ELOWEN.
Wchodząc do łazienki, czuję rozczarowanie.
Powiedział, że tu będzie…
Spoglądam w lustro. Patrzy na mnie kobieta, która wygląda pięknie w czerwonej sukni, z czarnymi włosami, jasnobrązowymi oczami i bladą cerą, z piegami rozsianymi na smukłym nosie i policzkach. Mam w sobie więcej ciała niż przeciętna kobieta. Dotykam ramienia, boleśnie świadoma jego krągłości. Nawet moje policzki nie są tak rzeźbione, jak u innych…
Jestem już pełnoletnia, ale… nie mam wilka; czy to będzie miało dla niego znaczenie? Czy dlatego go tu nie ma?
Dorastałam u boku Killiana i przez lata podziw bez poczucia czasu, jaki do niego czułam, zmienił się w coś więcej… Bez słowa sprzeciwu założyłam sukienkę, którą mi kupił. Dziś nawet się umalowałam, mając nadzieję, że dostrzeże, iż nie jestem już tylko małą omegą, którą kiedyś uratował.
Poprawiam włosy, wygładzam sukienkę i już mam wychodzić, gdy do środka wchodzi moja nemezis, Vespera Mordrake, córka Alfy watahy Lupine Bolt, wraz ze swoimi dwiema przybocznymi.
"Spójrzcie, to ten śmieć omega, której wydaje się, że skoro włożyła ładną sukienkę, to jest ponad nami wszystkimi" – szydzi Vespera.
Nie chcę odpowiadać. Jeśli to zrobię, ona zareaguje jeszcze gorzej. Chce reakcji, której ja nie zamierzam jej dać. W końcu jest rozgoryczona, odkąd jej chłopak próbował się do mnie przystawiać.
Abyssal Cascades znajduje się w samym centrum terytoriów sześciu watah i jest jedną z niewielu szkół, do których wszystkie watahy wysyłają swoje dzieci.
"Ej, nie ignoruj jej! Mówi do ciebie!" – warczy Marni, chwytając mnie za ramię, gdy próbuję je minąć, i zmuszając do zatrzymania się.
Odwracam się i patrzę na nie. Wszystkie trzy są olśniewające, a po ich wysportowanych sylwetkach widać, że są też doskonałymi wojowniczkami.
"Cóż, pewnie myśli, że teraz, gdy skończyła osiemnaście lat, uśmiechnie się do niej szczęście" – drwi Vespera, podchodząc bliżej.
"Czekaj, czekaj, czy ona naprawdę myśli, że Killian mógłby jej chcieć?" – wyśmiewa się Skyla, wywołując śmiech pozostałych. „Nawet go tu nie ma”.
Spuszczam wzrok, czekając, aż skończą nękanie, żebym mogła wyjść. I tak łatwiej jest po prostu milczeć…
Vespera szczypie mnie w ramię, wbijając paznokcie tak mocno, że aż boli. Zaciskam usta, walcząc z pokusą, by uderzyć ją w ten jej idealnie prosty nos. Nie warto jednak ryzykować lania, które dostałabym później.
"Och, spójrzcie na ten tłuszcz! Chryste! Poćwicz trochę, grubasko!" – syczy.
"Taa, nikt nie chce tłustej, małej suki Omegi" – rzuca Vespera. Pozostałe dwie co chwilę zerkają na drzwi, upewniając się, że nikt nie wchodzi.
Ćwiczę trochę sama, ale ponieważ jestem omegą, nie mam prawa trenować z wojownikami. Zresztą wątpię, bym i tak dotrzymała im kroku. Poza tym mam dość upokorzeń w szkole. Cieszę się, że niedługo kończę naukę w tym miejscu. Nie zamierzam dobrowolnie zapisywać się na dodatkowe porcje bólu.
„Czy na to właśnie liczysz, Omego? Że Killian weźmie cię za swoją, będzie kochał i pielęgnował?” Vespera wybucha śmiechem. Przełykam ślinę, odwracając wzrok, co kwituje krótkim śmiechem. „Nie łudź się, jedyne, do czego służą Omegi, to bycie kochankami na boku, którymi główna partnerka może pomiatać”.
"Ona nie zasługuje nawet na to, by oddychać tym samym powietrzem co Killian" – mruczy Marni.
Mówią przyciszonymi głosami i wiem dlaczego. Mogę być Omegą, ale zostałam adoptowana przez Alfę Varkasa. Nie chcą mu się narazić, zwłaszcza w jego własnej rezydencji.
