Lamborghini zatrzymało się z piskiem, brutalnie wybudzając Siennę ze snu. Nogi jej zdrętwiały, a plecy bolały od okropnej pozycji, w jaką musiała się złożyć, by wejść na tył SUV-a. Pomyślała, że może rodzina po raz kolejny zatrzymuje się tylko po przekąski, dopóki nie usłyszała słów Alfy Kenta: – Jesteśmy na miejscu!
– Wreszcie! – powiedziała Jenna, wyciągając AirPods z uszu. – Bogini, jak bolą mnie nogi od tak długiego siedzenia.
– No już, no już, kochanie. Nie wzywaj imienia Bogini nadaremno – stwierdziła Veronica, brzmiąc niemal, jakby się z nią drażniła.
Sienna nie mogła uwierzyć, że Jenna narzeka na ból, mając do dyspozycji całe tylne siedzenie, ale przecież to było u niej typowe.
– Gdzie jest służba? – zapytał Kent, rozglądając się dokoła.
– Myślę, że ten mężczyzna z tyłu kazał im pojechać inną drogą – odpowiedziała Veronica. Sienna nie widziała żadnego mężczyzny, ale w końcu przecież usnęła. To prawdopodobnie strażnik wpuścił ich do wioski. Nie miała wątpliwości, że na czas wydarzenia będzie tu mnóstwo ochrony, co utrudni jej wymknięcie się, jeśli zdecyduje się stąd uciec.
– Cóż, wygląda na to, że będziemy musieli poradzić sobie bez nich – westchnął Kent. – Dom Alfy Kadena najwyraźniej nie jest wystarczająco duży dla nas i naszej służby.
– Jest ogromny – powiedziała Jenna. – Ten dom jest wspaniały. Dlaczego my nie możemy mieszkać w tak pięknym domu, tatusiu?
– Jenno... – upomniał ją Kent, potrząsając głową. – Nasz dom jest większy niż ten.
– Wcale nie – sprzeczała się Jenna. Drzwi samochodu się otworzyły i cała trójka wysiadła, nie otwierając bagażnika. Wiedząc, że narzekanie nie przyniesie jej żadnego pożytku, Sienna sięgnęła ręką, by spróbować samodzielnie otworzyć klapę, co w jej obecnym stanie było niemal niemożliwe. Ostatecznie udało jej się dosięgnąć przycisku, ale tak mocno się wyciągnęła, że straciła równowagę. Gdy klapa się otworzyła, wypadła do tyłu, lądując z głuchym uderzeniem na betonowym podjeździe.
Ból promieniował w górę jej ramienia i przez całe ciało, aż do nóg, które nadal były zdrętwiałe. Uderzyła się też w głowę, która niemiłosiernie piekła, ale dźwięk śmiejących się dziewczyn powstrzymał ją przed płaczem czy robieniem zamieszania. Wyglądało na to, że grupa wrednych dziewczyn, które nękały ją w domu, przyjechała i tutaj. Kiedy jednak podniosła głowę, by na nie spojrzeć, uświadomiła sobie, że to zupełnie nowa grupa wrednych dziewczyn. Najwyraźniej były wszędzie.
– Spójrzcie na nią! Co za obrzydliwy strój! – zawołała blondynka na przedzie grupy, wskazując na nią palcem.
– Wygląda na to, że pomoc ze Stada Grzmiącego Księżyca wcale nie jest pomocą! Ona nawet nie potrafi ustać na nogach! – Nastąpiła kolejna eksplozja śmiechu, po której Sienna usłyszała inny głos, przyjazny głos, męski głos.
– Hej, proszę pani! Nic pani nie jest?
Para butów sportowych pojawiła się na podjeździe tuż przed nią, a po niej wyciągnięta dłoń. Spojrzała w górę i zobaczyła przystojnego, młodego mężczyznę, który próbował pomóc jej wstać. Jego ciemne włosy opadały mu na jedno oko, a w jego spojrzeniu widać było troskę.
