Candy. – A poza tym, skarbie, jesteś teraz taki twardy. Mogę sprawić, że będzie ci tak dobrze. – Ten stojak nie jest przez ciebie – uśmiechnął się kpiąco Kael. – Co ty, kurwa, wygadujesz, Kael? Chcesz powiedzieć, że lecisz na tę, na tę patologię z przyczepy kempingowej? – naskoczyła na nią Candy. Zanim Kael zdążył cokolwiek powiedzieć, Maren pchnęła ją na ścianę. Przycisnęła przedramię do gardła Candy i chwyciła rękę, którą tamta uniosła, by ją uderzyć. Maren wykręciła ją jej za plecy. Candy krzyknęła z bólu. – Słuchaj mnie uważnie, ty wywłoko! Powiem to tylko raz i to prostym językiem, żebyś zrozumiała. Jeśli jeszcze raz mnie jakkolwiek wyzwiesz, to cię ROZJEBIĘ! Jasne? – wycedziła przez zaciśnięte zęby Maren, prosto w twarz Candy. – Kael? Pozwolisz jej na to? Powinieneś postawić tę sukę na miejscu! – jęczała Candy. Maren zamachnęła się i uderzyła ją pięścią prosto w oko, po czym ją puściła. Candy osunęła się na podłogę z płaczem. Maren cofnęła się o krok. Spojrzała na śmieci, a potem na Candy. – Ostrzegałam ją – rzekła Maren, patrząc na nią z obrzydzeniem. – Sam możesz wynieść te śmieci, ja skończyłam. Kael tylko uśmiechał się do niej, gdy szła w stronę baru. Z przyjemnością patrzył na jej tyłek, gdy odchodziła. Podobało mu się też widowisko, które urządziła. Zanim mogła wyjść, musiała wziąć torebkę, która leżała pod barem. Maren zabrała torebkę i rozejrzała się za BB. Stał obok baru i widział wszystko, co się wydarzyło. – Hej, BB, sprzątanie w krainie tandety, szef może potrzebować pomocy przy wynoszeniu śmieci – parsknęła Maren. – Dobre! – zaśmiał się BB. Maren spojrzała w stronę korytarza. Kael szedł ku niej. Odprowadził ją do samochodu. Gdy tylko znaleźli się przy aucie, docisnął ją do niego, całując mocno. Jego dłoń chwyciła jej pośladek, unosząc ją lekko, by mógł ocierać się swoim wzwodem o jej krocze. Maren odepchnęła go. – Nie będę się z tobą pieprzyć. Szczególnie po tym, jak dopiero co ocierała się o ciebie tamta zdzira – odparowała. – To było cholernie podniecające. Jestem teraz tak kurde twardy, że mógłbym gwoździe wbijać moim fiutem! – jęknął Kael. – Bóg raczy wiedzieć, co ona tam ma. Dzięki Bogu, że noszę w torebce płyn do dezynfekcji i płyn do płukania ust – odparła Maren. – Pójdę się wyszorować od stóp do głów. Jeśli tylko dasz mi się zerżnąć. Tutaj na zdrowie na twoim samochodzie, w środku, w moim łóżku albo twoim. Do diabła, nawet o ścianę, bylebyś tylko dała mi się dobrze zerżnąć – kusił Kael. – Nie! Nie sypiam z „popychadłami”. A ty, skarbie, właśnie nim jesteś – odpowiedziała Maren. Wsiadła do samochodu i odjechała. Kael stał tam w osłupieniu, zanim dotarło do niego, że zniknęła. Odwrócił się i wrócił do baru. BB stał w drzwiach, śmiejąc się wniebogłosy. – Chyba cię zgasiła, co, Prez? – rżał BB. Prawa ręka Kaela wystrzeliła do przodu i uderzyła BB w szczękę. Ten się tego nie spodziewał i wylądował na tyłku. Spojrzał na Kaela z niedowierzaniem. Kael posłał mu ostrzegawcze spojrzenie. – Byłem ci to winny, ty głupi chuju! Myślisz, że nie widziałem, jak gapiłeś się na jej tyłek przez cały czas, gdy dziś stała za barem? – wyjaśnił Kael. Kael wrócił do środka. Wszedł do swojego gabinetu, gdzie wciąż siedziała Candy. Wskazał na korytarz i poczekał, aż wyjdzie. Następnie zatrzasnął drzwi i przekręcił klucz w zamku. Była sobota wieczorem i Maren szykowała się do wyjścia do baru. Opowiedziała przyjaciółkom, co się stało. Briar była w szoku i radziła jej, by tam nie wracała. Cass była zachwycona i nie mogła się doczekać, co wydarzy się dalej. – Trzymaj się dzielnie, siostro! – śmiała się Briar. – Puknij się w łeb! Zdobywaj ten szczyt! – kpiła Cass. – Nie zamierzam sypiać ze swoim szefem! – odparowała Maren. – Kogo próbujesz przekonać? Nas czy samą siebie? – zapytała Cass. – Jedno i drugie? – odpowiedziała Maren. – Mam totalnie przerąbane! Maren dotarła do baru i nie widziała Kaela. Zauważyła Candy z paskudnym podbitym okiem i uśmiechnęła się pod nosem. Była dumna z tego, co zrobiła. Dobrze było postawić na swoim. Miała nadzieję, że to będzie dla niej ostrzeżenie, żeby trzymała się od niej z daleka. BB już tam był i uzupełniał zapasy za barem. On również nosił ładne podbite oko. – Co ci się stało? – zapytała Maren. – Wszedłem w ścianę – burknął. – Aha – odparła Maren. – Jasne. – Prez kazał ci dziś stać za barem – wyjaśnił BB. – Dobrze – odpowiedziała Maren. Później wieczorem wybuchła bójka i Kael wybiegł z gabinetu. Skinął głową Ironowi. Iron złapał Maren i wepchnął ją do gabinetu. – Zamknij te drzwi i nie wpuszczaj nikogo oprócz funkcyjnych, jasne? – rozkazał. – Jasne – odpowiedziała Maren. Maren usiadła przy biurku Kaela. Na biurku stało kilka monitorów komputerowych wyświetlających obraz z kamer wewnątrz i na zewnątrz baru. Na ekranie pokazującym wnętrze lokalu, środkowy podgląd pokazywał przestrzeń za barem, gdzie pracowała. Wokół znajdowały się inne podglądy, ułożone w kolaż. Zewnętrzne kadry były mniejsze. Dotknęła obrazu z głównej sali, a ten przesunął się na środek ekranu i powiększył. Obserwowała trwającą bójkę. Kael walczył bez wysiłku. Walka nie trwała długo. Rozkazał braciom pomóc drugiemu oddziałowi opuścić lokal. Nie słyszała, co mówi, i nie wiedziała, jak włączyć dźwięk. Coś na jednym z pozostałych podglądów przykuło uwagę Maren. Stuknęła w obraz zza baru, a ten wrócił na środek ekranu i się powiększył. Zobaczyła, jak Rose wyciąga pieniądze z kasy i chowa je do kieszeni. Zauważyła też, że BB lał alkohol bardzo szczodrą ręką i rozdawał zbyt wiele darmowych drinków kobietom. – Jak ten bar w ogóle przynosi zyski? Jestem tu ledwo dwa dni, a już widziałam rzeczy, które z łatwością mogłyby ich wpędzić pod kreskę – pomyślała Maren. – Muszę mieć oczy otwarte, a potem porozmawiać z Kaelem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 – Jedyny wyjątek motocyklowego prezydenta | Czytaj powieści online na beletrystyka