Dzień, którego tak bardzo się obawiał, wreszcie nadszedł – dzień, w którym mieli zacząć zjeżdżać się jego goście. Kaden wziął głęboki oddech, rozkoszując się rześkim, jesiennym powietrzem podczas spaceru do domu spotkań, gdzie umówił się na odprawę z wojownikami Omega, którzy mieli patrolować granice terytorium stada podczas Balu Księżycowej Bogini. Choć wielu Alfów i innych ważnych graczy na ich terytorium było zaproszonymi gośćmi, zawsze istniała możliwość, że ktoś wybierze takie wydarzenie, by sprawić kłopoty, a Alfa Kaden chciał być gotowy.
Imię i twarz pojawiły się w jego umyśle, gdy pomyślał o mącicielach: Zane Night, Alfa Stada Czarnego Księżyca.
Kaden wiedział, że jego babcia zaprosiła Zane'a i jego rodzinę na Bal Księżycowej Bogini, ale oni odmówili, twierdząc, że to nie jest konieczne, ponieważ Zane ma już partnerkę, a nie mają jeszcze dzieci, które osiągnęłyby wiek dwudziestu jeden lat, czyli wiek, w którym można znaleźć swojego przeznaczonego partnera. Podczas gdy inni przywódcy stad nie mieli oficjalnego powodu, by uczestniczyć w Balu Księżycowej Bogini, większość z nich odpowiedziała, że się na nim pojawi. Było to coś więcej niż tylko wydarzenie mające na celu znalezienie swojej pary, bal stanowił dla przywódców stad okazję do spotkania się i zawarcia sojuszy. Najwyraźniej Zane nie był tym zainteresowany.
Wchodząc do sali zebrań, Kaden zlustrował obecnych. Jego Beta, Alec, opowiadał właśnie historię grupie młodszych Omeg, podczas gdy starsi opierali się o ścianę, gawędząc między sobą. Alec z pewnością wiedział, jak przyciągnąć tłum. Kiedy zorientował się, że Alfa jest na miejscu, podsumował swoją opowieść słowami: – Tak czy inaczej, nie próbujcie mierzyć się z grzechotnikiem, chyba że jesteście gotowi na ból! – co wywołało śmiech u wszystkich, nawet tych, którzy w ogóle go nie słuchali, ale chcieli być uprzejmi.
Kaden słyszał tę historię wystarczająco dużo razy, by nie musieć słuchać jej pierwszej części i wiedzieć, o czym mówi Alec. To było wtedy, gdy biegli przez las, a Alec przypadkowo nadepnął na węża. Kaden był prawie pewien, że to nie był żaden grzechotnik, ponieważ nigdy nie słyszał, by ten konkretny gatunek występował na terytorium ich stada, ale Alec miał taki sposób opowiadania historii, który sprawiał, że wydawały się wiarygodne.
– Cześć wszystkim – powiedział Kaden, gdy już przykuł ich uwagę. – Chciałem się z wami tylko przywitać, ponieważ wkrótce będziemy mieli mnóstwo gości. Niedawno rozmawiałem z Johnem o patrolach, ale chciałem się upewnić, że wszyscy jesteśmy na tej samej stronie.
John, mężczyzna, który tak bardzo pomógł w przygotowaniu domów gościnnych, stał niepozornie w środku tłumu. Sposób, w jaki reszta Omeg na niego patrzyła, mówił Kadenowi wszystko. Oczywiście był urodzonym liderem. Inni podziwiali go i zrobiliby wszystko, o co by ich poprosił, tak samo, jak zrobiliby to dla swojego Alfy.
– Mamy przypisane trasy i harmonogramy – oświadczył John. – Wszyscy rozumieją, jak ważne jest zapewnienie naszym gościom bezpieczeństwa, i jesteśmy gotowi zrobić wszystko, co konieczne, by ich chronić.
– Doskonale – odparł Kaden, zadowolony, widząc, że wszyscy potakują w zgodzie. – Czy ktoś ma jakieś pytania?