Wiem, że Vespera mnie nie znosi, bo jestem Omegą. Niektóre Omegi są kochane przez wysoko postawionych samców i nienawidzone przez rangowe samice. Tam, gdzie Alfa ma swoje ulubione Omegi, Luna lub inne kobiety traktują je jak śmieci. Takie życie mnie czeka – że pewnego dnia, jeśli będę miała szczęście, będę służyć jakiemuś Alfie lub Becie. Może to dlatego, że ostatnią dekadę spędziłam pod opieką rodziny Alfy, ale wcale tego nie chcę.
„Chcesz być moją małą dziwką, Elowen? Chętnie oddam ci moje ochłapy, wiesz, w ramach działalności charytatywnej i dobrych uczynków. Tatuś zawsze mnie uczył, żeby pomagać mniej fartownym. Może nawet pozwolę ci go zadowolić, jak już ze mną skończy, żebyś poczuła, jak smakuje prawdziwa kobieta”. Jej przyjaciółki śmieją się, gdy ona pochyla się jeszcze bliżej.
Zaciskam zęby, starając się nie dopuścić do siebie jej słów, ale to wciąż boli.
„Tego właśnie chcesz? Żebym wzięła cię pod swoje skrzydła jako przypadek beznadziejny?” – drwi, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów. „I nie zapomnij mi podziękować, kiedy będziesz z niego zlizywać resztki po mnie. Tylko do tego nadają się Omegi – do sprzątania po swoich Lunach”.
Marni chichocze obok niej. „Założę się, że cieszyłaby się każdą sekundą” – parska.
"Cóż, czy ty…" Vespera urwała, gdy drzwi łazienki się otworzyły. Jej pogardliwy wyraz twarzy natychmiast zmienił się w uśmiech, gdy przerzuciła długie włosy przez ramię, uśmiechając się do wchodzącej kobiety. „Cóż, do zobaczenia później. Jeszcze raz, baw się dobrze na urodzinach”.
Odwróciły się i wyszły, a ja westchnęłam, zmuszając się do uśmiechu.
Wymknęłam się z łazienki, wiedząc, że babcia Callista nie będzie zadowolona, jeśli zniknę na zbyt długo.
Idąc korytarzem, zawahałam się. Naprawdę nie chciałam wracać do sali pełnej młodych kobiet, które nie życzą sobie mojej obecności.
Cicho skręciłam w stronę ogrodu; przydałoby mi się trochę świeżego powietrza. Najlepszą stroną bycia omegą było to, że nikt nie zauważał twojej obecności.
"…Varkas, zapewniam cię, musimy się jej pozbyć". To był głos babci Callisty. Brzmiał irytacją i ostrzeżeniem. Zamarłam, niepewna, co się dzieje, ale coś mi podpowiadało, że nie powinnam podsłuchiwać tej rozmowy.
Czy Alfa nie miał być teraz w pracy?
Powinnam odejść?
"Matko, rozumiem, ale czy jesteś pewna?"
"Oczywiście, że jestem, synu. Killian ma na nią oko już od jakiegoś czasu… i obawiam się, że to może być coś więcej niż tylko pociąg fizyczny".
"Nie wiem, trudno mi to pojąć. Elowen jest-"
Już miałam odejść na palcach, kiedy skamieniałam, słysząc swoje imię. Położyłam dłoń na piersi.
"To piękna młoda kobieta. I choć nie obchodzi mnie, czy Killian będzie ją trzymał przy sobie jako kochankę, emocjonalne przywiązanie do omegi jest niebezpieczne. Ona musi odejść". W głosie starej Luny pobrzmiewała ostateczność, a ja zastanawiałam się, czy Alfa Varkas się z nią zgodzi.
Strach zaczął mnie przenikać, gdy z zapartym tchem czekałam na jego odpowiedź.
On się nie zgodzi… prawda?
Ta pauza trwała wieczność.
"Masz rację, to mój jedyny spadkobierca… Sprawię, że Elowen wkrótce zniknie. Ale nie mów jej ani słowa, sam się tym zajmę".
"Dobrze, i zrób to szybko. Wiesz, jaki urok mają te Omegi" – dodała z niesmakiem. Kosztowało mnie to mnóstwo sił, by się nie załamać. Mój świat właśnie legł w gruzach. A myślałam, że te urodziny nie mogą być już gorsze.
















