ZARETH.
Uśmiecham się w duchu, gdy jakimś cudem docieramy do mojego mieszkania w mieście; jest bliżej i nie sądzę, bym zdołał dotrzeć do zamku. Kosztowało mnie to wszystkie siły, by nie zzedrzeć z niej tej sukienki już w samochodzie i nie pieprzyć jej tam na miejscu.
Cholerne jej pragnę, ale jednocześnie wiem, jak to się kończy… Rozlewem krwi, gdy mój Likan przejmuje kontrolę… W przeciwieństwie do
