Kilka osób poprosiło o wyjaśnienie tras, ale w większości wszyscy znali swoje obowiązki i byli przekonani, że dopilnują, by nie stało się nic złego, podczas gdy tak wielu ważnych gości przebywało na terytorium Jasnego Nieba.
Kaden zwolnił ich i skierował się do sali balowej, gdzie chciał sprawdzić ostatnie szlify przed tańcami. Unikał tego miejsca jak ognia, nie tylko dlatego, że ufał babci, iż z dekoracjami poradzi sobie lepiej niż on kiedykolwiek zdoła, ale również dlatego, że za każdym razem, gdy tam wchodził, Sylvia i kilka innych dziewcząt patrzyły na niego, jakby był kawałkiem mięsa. Wiedział, że podczas Balu Księżycowej Bogini wszystkie one, a także wiele kobiet z innych stad, będą chciały mieć szansę na taniec z nim. Tego wieczoru będzie niezwykle zajęty i wcale nie czekał na to z niecierpliwością. Choć lubił randkować i spędzać czas z kobietami, sceneria taka jak ta była dla niego całkowicie nieatrakcyjna, a on nigdy nie był fanem dotrzymywania towarzystwa więcej niż jednej damie naraz.
Karen Waters znów wykrzykiwała rozkazy, mówiąc jakiemuś biedakowi, że będzie musiał zdjąć wszystko z jednej części ściany i zacząć od nowa. Wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać. Kaden dostrzegł po drugiej stronie sali Sylvię i jej koleżanki, które wyglądały, jakby więcej gadały niż pracowały. Powietrze wypełniał podekscytowany śmiech gawędzącej grupy kobiet. Kaden miał nadzieję, że będą tak rozproszone, iż go nie zauważą.
Nigdzie nie dostrzegał swojej babci i już miał wyjść, by sprawdzić gdzie indziej, kiedy usłyszał za sobą kobiecy głos mówiący: – Alfa Kaden?
Odwrócił się i zobaczył stojącą tam Angelikę Rose. Była od niego nieco starsza i miała reputację dziewczyny, która sypia z kim popadnie, więc nigdy z nią za dużo nie rozmawiał. Mimo to nie widział powodu, dla którego miałby być nieuprzejmy. – Witaj, Angelico.
– Cześć. Twoja babcia poszła na chwilę do domu, około dziesięć minut temu, jeśli to jej właśnie szukasz. – Uśmiechnęła się do niego. Było to połączenie zmysłowego uśmieszku i przyjaznego uśmiechu. Nie był pewien, co o tym myśleć.
– Dziękuję. – Kaden skinął głową i wyminął ją, zatrzymując swoje myśli dla siebie. Miał nadzieję, że jego babcia czuje się dobrze. Martwił się, że przeforsuje się w przygotowaniach do imprezy. Nie stawała się coraz młodsza, a coś takiego wymagało o wiele więcej wysiłku, niż mogła sobie wyobrażać.
– Pewnie – powiedziała Angelica. Czuł, jak jej wzrok wędruje po jego ciele, gdy odchodził. – Trzymaj się, Alfo Kadenie.
Spojrzał przez ramię i uśmiechnął się do niej, ale było w niej coś, co wprawiało go w niepokój, którego nie potrafił do końca określić.
Kaden pospieszył do domu i zastał swoją babcię siedzącą w kuchni z filiżanką herbaty. Miała spuszczoną głowę i wyglądała na nieco poirytowaną. – Babciu? Wszystko w porządku?
Na dźwięk jego głosu uniosła twarz i uśmiechnęła się. – Witaj, drogi. Jak się masz?
– U mnie w porządku – odpowiedział Kaden, siadając na hokerze naprzeciwko niej. – Jak ty się miewasz?
– Wspaniale – odparła, sięgając przez wyspę, by poklepać go po dłoni. – Potrzebowałam tylko małej przerwy.