– Nic mi nie jest. – Nie odważyła się przyjąć jego dłoni. Gdyby Jenna to zobaczyła, byłaby wściekła. Sienna pospiesznie stanęła na nogi, ciesząc się, że tym razem nie krwawi.
– Jest pani pewna? – zapytał, cofając dłoń, ale nie odsuwając się.
– Tak – odpowiedziała, zaczynając wyciągać torby.
– Beto Alecu! Co ty robisz? – zawołała jedna z dziewczyn. – Ona jest obrzydliwa!
– Sylvio, odejdź! – krzyknął mężczyzna.
– Poważnie? – Dziewczyna sapnęła na niego i powiedziała: – Chodźcie, dziewczyny. Idziemy!
Sienna nie chciała wywoływać żadnych zamieszek. Chciała po prostu pozostać niezauważona. Było to trudne, gdy nosiła za duże dresy z dziurami i poplamioną koszulkę, ale była na tyle drobna i skromna, że wtopienie się w tło i stawanie się niewidzialną zawsze było jedną z jej umiejętności.
– Mogę pomóc z torbami?
On wciąż tam był. Fakt, że był Betą, nie umknął jej uwadze. Sienna nie mogła być dla niego nieuprzejma, ale wiedziała, co zrobiłaby jej Jenna. Mając spuszczony wzrok, odwróciła się do niego.
– Dziękuję, panie, ale naprawdę, moja pani będzie wściekła, jeśli sama nie wykonam swojej pracy.
– Hę? – zapytał, najwyraźniej zdezorientowany. – Ale... To tylko mała pomoc przy wielu ciężkich torbach.
– Dziękuję, ale...
– Sienna! Chodź tu z moją torebką! Natychmiast!
Krzyki Jenny przeszyły ją na wylot. Zostawiając resztę toreb, Sienna przeszła na tylne siedzenie, chwyciła torebkę i zaniosła ją po schodach do środka, gdzie wciąż stała czekająca rodzina.
– Gdzie u diabła on jest? – zapytała Jenna, wyrywając torebkę z rąk Sienny.
– Ten służący powiedział, że zaraz tu zejdzie – odparła Veronica, przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę i wydając się zniecierpliwioną.
Jenna grzebała w torbie, aż znalazła puderniczkę i poprawiła puder oraz błyszczyk. Niepewna, czy ma iść po resztę toreb, czy czekać na torebkę, Sienna stała w bezruchu.
– Co ty u diabła robisz, Sienno? – krzyknęła Jenna. – Idź po moje rzeczy! – Tym razem policzek nadszedł tak szybko i niespodziewanie, że Sienna nie była na niego gotowa. Trafił ją tuż pod prawym okiem, zostawiając ślad i wywołując łzy w jej oczach.
Powstrzymała je i rzuciła się z powrotem w stronę SUV-a, tylko po to, by zobaczyć, że Beta Alec zdążył już wszystko rozładować.
Kiedy tam dotarła, trzymała dłoń na policzku, częściowo po to, by złagodzić ból, ale także, by ukryć to przed nim. – Proszę, panie – powiedziała. – Naprawdę nie powinien pan tego robić.
– Nie przeszkadza mi to – odpowiedział, zamykając klapę bagażnika. – Nic ci nie jest?
Widział, że znów została zaatakowana. Opuszczając dłoń, Sienna wzruszyła ramionami. – Nic mi nie jest.
– Nie wyglądasz na taką, której nic nie jest.
– Byłoby mi lepiej, gdyby przestał mi pan pomagać, panie. – Złapała tyle toreb, ile tylko zdołała udźwignąć, zamierzając zaciągnąć je na ganek. Zanim zdążyła je podnieść, on znów się odezwał.
– Wyglądasz bardzo znajomo. Czy myśmy się już wcześniej spotkali?
Podniosła wzrok na ułamek sekundy, by napotkać jego spojrzenie, ale pokręciła głową. – Nie sądzę.
– Jesteś pewna?
