Odrzucenie Alfy

Odrzucenie Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 3: Kaden
Autor: Aeliana Moreau
3 mar 2026
Poczucie leśnego poszycia pod łapami było dokładnie tą terapią, której Alfa Kaden Stone potrzebował. Biegł wzdłuż zachodniej granicy terytorium swojego stada, obok swojego Bety, Aleca Greena. Obaj wzięli udział w niezapowiedzianym wyścigu, tak jak robili to za każdym razem, gdy biegali razem. Jednak tej konkretnej nocy, przy niemal pełni księżyca świecącej z góry, wyścig był mniej ważny niż samo doświadczenie. Kaden desperacko potrzebował w płucach zapachów lasu i chrzęstu świeżych, jesiennych liści pod łapami. Przyjaciele biegli, dopóki nie zaczęły piec ich płuca. Mimo że ich wilki nienawidziły przyznawać się do zmęczenia, gdy po lewej stronie Kadena ukazał się zjazd prowadzący z powrotem do wioski, pobiegł w tamtą stronę. Alec był za nim, ale dosłownie o krok. Obaj znacznie zwolnili, ale Alfa wiedział, że jego Beta włoży każdą resztkę energii, by pokonać Kadena w powrocie do miejsca, w którym po raz pierwszy się przemienili i zostawili swoje ubrania i buty. Przed nimi zajaśniała czerwień koszulki Kadena leżącej na aksamitnej, zielonej plamie trawy, oświetlonej przez promień księżyca. Kaden wrzucił wyższy bieg dokładnie wtedy, gdy w jego polu widzenia z boku pojawił się pysk Aleca. Wydał z siebie prowokujący skowyt w stronę najlepszego przyjaciela, dając mu znać, że może i jest blisko, ale z nim nie wygra. Nie tym razem. Ścigali się dalej, aż przednia lewa łapa Kadena wylądowała na jego koszuli na ułamek sekundy przed tym, jak dopadł do niej Alec. Obaj powrócili do ludzkiej postaci i szybko się ubrali, obrzucając się docinkami. – Stary, było tak blisko – powiedział Alec, stając przed Kadenem, gdy wciągał koszulkę przez głowę. Kaden wsunął stopy w buty. – Któregoś dnia mnie dogonisz – rzucił, chociaż wiedział, że fakt, iż Alec dziś prawie wygrał, wynikał z tego, że Kaden był rozproszony, a nie dlatego, że Alec rzeczywiście robił się szybszy. Na pewno też nie dlatego, że Kaden robił się wolniejszy. – Nigdy nie pozwolisz mi się dogonić – odparł z uśmiechem jego najlepszy przyjaciel, poprawiając ze śmiechem długie, ciemne pasma włosów, które opadały mu na oczy. – Masz coś na głowie? Kaden jęknął. Alec wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, jak bardzo bał się on nadchodzących dni. Przygotowania do zbliżającego się Balu Księżycowej Bogini już trwały, chociaż Kaden wcale jeszcze nie zgodził się na organizację tego wydarzenia. Wiedział, że jego Babcia Hannah zdążyła już wysłać zaproszenia do sąsiednich stad, więc byłoby mu teraz strasznie trudno się wycofać. Oprócz tego dochodziła codzienna harówka związana z prowadzeniem stada i cała towarzysząca temu polityka. – Ta, można powiedzieć, że mam trochę na głowie – odparł Kaden, ocierając pot wierzchem dłoni. – Cóż, wiesz, jak ważne jest dla twojej babci, żebyś znalazł Lunę – przypomniał mu Alec, gdy zaczęli iść w stronę swoich domów, które stały tuż obok siebie w samym centrum wioski. – Wiem. Obawiam się jednak, że będzie srodze rozczarowana – przyznał Kaden. – To, że wydamy bal, nie znaczy, że magiczna Księżycowa Bogini nagle się zjawi, posypie mnie magicznym pyłem i poprowadzi mnie prosto do mojej jedynej miłości. Alec uśmiechnął się krzywo, próbując zdusić śmiech. – Nie sądzę, żeby Księżycowa Bogini używała magicznego pyłu, brachu. – Czymkolwiek do cholery jest to coś, co ma mi pomóc się zakochać. – Przesadzał. Oczywiście wiedział, że Księżycowa Bogini