Ocean tafty, jedwabiu i satyny spadał na Siennę niczym deszcz, podczas gdy Jenna stała w swojej garderobie, ciskając ubraniami przez ramię w swoją służącą. Sienna stała przy łóżku z czterema otwartymi walizkami przed sobą, zastanawiając się, jak na świecie uda jej się to wszystko upchnąć do tych pojemników. Jenna już wcześniej położyła na łóżku swoją suknię balową i kilka innych kreacji do spakowania, a miejsca wydawało się po prostu za mało. To była geometria i fizyka – a nie pobożne życzenia – fakty, z którymi Sienna nie mogła dyskutować.
– Uważaj, żeby nic się nie pogniotło, ty tłusta krowo! – warknęła Jenna, gdy para dżinsów uderzyła Siennę w twarz, a guzik rozciął jej powiekę. Skrzywiła się, ale nie wydała z siebie ani dźwięku. Musiała uważać, żeby nie pobrudzić krwią ubrań Jenny.
– Proszę. To wszystkie ubrania – powiedziała Jenna, odwracając się i kładąc dłonie na biodrach, podczas gdy Sienna zabrała się za próby zwinięcia wszystkiego tak, by się nie pogniotło i miało jakiekolwiek szanse się zmieścić. – Będę potrzebowała też moich butów. I lepiej nie zapomnij o mojej torbie podręcznej ze wszystkimi kosmetykami i makijażem.
– Tak, panienko Jenno – powiedziała Sienna, a krew z rozcięcia spływała jej do oka. Zmrużyła je i patrzyła tylko prawym. Jenna nie zauważyła, że krwawi. Zdążyła już przejść do swojej garderoby z butami i wyciągała pudełko za pudełkiem.
To się nigdy nie zmieści.
Zanim Jenna zdążyła ułożyć wszystkie swoje buty w stos przy łóżku, Sienna spakowała większość jej ubrań, ale w żadnej z walizek nie było już prawie miejsca. – Czy ma panienka inną torbę, której mogłabym użyć na buty, panienko Jenno? – zapytała, nie podnosząc wzroku na blondynkę, bo wiedziała, że ta będzie wściekła.
– Poważnie, ty głupia s*ko? Jakie to trudne? Na miłość Bogini! Po prostu to upchnij! Nie mam czasu na to g*wno!
Dłoń Jenny zderzyła się z kością policzkową Sienny, odrzucając jej głowę do tyłu i w prawo. Pieczenie bolało bardziej niż zwykle, ponieważ jej oko było już uszkodzone. Stała nieruchomo, czekając, aż Jenna wyjdzie z pokoju, a potem wzięła głęboki oddech, nie pozwalając sobie na płacz. To po prostu nie było tego warte.
Gdy tylko Jenna odeszła, Sienna wytarła krew z oka o koszulkę i poruszyła nieco szczęką, próbując złagodzić mrowiący ból. Musiała wymyślić, jak zmieścić buty do tych toreb, albo sama znaleźć kolejną. Była prawie pewna, że Jenna ma w szafie więcej bagaży. Po prostu nie lubiła mieszać więcej niż jednego zestawu walizek podczas podróży, bo uważała, że to wygląda tandetnie. Jeśli Siennie uda się to wszystko załadować do samochodu, tak by tamta nie zauważyła, może będzie dobrze.
Zajęło jej kolejną godzinę, by wcisnąć wszystkie buty do innej walizki, którą znalazła w szafie. Następnie musiała znosić je wszystkie po schodach i załadować do rodzinnego SUV-a. Było to lamborghini, jeden z najdroższych SUV-ów na rynku, i tak naprawdę nie był wcale taki duży w porównaniu z niektórymi innymi pojazdami, które mogli wybrać. Sienna wiedziała, że będzie musiała zmieścić z tyłu cały bagaż rodziny, a także swoją jedną małą torbę, która zawierała jedną zmianę ubrań i kilka przyborów toaletowych. No i siebie. Nie pozwolono by jej usiąść na tylnym siedzeniu z Jenną, co oznaczało, że będzie musiała jechać właśnie tutaj. Znowu układanka wydawała się mieć zbyt wiele elementów, by zmieścić się w pudełku.
Nie miała innego wyjścia, jak tylko zabrać się do pracy i zacząć układać bagaże najlepiej, jak potrafiła. Przynajmniej pozostali służący mieli jechać innym pojazdem, więc nie musiała się martwić o upchnięcie również ich toreb. Zmieściła już większość walizek i zostały jej tylko dwie, ale wciąż brakowało miejsca dla niej samej, kiedy usłyszała dźwięk, przez który żołądek skręcił się jej w supeł.
– Proszę, proszę, kogo my tu mamy, czyż to nie Śmierdząca Sienna Elliott stoi przy krawężniku. Nie wiedziałam, że dzisiaj wywożą śmieci!
Nie odwróciła się, by spojrzeć, bo rozpoznała ten głos. To była Brandy Witt, jedna z najlepszych przyjaciółek Jenny. Zrobiła wszystko, co w jej mocy, by skupić się na bieżącym problemie i zignorować grupę dziewczyn, ponieważ wiedziała bez patrzenia, że Brandy nie była sama. One zawsze podróżowały w stadzie.
– Hej, Sienna, nie słyszałaś jej? – zapytała Mona Parker, wywołując śmiech u wszystkich dziewczyn.
Kamień uderzył Siennę prosto w tył głowy. Ból promieniował z miejsca, w które uderzył, i przez chwilę pomyślała, że może zemdleć z bólu.
– Nie róbcie tego!
