Kaden
Nic nie irytowało go bardziej niż ludzie, którzy zjawiali się o wiele za wcześnie. Zgoda, punktualność była ważna, zwłaszcza w jego linii pracy. Bycie spóźniającym się liderem po prostu nie wchodziło w grę. Ale to było niedorzeczne. Alfa ze Stada Grzmiącego Księżyca był prawie dwie godziny za wcześnie. Kiedy służba poinformowała go, że goście już przybyli, Kaden myślał, że to jakiś żart.
Ale potem... Wydarzyło się coś dziwnego. Coś, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło, a on zdał sobie sprawę, przynajmniej w głębi umysłu, że na miejscu pojawił się ktoś, kogo do tej pory tam nie było.
Początkowo myślał, że może to jego babcia piecze jego ulubione ciasteczka. Zaczął wyczuwać nuty wanilii i czekolady, wszystko to, co ciepłe i przytulne, ale potem jego zmysły wypełnił zapach bzu, jego ulubionych kwiatów, tych, którymi jego mama zwykła dekorować dom. Zanim służący zdążył powiadomić go o przybyciu gości, on już czuł się całkowicie obezwładniony tym zapachem.
Nie wspominając już o tym, że czuł też dziwny ścisk w żołądku. To było trochę tak, jak podczas zjazdu z kolejki górskiej albo ze stromego wzniesienia na rowerze. Było to niepokojące uczucie, które trzymało go w napięciu. Niczym swędzenie, którego nie mógł podrapać, po prostu musiał odkryć źródło tych emocji.
Kaden spędził kilka minut w swoim pokoju, próbując wziąć się w garść, zakładając, że to jego babcia zabawia Burkowie. Kiedy zaczął schodzić po schodach i zobaczył, że wciąż stoją stłoczeni przy drzwiach, zorientował się, że jest fatalnym gospodarzem. Mimo wszystko zapach dochodzący z dołu był jeszcze silniejszy, a on miał wrażenie, że w jego żołądku kłębi się cała chmara motyli.
Mając szczerą nadzieję, zapytał babcię, czy to ona coś piecze, ale nie był zaskoczony, gdy odpowiedź brzmiała przecząco. Będzie musiał wyrzucić to dziwne uczucie i te zapachy z umysłu, by móc przywitać się ze swoimi gośćmi, jakkolwiek trudno było mu się skupić.
Alfa Kent Burk stał przed nim, wyglądając na lekko znudzonego, z dłońmi schowanymi w kieszeniach swoich drogich spodni. Jego żona miała na sobie zdecydowanie za dużo makijażu i wyglądała, jakby za wszelką cenę próbowała uchodzić za rówieśniczkę córki, co przyciągnęło wzrok Kadena do najmłodszej z rodu Burk. Jenna? Tak miała na imię?
Stała pośrodku z wymuszonym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Była piękną kobietą, to prawda. Jej blond włosy były perfekcyjnie ułożone, a nogi miała długie. Przypominała mu nieco Sylvię, z tą różnicą, że ta dziewczyna była zdecydowanie wyższego kalibru. Jej ubrania były doskonałej jakości, a wszystko w jej wyglądzie aż krzyczało o jej wysokich wymaganiach. Fakt, że Kaden nagle zaczął czuć swoje ulubione zapachy, nie umknął mu, chociaż wolał zignorować to, co miało to oznaczać. I tak nie bardzo wierzył w te całe bajki o przeznaczonej parze, więc zignorowanie tego powinno przyjść mu z łatwością. Mimo to, oto stał przed Jenną Burk, czując zapach bzu oraz wanilii, i zastanawiał się, dlaczego u diabła ma wrażenie, że za chwilę zwymiotuje, a zarazem zacznie śpiewać piosenki o miłości. To nie zwiastowało nic dobrego.
Jenna patrzyła na niego, jakby był kawałkiem soczystego mięsa, a ona nie jadła od wielu dni.
– Witam – powiedział Kaden do każdego z nich, ściskając ich dłonie. – Witajcie w Stadzie Jasnego Nieba. Mam nadzieję, że podróż upłynęła wam miło.