Jej dłoń była nieco lepka, więc nie był pewien, czy całkowicie jej wierzy, ale wiedział też, że nie może z nią dyskutować. Spróbuje innego sposobu, by nakłonić ją do uspokojenia się. – Nasi goście powinni wkrótce zacząć się zjeżdżać. Może powinnaś zrobić sobie dłuższą przerwę i odświeżyć się, by móc ich powitać.
– To nie jest zły pomysł, kochanie – odpowiedziała, co go zaskoczyło. – Wierzę, że Karen ma wszystko pod kontrolą w sali balowej. Jestem też pewna, że John zajął się bezpieczeństwem. On jest takim dobrym człowiekiem.
– Tak, właśnie rozmawiałem z zespołem ochrony i są gotowi do działania. – Spojrzał na zegar wiszący na przeciwległej ścianie. – Spodziewam się, że goście dotrą w ciągu kilku godzin, a wiem, że niektórzy z Alfów, którzy zatrzymają się z nami w domu, zjawią się już tego popołudnia.
– Jestem taka podekscytowana, Kadenie. – Babcia Hannah nadal klepała go po dłoni. – Pomyśl tylko, mógłbyś wreszcie znaleźć swoją przeznaczoną partnerkę!
Kaden zrobił wszystko, by nie cofnąć dłoni. – Nie rób sobie zbytniej nadziei, babciu – powiedział. – To nie jest moim celem w organizowaniu tego balu i dobrze o tym wiesz.
Spojrzała na niego surowo. – Kadenie, wiem, że uciekasz przed myślą, że Księżycowa Bogini ma dla ciebie kogoś wyjątkowego, ale musisz otworzyć swój umysł na tę możliwość. Otwórz swoje serce.
– Babciu, wiem, że bycie pełniącą obowiązki Luny jest męczące i chcesz, żebym znalazł kogoś, kto przejmie tę odpowiedzialność, ale... ja po prostu nie jestem gotowy na ślub.
Jej brwi zmarszczyły się, a surowy wyraz zagościł na jej twarzy. – Kadenie! Zupełnie nie z tego powodu mam nadzieję, że znajdziesz kobietę swoich marzeń! Jasne, bardzo chciałabym kiedyś przejść na emeryturę, ale ja po prostu pragnę twojego szczęścia!
– Nie potrzebuję kobiety, by być szczęśliwym, babciu. – Czuł, jak ogarniają go emocje. – Nawet gdyby Księżycowa Bogini zrzuciła mi kobietę na kolana, nie jestem pewien, czy bym ją przyjął.
Usta Hannah otworzyły się z wrażenia, po czym wykrzyknęła: – Ugryź się w język, chłopcze! Jak śmiesz grozić odrzuceniem daru od Bogini!
Kaden wziął głęboki oddech i obszedł wyspę dookoła, kładąc dłonie na jej ramionach. – Przepraszam, babciu. Nie chciałem cię zdenerwować. Mówię tylko... nie rób sobie zbytniej nadziei, dobrze?
Hannah odwróciła się i spojrzała na niego. – Na to już za późno, Kadenie. Mam wobec ciebie nadzieje, odkąd tylko się dowiedziałam, że przyjdziesz na świat. Odkąd byłeś malutkim dzieckiem w łonie matki, miałam nadzieję, że Księżycowa Bogini znajdzie dla ciebie kogoś wyjątkowego i wiem, że tak się stało. Jeśli odmówisz dostrzeżenia tego, obawiam się najgorszego. Nie tylko dla ciebie, ale i dla całego naszego stada.
Babcia Hannah podniosła się z hokera, na którym siedziała, i ruszyła w stronę swojego pokoju, pozostawiając Kadena z rozmyślaniami nad tym, co było ważniejsze – to, czego jego zdaniem potrzebowało stado, czy przesądy, w które tak bardzo wierzyło wielu członków jego watahy, włączając w to, jak się okazało, również jego babcię. Sam już nie wiedział i miał tylko nadzieję, że nie będzie musiał wybierać.
















