Dziadek Gideona był dokładnie taki, jak sobie wyobrażałam: wysoki, imponujący, z perfekcyjnie przystrzyżonymi, srebrnymi włosami i przenikliwym spojrzeniem, które zdawało się widzieć przez każdą fasadę. Arthur Vandermere nosił w sobie ten rodzaj prezencji, który nakazywał natychmiastowy szacunek. Był typem człowieka, który nigdy nie musiał podnosić głosu, by go usłyszano.
Kiedy się do niego zbliży
