– Była urocza, dziękujemy – odparł Kent, starając się nie brzmieć na poirytowanego. – Ładne miejsce tu macie.
– Dziękuję – odrzekł Kaden, podczas gdy obaj rozglądali się po holu tak, jakby pierwszy raz w życiu widzieli na oczy dom. – Mamy mnóstwo miejsca dla waszej trójki.
– Czwórki – wtrąciła się jego babcia, stając za nim.
Zdezorientowany Kaden odwrócił się, by na nią spojrzeć. Jego głowa przechyliła się na bok.
Zanim Hannah zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej, Jenna zabrała głos. – Och, nie. Proszę się nią nie przejmować – powiedziała, kręcąc głową. – Ona się nie liczy.
Kaden właśnie miał zapytać, kogo ma na myśli, gdy zorientował się, że za Burkami stoi jeszcze jedna dziewczyna. Była drobna i zgarbiona, jakby za wszelką cenę chciała pozostać niewidzialna. Zdecydowanie nie pasowała do reszty rodziny, to było pewne. Jej ubrania były brudne i podarte, a ciemne włosy strąkowate. Nie chciała nawet na niego spojrzeć. Ta spocona, potargana burza brązowych włosów zasłaniała jej twarz przed wszystkimi.
– Co to znaczy, że się nie liczy? – zapytała Hannah, śmiejąc się nerwowo. – Może i jest waszą służącą, ale wciąż jest naszym gościem.
– Nie, naprawdę – rzekł Kent, potrząsając głową. – To wcale nie tak. Jeśli macie piwnicę, ona może spać na dole. Albo ewentualnie na tylnym ganku.
Kaden widział, że jego babcia zaraz zacznie odgryzać im głowy, więc uznał, że to doskonały moment, by wtrącić swoje trzy grosze. – Może pokażę wam wasze pokoje? – zasugerował, wskazując na schody. – Poprosimy służbę, by zaniosła wasze bagaże na górę.
– Och, to wszystko należy do mnie – oznajmiła Jenna. – A Sienna może to zabrać. Właśnie po to tu jest.
Gdy Jenna odsunęła się na bok, Kaden uchwycił przelotne spojrzenie szerokich, niebieskich oczu, ale dziewczyna, Sienna, szybko odwróciła wzrok. Kaden nie mógł nie poczuć do niej litości. Było całkiem jasne, że Burkowie nie traktowali jej dobrze, ale nie znał całej historii, a to nie był czas, by w nią wnikać. Poza tym, był niemal pewien, że jego babcia wszystkiego dowie się za niego. – Tędy, proszę – powiedział, prowadząc rodzinę po schodach.
Gdy wchodzili na drugie piętro, Jenna szła tuż za nim. Kaden w pełni oczekiwał, że to dziwne uczucie, które towarzyszyło mu od jej przyjazdu, teraz stanie się wręcz przytłaczające, gdy będzie tak blisko. Wziął ostrożny, głęboki oddech i zauważył, że zapachy, na które przed chwilą zwracał uwagę, o dziwo wręcz zaczęły słabnąć. Wydało mu się to bardzo dziwne. Nadal tam były, ale zamiast przybierać na sile w jej pobliżu, zdawały się raczej oddalać. To nie miało żadnego sensu. Ona zresztą również nie zdawała się dostrzegać w nim niczego niezwykłego.
Uznawszy, że to nie był czas na głębokie rozmyślania, Kaden zatrzymał się przy najładniejszym pokoju gościnnym, jaki mieli do dyspozycji. – Zarezerwowaliśmy ten pokój dla ciebie, Alfo Kencie, i dla Luny Veronici – powiedział. – A ty, Jenno, będziesz tuż obok, naprzeciwko.
Jenna weszła do pokoju, kolejnego ładnego apartamentu gościnnego z widokiem na tylne ogrody, ale dźwięk, jaki z siebie wydała, zdradzał pewne rozczarowanie.
– Czy wszystko w porządku? – zapytał Kaden.
