Nawet w smolistych ciemnościach ogromnej sypialni cisza, która zapadła po mojej rozpaczliwej prośbie, była ciężka i gęsta. Czułam wahanie Gideona promieniujące w przestrzeni między nami.
– Jesteś pewna? – jego głos był niskim, szorstkim pomrukiem w ciemności, przecinającym napiętą atmosferę.
– Tak – przełknęłam ślinę, mając całkowicie zaschnięte gardło. – Proszę.
Usłyszałam, jak droga skóra kanapy
