nie używa magicznego pyłu. W większość dni w ogóle nie był pewien, czy Księżycowa Bogini w ogóle istnieje. Bo gdyby tak było, to czy jego rodzice wciąż by nie żyli? Rozmyślania Kadena przerwała grupa przechodzących dziewcząt, prowadzona przez jedną z tych, z którymi spędzał w przeszłości dużo czasu, wysoką blondynkę imieniem Sylvia Waters. Uśmiechnęła się do niego szeroko, podczas gdy wszystkie dziewczyny skłoniły głowy w szacunku wobec swojego przywódcy. – Dobry wieczór, Alfo Kadenie, Beto Alecu – zamruczała. – Co wy dwaj porabiacie? Kaden był rozkojarzony i nie miał w tej chwili czasu ani na Sylvię, ani na żadną inną dziewczynę. – Właśnie wracam do domu, żeby skonsultować się z Babcią Hannah w sprawie nadchodzących uroczystości. – Bal pochłaniał mu mnóstwo czasu, który zazwyczaj przeznaczał na inne sprawy stada. Dolna warga Sylvii lekko się wydęła. – Nie masz czasu, żeby... spędzić z nami dzisiaj wieczór? Wiedział dokładnie, do czego zmierzała. Zza jej ramienia pozostałe cztery dziewczyny robiły wszystko, co w ich mocy, by zaprezentować się jako opcje, gdyby Sylvia wydała się nieapetyczna dla ich przywódcy. Kaden jednak miał inne obowiązki. – Przepraszam, Sylvio. Nie dzisiaj. – Może jutro? – Zatrzepotała długimi rzęsami, mając nadzieję, że uda jej się go uwieść na tyle, by zmienił zdanie. – Myślę, panie, że nasz nieustraszony przywódca będzie zajęty przez kilka najbliższych dni, a może nawet na czas nieokreślony – powiedział Alec, zaciskając dłoń na ramieniu Kadena. – Nie tylko jest gospodarzem największego wydarzenia towarzyskiego sezonu, ale istnieje również spora szansa, że znajdzie swoją przeznaczoną partnerkę. Kadena kusiło, by wbić łokieć w żebra najlepszego przyjaciela. Alec najwyraźniej traktował pomysł znalezienia przez nich obu przeznaczonych partnerek na zbliżającym się balu jako jakiś żart. Kaden nie pokładał zbyt wielkiej wiary w szanse na pojawienie się jego przeznaczonej partnerki, więc nie było powodu, dla którego Alec miałby go już teraz ściągać z rynku. – Więc to prawda? – zapytała Beatrice, brunetka o muśniętej słońcem skórze. – Naprawdę organizujemy bal? Kaden robił, co w jego mocy, by ograniczyć plotki do minimum, ponieważ nie był zachwycony perspektywą organizacji tego wydarzenia, ale nadeszła kolej ich stada. Nie miał właściwie innego wyboru, jak zorganizować wydarzenie w Jasnym Niebie. Inne stada mogłyby uznać to za zły ruch, gdyby zrezygnował ze swojej kolejki. – Na to wygląda. Wszystkie dziewczyny się uśmiechnęły. Dwie z nich wręcz klasnęły w dłonie. – Uwielbiamy się stroić – powiedziała Beatrice, przerzucając swoje długie, czarne włosy przez ramię. Pozostałe dziewczyny pokiwały głowami z aprobatą. – Jestem pewien, że będzie mnóstwo zabawy – rzucił Kaden zbywająco. – A teraz, jeśli mi wybaczycie, mam kilka spraw stada, którymi muszę się zająć. Kaden zauważył, że w kuchni paliło się światło, gdy zbliżył się do ganku frontowego. Podczas gdy wszystkie wilkołaki miały w zwyczaju przesiadywać do późna w nocy, Babcia Hannah lubiła chodzić do łóżka koło północy, co oznaczało, że właśnie pije herbatę, przygotowując się do półgodzinnej modlitwy do Księżycowej Bogini przed udaniem się na spoczynek. Chciał się z nią skonsultować w kilku sprawach, zanim pójdzie spać, ponieważ była pełniącą obowiązki Luny. – Dobranoc, Alfo Kadenie – zawołała Sylvia, machając do niego z głębi ulicy. Kaden pomachał uprzejmie, ale miał na głowie zbyt dużo spraw, żeby w ogóle myśleć o Sylvii czy o jakiejkolwiek innej dziewczynie. Tuż obok Alec