To był głos Joela. Sienna przez moment pomyślała, że może jej sekretny przyjaciel w końcu staje w jej obronie. Odwróciła się i zobaczyła grupę pięciu dziewczyn stojących na drodze za nią, nieco wyżej na ulicy. Joel nadchodził z drugiego kierunku i wyglądał na wściekłego. Jego wzrok był skupiony na dziewczynach, a nie na niej. – A co, jeśli spudłujecie i uderzycie w lamborghini? – zapytał.
– Och, masz rację. Przepraszam – powiedziała Brandy, wyglądając na zawstydzoną.
Twarz Sienny zrzedła. Nie mogła nic na to poradzić. Nie stawał w jej obronie. Próbował chronić pojazd. Oczy Joela mignęły w jej kierunku, ale potem odwrócił wzrok i pospieszył do dziewczyn. Wszyscy stali, rozmawiając przez kilka chwil, podczas gdy Sienna ignorowała ból głowy i ponownie układała torby.
Jenna musiała zobaczyć swoje przyjaciółki na zewnątrz, bo wyszła frontowymi drzwiami, krzycząc: – Hej s*ki! – czym wywołała u nich wszystkich śmiech. Spędziła kilka minut, opowiadając im o tym, jak niesamowity będzie bal i jak nie może się doczekać spotkania z Alfą Kadenem Stone'em. Przynajmniej w tej chwili nikt nie zwracał uwagi na Siennę.
Sienna w końcu ułożyła wszystkie torby, ale został jej tylko maleńki skrawek miejsca. Nie miała pojęcia, jak zdoła się tam wcisnąć. Nawet będąc tak drobną i szczupłą, musiałaby się praktycznie złożyć wpół, by tam wejść, a czekała ją trzygodzinna jazda. Po prostu nie sądziła, że zniesie tego rodzaju tortury przez tak długi czas. Ale jaki miała wybór?
Alfa Kent i jego żona, Luna Veronica, wyszli z domu, sprzeczając się o to, dlaczego on upierał się, by prowadzić osobiście. – Mówiłem ci, kochanie, że się nudzę, kiedy nie prowadzę.
– Zagraj w jakąś grę na telefonie – zasugerowała.
– Po prostu nie chcesz, żebym prowadził, bo się boisz, że rozbiję ten drogi samochód – powiedział.
– To nieprawda! Ty po prostu jeździsz za szybko...
Kontynuowali sprzeczkę, dopóki Kent nie krzyknął: – Jenna, pożegnaj się z przyjaciółkami i jedźmy. Alfa Kaden na ciebie czeka!
– Boże, ale ci zazdro – powiedziała Brandy, przytulając Jennę.
– Zobaczymy się za kilka dni, dziewczyny – Jenna uściskała je wszystkie. – Z pierścionkiem na palcu i tytułem Luny Jenny!
– Ale masz szczęście – stwierdziła Mona, odrzucając do tyłu swoje długie, czarne włosy.
– Do zobaczenia później, s*ki! – zawołała Jenna i dodała kokieteryjnie: – Pa, Joel.
– Do zobaczenia, Jenna – odpowiedział Joel. Jego wzrok spoczął na Siennie. Przełknęła ciężko ślinę, ale odwróciła wzrok.
– Wsiadaj do tego ch*lernego samochodu, ty kretynko! – krzyknęła Jenna do Sienny.
Spojrzała na to małe miejsce raz jeszcze i zastanawiała się, jak na świecie miałaby tam wejść. Biorąc głęboki oddech, wspięła się do góry, obracając się tak, by wpasować pośladki w najszerszym punkcie. Jej nogi były ściśnięte i złożone przy klatce piersiowej. Nie mogła dosięgnąć przycisku, by zamknąć klapę bagażnika, i nie było mowy, żeby poprosiła Alfę Kenta o jej zamknięcie, podczas gdy on i jego żona wciąż rozmawiali. Jenna miała już w uszach swoje AirPods i bujała się do muzyki na tylnym siedzeniu. Z jej szczęściem Alfa odjechałby z otwartą klapą, Sienna wypadłaby na zewnątrz, a on by ją przejechał.
Twarz Joela pojawiła się nad nią. – Bądź ostrożna – szepnął, przelotnie dotykając jej dłoni. Następnie nacisnął przycisk, by zamknąć klapę, i zniknął.
Samochód zaczął wycofywać z podjazdu. Sienna ledwo mogła oddychać w swojej skurczonej pozycji, ale miała mnóstwo rzeczy do przemyślenia, które odwracały jej uwagę od tego wszystkiego. Dlaczego Joel to powiedział? Dlaczego jej dotknął? Czy naprawdę uważał ją za przyjaciółkę – a może za kogoś więcej?
Sienna nie mogła sobie pozwolić na myślenie o tym. Gdy tylko ten przeklęty bal dobiegnie końca, zamierzała odejść, w ten czy inny sposób, nawet gdyby miało to kosztować ją wszystko.
Gdy jechali, zastanawiała się, co by się stało, gdyby wyruszyła z terytorium Stada Jasnego Nieba. W ogóle nie znała tamtejszych terenów. Z tego, co wiedziała, mogło być otoczone przez niebezpiecznych samotników. Z drugiej strony, każdemu z jej obecnego stada trudniej byłoby ją wytropić, gdyby tak postąpiła.
Otworzył się przed nią świat pełen możliwości. Jedyne, co tak naprawdę miało znaczenie, to fakt, że odchodzi – i to wkrótce. Przy odrobinie szczęścia, ten kamień, który uderzył ją w tył głowy, będzie ostatnim, jaki kiedykolwiek w nią rzucono.
















