Samochód bezszelestnie mknął krętą drogą w stronę rezydencji. Przez okno obserwowałam winnice skąpane w srebrzystym świetle księżyca, ponure i niemal melancholijne. Kierowca wbijał wzrok w drogę, dyskretnie ignorując namacalne napięcie panujące między nami na tylnym siedzeniu.
Gideon siedział z odchyloną do tyłu głową, z zamkniętymi oczami, choć wcale nie spał. Fizyczne i emocjonalne wyczerpanie w
