Podnosząc torby, odwróciła się i ruszyła w stronę ganku. Podążał za nią, ale przynajmniej nie niósł żadnego bagażu. – Chyba że byłeś w Stodzie Grzmiącego Księżyca, to jestem tego pewna. To mój pierwszy raz poza terytorium stada.
– Naprawdę? – zapytał w szoku.
Sienna skinęła głową, wbiegając po stopniach i stawiając torby na schodach.
– Ja wezmę resztę – powiedział Beta Alec. Powstrzymała warknięcie, ominęła go szerokim łukiem i pospieszyła z powrotem, by zabrać resztę toreb. – Wow! Jesteś szybka. – Nie odezwała się. Po prostu podniosła torby i pobiegła z powrotem na ganek. – To znaczy, mógłbym cię złapać, gdybym chciał. Tak w ogóle, jak masz na imię?
Sienna odstawiła torby i wzięła głęboki oddech. Najwyraźniej nie wyłapał jej imienia, kiedy Jenna je wykrzykiwała. – To nie ma znaczenia – odpowiedziała. – Naprawdę, panie, byłoby dla pana lepiej, gdyby trzymał się pan ode mnie z daleka.
– Sienna! Idziesz? – krzyknęła Jenna z drugiej strony drzwi.
– Tak, panienko – odpowiedziała.
– Sienna – rzekł Alec, a jego dłoń delikatnie złapała ją za ramię.
Odwróciła się, spojrzała na niego i skinęła głową.
Uśmiech rozjaśnił jego twarz. – To piękne imię.
– Dzięki. – Szarpnęła za ramię, a on je puścił.
Zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, Sienna chwyciła tak dużo toreb, ile mogła unieść, weszła do holu ogromnego domu, stawiając je za plecami państwa Burk, a następnie zabrała resztę, wnosząc je do środka i zamykając drzwi przed Betą.
– Na miłość... – okrzyk Jenny przerwał przyjazny, kobiecy głos.
– Witaj, Alfo Kencie! Jestem Luna Hannah.
Sienna spojrzała ponad ramieniem Kenta i zobaczyła piękną, uśmiechniętą starszą kobietę, która wyciągała do niego rękę. – Wybaczcie nam. Nie spodziewaliśmy się was aż tak wcześnie.
– Cóż, chcieliśmy być pierwszymi, którzy przyjadą. Jenna była strasznie podekscytowana spotkaniem z Alfą Kadenem.
– Tatusiu! – powiedziała Jenna, uderzając go w ramię.
– Ty musisz być córką Alfy – stwierdziła Hannah. – Miło cię poznać.
– A to moja żona, Luna Veronica – rzekł Kent. Hannah uścisnęła dłoń również jej.
– A kim jest ta osoba? – zapytała Hannah.
Sienna spuściła głowę, gdy Luna wychyliła się, by dostrzec ją ponad ich ramionami.
– Och, nikim. To tylko moja służąca – powiedziała Jenna.
– Z pewnością ma jakieś imię – upierała się Hannah.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, na schodach rozległy się kroki. – Co to za zapach?
– Kadenie! Spójrz, pojawili się nasi pierwsi goście – powiedziała Hannah. – Czyż to nie wspaniałe?
Ignorując jej pytanie, rzekł: – Pieczesz coś? Ciasteczka, może? Czuję wanilię... i bzy.
Hannah odchrząknęła i podeszła do podestu schodów, by się z nim spotkać. – Nie, kochanie. Spójrz. To Alfa Kent i jego rodzina ze Stada Grzmiącego Księżyca.
Sienna nawet nie odważyła się podnieść oczu, gdy do jej płuc dotarł ciężki zapach lasu po deszczu, jeden z jej ulubionych zapachów. Być może Alfa Kaden był zdezorientowany, dlaczego czuje swoje ulubione zapachy, ale ona nie.
A teraz miała naprawdę duże kłopoty. Naprawdę bardzo duże kłopoty.
















