Pytanie zawisło między nami, ciężkie i nieuniknione. Gideon wytrzymał moje spojrzenie przez długą chwilę, jakby oceniał, na jak wielką prawdę zasłużyłam, by ją usłyszeć. Wtedy o dziwo, uśmiechnął się – nie tym pewnym siebie uśmiechem, który pokazywał światu, lecz czymś łagodniejszym, niemal pełnym rezygnacji.
– Z tego nie da się wyleczyć z dnia na dzień. – Rzucił we mnie moimi własnymi słowami i o
