Obróciła się kilka razy wokół własnej osi, przyglądając się wszystkiemu, po czym zwróciła się do niego. – Och, tak. Jest w porządku. To znaczy... Będzie musiał wystarczyć.
– Mamy inne pokoje, jeśli ten nie przypadł ci do gustu – rzekł, czując się nieswojo z faktem, że nie spełnił jej oczekiwań.
Kent podszedł do niego od tyłu i położył mu dłoń na ramieniu. – To wspaniały pokój, Alfo Kadenie. Jenna jest po prostu... wymagająca. To wszystko.
Odchrząknął, nie wiedząc, jak na to odpowiedzieć. – Cóż, gdybyście czegokolwiek potrzebowali, proszę, dajcie mi znać.
– Dziękuję. – Jenna zdołała wykrzesać z siebie uśmiech, ale wyglądała tak, jakby za chwilę miała się rozpłakać. Kaden nie miał zielonego pojęcia, co było nie tak. Nie wydawało się jednak, by było to cokolwiek, co mógłby sam naprawić, więc postanowił wrócić na dół i upewnić się, że Sienna dostanie jakąś pomoc przy bagażach Jenny. Trochę absurdalnym wydawało się zmuszanie tak małej, wątłej kobiety do samodzielnego wnoszenia po schodach tych wszystkich gigantycznych waliz. Miał przeczucie, że jego babcia już wzięła sprawy w swoje ręce, ale mimo to wolał to sprawdzić.
Nie zdążył dojść nawet do pierwszego półpiętra, gdy usłyszał, jak Jenna krzyczy na całe gardło: – Sienna! Lepiej od razu przynieś tu moje bagaże!
Kaden zamarł w bezruchu, słysząc, jak Kent nakazuje córce, by przestała krzyczeć w ten sposób w cudzym domu, ale ten jeden krzyk nakreślił mu całkiem wyraźny obraz tego, kim tak naprawdę była Jenna Burk. I to ona miała być jego przeznaczoną partnerką?
Gdy Kaden dotarł z powrotem do holu, zobaczył, jak kilku z jego służących podnosi bagaże, podczas gdy ta drobna kobietka stanowczo protestowała, twierdząc, że naprawdę sama powinna to zrobić. Właśnie wtedy prosto w jego twarz uderzyła fala za falą cudownych, rozkosznych zapachów. Wszystkie wonie, które uwielbiał, łącznie z zapachem piekących się ciastek i ulubionych kwiatów jego matki, wprost zalały jego zmysły. To był niebiański aromat, którym mógłby delektować się bez końca przez cały dzień.
Jej niebieskie oczy podniosły się na ułamek sekundy, spotykając jego spojrzenie, zanim ponownie je spuściła, i to właśnie wtedy wszystko uderzyło go z siłą kopnięcia w sam żołądek.
„Jasna cholera” – pomyślał Kaden. – „Moją przeznaczoną partnerką wcale nie jest Jenna Burk. To ta dziewczyna – ta służąca – Sienna. Ale jakim cudem?”
Kaden nie potrafił w żaden sposób odpowiedzieć sobie na to pytanie, ale jedno wiedział na pewno – miał przed sobą całą masę kłopotów. Nie tylko dlatego, że absolutnie z nikim nie zamierzał brać ślubu, ale także dlatego, że Księżycowa Bogini, czy ktokolwiek inny, kto zsyłał mu te uczucia i zapachy, ewidentnie miała niezwykle mroczne poczucie humoru.
Jedynym pocieszającym faktem w tej całej sytuacji było to, że dziewczyna zdawała się uważać samą myśl o tym, że on, Alfa Kaden Stone, miałby rzeczywiście pojąć ją za żonę, za czysty absurd. Nie chciała nawet spojrzeć mu w twarz. I dobrze. Choć prawie jej nie widział, to jednak jedna rzecz od razu rzuciła mu się w oczy – miała przepiękną twarz.
Byłoby wielką szkodą, gdyby musiał sprawić, żeby płakała.
















