ELOWEN.
— Proszę, nie rób tego! — krzyczę, przewracając się do tyłu. Coś uderza mnie w tył nogi, kolana pode mną drżą i upadam na ogromne łóżko. Chwytam za ciemnofioletowe zasłony wiszące u wezgłowia łóżka z baldachimem; materiał pali mnie w dłonie, gdy wysuwa mi się z uścisku, kiedy on spycha mnie płasko na plecy.
Jego oczy płoną czerwienią, kły są wysunięte, gdy chwyta mnie za gardło. Dredy obra
