wbiegł do środka, wiedząc, że jego mama będzie mu szykować drugą kolację. Pod wieloma względami był wciąż wielkim dzieciakiem. Kaden życzyłby sobie, żeby odrobinę dorósł i wziął na siebie więcej odpowiedzialności za prowadzenie stada, ale Alec był lojalnym zastępcą, a to znaczyło dla niego bardzo wiele. Kaden wszedł do domu, zadowolony z powrotu. Mieszkanie z babcią po śmierci rodziców miało najwięcej sensu. Mieli tylko siebie nawzajem, więc Kaden nie mógł zbyt mocno czepiać się Aleca o to, że wciąż mieszkał z rodzicami, ale zastanawiał się, co by się stało, gdyby Alec poznał swoją przeznaczoną partnerkę. Czy wprowadziłaby się do tego domu z jego rodzicami, czy może to jego rodzice by się wyprowadzili? To pytanie przerodziło się w myśli o tym, jak by to było wchodzić do domu i witać żonę. Kaden pokręcił głową. Wątpił, by miało się to wydarzyć w najbliższym czasie. Po prostu nie był na to gotowy. Babcia Hannah siedziała przy kuchennej wyspie, popijając herbatę, a przed nią leżał otwarty laptop. Jak na swój wiek, była całkiem nowoczesną damą. Podniosła wzrok i się uśmiechnęła. – Jak minął bieg? – Świetnie – powiedział, podchodząc, by pocałować ją w policzek. Zauważył na ekranie, że przeglądała pomysły na planowanie przyjęć. Kaden usiadł na stołku barowym obok niej. – Więc... to się jednak dzieje, co? Babcia Hannah poklepała go po nodze. – To twój obowiązek, złotko. Teraz nasza kolej. Skinął głową. Wyjaśniała mu to już tyle razy, że musiałby być strasznie zakutym łbem, by tego nie zrozumieć, zwłaszcza że wiedział, iż wczoraj wysłała zaproszenia. – Nawet jeśli jej nie znajdziesz, choć myślę, że znajdziesz – powiedziała Babcia Hannah z błyskiem w oku – dobrze będzie pomóc wzmocnić twoje sojusze z innymi stadami i zbudować nowe. – To prawda – odparł, choć uważał, że są lepsze sposoby na ich budowanie niż organizowanie balu. Każdego dnia spędzał godziny nad sojuszami. Właśnie wynegocjował bezpieczną granicę ze stadem na północy i pomógł stadu na zachodzie, przez które przetoczyła się choroba. Bal wydawał się trywialny w obliczu tych problemów. – Poza tym starzeję się, mój drogi. Za dwa miesiące skończę sześćdziesiąt trzy lata. Chociaż uwielbiam służyć jako Luna stada, wolałabym spędzać czas na innych rzeczach. Kaden był doskonale świadomy hobby swojej babci – ogrodnictwo, joga i obserwowanie ptaków, by wymienić tylko kilka. Tylko miał nadzieję, że nie wypowie słowa na literę W. – Chciałabym mieć czas, aby nacieszyć się wnukami. – Hannah miała w oczach ten daleki wzrok, wznosząc twarz ku niebu. Oto i ono – słowo na literę W. – Wiem, babciu. Po prostu... daj mi trochę czasu – poprosił. Opuściła wzrok, by na niego spojrzeć, i uśmiechnęła się. – Oczywiście, skarbie. Po prostu zaufaj Księżycowej Bogini. Wiem, że ma dla ciebie kogoś wyjątkowego. Kaden wstał i ponownie pocałował ją w policzek. – Skoro tak twierdzisz, babciu. – Nie zamierzał jednak wstrzymywać oddechu. Z jego szczęściem, Księżycowa Bogini wymyśliłaby coś gorszego niż nieszykowanie dla niego nikogo. Przeklęłaby go, łącząc jego przeznaczenie z kimś rodem z jego najgorszych koszmarów – okropną dziewczyną, zepsutym bachorem albo jakimś tumanem. Jego babcia mogła mieć nadzieję i modlić się, ale ostatecznie Kaden nie spodziewał się, że jego szczęście nagle w magiczny sposób ulegnie zmianie. Wolałby nie mieć nikogo, niż kogoś, kto nie byłby godzien jego pozycji.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3: Kaden – Odrzucenie Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka